
Toto śpiewał, że miłość nie zawsze jest na czasie i to samo można powiedzieć o serialu animowanym „Invader Zim”. To zwariowane przedstawienie, stworzone przez mrocznego, komediowego umysłu artystę Jhonena Vasqueza, musiało wsiąść na pokład najszybszego statku kosmicznego z planety Conventia, docierając do naszych telewizorów zdecydowanie za wcześnie.
Był 30 marca 2001 roku – piątek – kiedy dziwaczny program o małej tyranii obcy o imieniu Zim (głos Richarda Stevena Horvitza) spadł na Nickelodeon. Haczyk jest cudownie chaotyczny: ludzie Zima, Irkeni, tak naprawdę go nie lubią, więc wysyłają go na odległą planetę z fałszywą misją inwazji, aby się go pozbyć i udawać, że robi coś pożytecznego. Wyciągając części ze śmieci, Irkeni składają w całość bota-towarzysza GIR (Rosearik Rikki Simons), który jest prawie tak samo przydatny jak kostkarka do lodu na Antarktydzie – ale GIR okazuje się dobrym przyjacielem/zwierzakiem Zima, nawet jeśli rozdrażniony kosmita go nie rozpoznaje.
Kontynuacja artykułu poniżej
Podczas gdy Nickelodeon nie był przeciwny dziwacznym serialom animowanym, takim jak „The Ren & Stimpy Show” i „Rocko’s Modern Life”, „Invader Zim” stanął przed poważnym problemem w postaci chłonnej, żółtej i porowatej postaci, która mieszkała w ananasie pod powierzchnią morza.
W 2001 roku „SpongeBob SquarePants” był jednym z najgorętszych programów w Nickelodeon, ale eskapady Zima nie przyciągały tej samej publiczności. Choć „SpongeBob” od czasu do czasu uwielbia zanurzać się na palcach w wodach surrealizmu i dwuznaczności, nigdy nie jest tak mroczny i destrukcyjny jak „Invader Zim”. W związku z tym nie jest zaskakujące, że dyrektorzy sieci odwracali wzrok od każdego drogiego i głośnego programu, który nie zbierał takich samych ocen, jak szalone przygody rozgrywające się w Bikini Bottom.
„Nasze oceny nie radziły sobie dobrze, nasza ówczesna grupa demograficzna nie należała do grupy demograficznej „The Fairly OddParents”, z którą mieliśmy premierę, i nasza premiera spotkała się z naprawdę dobrym przyjęciem krytyków” – powiedział Horvitz Syfy. „Ale jeśli chodzi o oceny, to jedyny prawdziwy barometr [was the] grupę docelową, czyli dzieci w wieku od 6 do 10 lat, i myślę, że to było na to trochę za dużo [demographic]a rodzice również mogli pomyśleć, że to mała grafika dla nich.
„Invader Zim” również nie miał okazji zadomowić się i znaleźć niszowej publiczności, gdyż kilka miesięcy po debiucie serialu wydarzenie z życia wzięte wstrząsnęło światem. Ataki z 11 września spustoszyły ludzi na całym świecie.
W obliczu tragedii amerykańska publiczność zwróciła się w stronę filmów pocieszających i programów telewizyjnych niosących bardziej pozytywne, podnoszące na duchu przesłania. Serial o kosmicie próbującym podbić Ziemię i wysadzić wszystko w powietrze nie zachwycił wtedy widzów. W rezultacie „Invader Zim” został odłączony w 2002 roku, jeszcze przed wyemitowaniem wszystkich odcinków drugiego sezonu. Pozostałe odcinki zostaną wydane wiele lat później.
To klasyczny przypadek znalezienia się w złym miejscu i czasie, bo „Invader Zim” nigdy nie miał być tradycyjnym widowiskiem dla dzieci. Jasne, dzieci mogły skłaniać się ku kreskówkowemu stylowi animacji i kolorowej akcji na ekranie, ale serial był zawsze skierowany do nastolatków i dorosłych, którzy dorastali na makabrycznej i cynicznej wrażliwości Tima Burtona oraz horrorach z lat 80. i 90.
Zim jest samotnikiem, wyrzutkiem społecznym. Na pewno ma swoje wady, ale szuka jedynie swojego miejsca w świecie i poczucia przynależności – podobnie jak Edward Nożycoręki czy Lydia Deetz z „Soku z żuka”.
Jego podróż na Ziemię jest sposobem na zdobycie aprobaty rówieśników, nawet jeśli jego metody są w najlepszym wypadku… wątpliwe. Jednak świat, którego częścią chce być Zim, nie jest aż tak wyjątkowy. Irkeni są bezużyteczni, podczas gdy mieszkańcy Ziemi – z wyjątkiem Diba, który wydaje się być jedyną osobą w okolicy z szeroko otwartymi oczami – są nieświadomi planów Zima i potencjalnej inwazji.
To obosieczny dowcip, naśmiewający się z absolutnie wszystkich, ponieważ Vasquez pokazuje, że ludzie są zbyt głupi, aby zdać sobie sprawę, że zostali najechani, podczas gdy kosmici nigdy nie zauważają, że nie muszą się zbytnio napracować, aby nas zniewolić. Tym, czego wszyscy powinni się tutaj naprawdę obawiać, jest klątwa apatii i dysfunkcyjnych systemów władzy. To właśnie ten rodzaj wywrotowej narracji skierowanej do dorosłych, stał się podstawą takich hitowych seriali jak „Hazbin Hotel” i „Słoneczne przeciwieństwa”.
Choć „Invader Zim” nie był emitowany zbyt długo, zdążył zgromadzić rzeszę zwolenników i zatopić swoje macki w różnego rodzaju mediach (a nawet w filmie Netflixa „Invader Zim: Enter the Florpus” z 2019 roku). W żadnym wypadku nie jest to katastrofalna awaria; coś, czego Vasquez nie traci. „Czasami nie wydaje się, że Zim wystartował, ale rozbił się i spłonął” – powiedział ComicBook.com. „To właśnie jest w tym niesamowite, ponieważ gdybyśmy się rozbili i spłonęli, ludzie po prostu wchodziliby w ogień”.
Biorąc wszystko pod uwagę, nie można powstrzymać się od zastanowienia, czy sukces serialu byłby większy w czasach współczesnych. Serwisy streamingowe pragną emocjonujących seriali animowanych dla dorosłych, dostosowanych do potrzeb dojrzałych widzów, takich jak „Creature Commandos”, „Harley Quinn” i “Niezwyciężony” zdominować rankingi platform. Serial taki jak „Invader Zim” idealnie wpasowałby się w to podejście i byłby w stanie jeszcze bardziej przesunąć granice swojego humoru.
Od 2000 roku dojrzała także publiczność telewizyjna. Programy, które starają się być inne niż kiedykolwiek wcześniej, cieszą się znacznie większą akceptacją, niezależnie od tego, czy program jest cyniczny, czy pełen nadziei. Na wszystko jest czas i miejsce, łącznie z istotą pozaziemską, która chce przejąć Ziemię.
A jeśli mamy być szczerzy, czy inwazja obcych naprawdę będzie o wiele gorsze od tego, czego doświadczamy dzisiaj jako społeczeństwo zbiorowe?