Zarządzający funduszem miliarderów ma zaskakujące podejście do wyceny giełdowej

Zarządzający funduszem miliarderów ma zaskakujące podejście do wyceny giełdowej
Krzysztof Adamczyk, to doświadczony dziennikarz ekonomiczny z imponującym dorobkiem w analizie…
wyświetlenia 12mins 0 opinii
Zarządzający funduszem miliarderów ma zaskakujące podejście do wyceny giełdowej

Menedżer finansowy miliardera Ken Fisher właśnie wypowiedział się z zaskakującym przesłaniem w debatach na temat „czy akcje są przewartościowane” i „czy cię to obchodzi”. Jego zdaniem: wskaźniki ceny do zysków, czyli wskaźniki P/E, nie są tak ważne, jak większość uważa.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to niekonwencjonalnym podejściem. Wszyscy słyszeliśmy argument: akcje są zawyżone, co sugeruje, że nadchodzi rozliczenie. Argument skupia się przede wszystkim na wskaźnikach ceny do zysków (P/E), które służą inwestorom jako miernik pozwalający określić, czy dana akcja jest niedowartościowana (kupuj), czy przewartościowana (sprzedaj).

W tym roku słyszeliśmy od wielu ekspertów sugerujących, że wyniki mogą być bliskie znacznego pogorszenia, biorąc pod uwagę S&P500‘S Wskaźnik P/E jest znacznie powyżej średnich z pięciu i dziesięciu lat po dwóch (a potencjalnie trzech) kolejnych latach zysków na poziomie ponad 20%.

Ale co, jeśli to myślenie jest błędne? A co, jeśli Fisher ma rację i wpływ wysokich wycen nie jest tak znaczący, jak wszyscy myślą, utrudniający zwroty z giełdy? Zmieniłoby to sposób myślenia wielu inwestorów, którzy pokładali nadzieje (i przy okazji przegapili tegoroczne wzrosty) w błędnym przekonaniu, że akcje są przewartościowane.

Wiem na przykład, że podejście Fishera jest rezonujące. Jako były Wall Street analityk z ponad 30-letnim doświadczeniem w śledzeniu rynków, od dawna uważam, że wycena ma znaczenie na marginesie, służąc bardziej jako kciuk na wadze, a nie ostateczne uzasadnienie zakupu lub sprzedaży.

<em>Inwestorzy debatują nad wyceną w 2025 r., gdy indeks S&P 500 osiąga najwyższe poziomy w historii.</em>REUTERS” loading=”eager” height=”540″ width=”960″ class=”yf-1gfnohs loader”/></div>
</div><figcaption class=Inwestorzy debatują nad wyceną w 2025 r., gdy S&P 500 osiąga najwyższe poziomy w historii.REUTERS

Fisher jest założycielem Fisher Investments, który zarządza aktywami o wartości 295 miliardów dolarów. Na rynkach porusza się od lat 70-tych. Widział swoje wzloty i załamania gospodarcze i rynkowe, po tym jak uciekł inflacja w latach 70., Czarny poniedziałek w 1987 r., kryzys oszczędnościowo-pożyczkowy w latach 80. i 90., boom i załamanie Internetu, wielka recesja, pandemia Covida, a ostatnio w latach 2022-tych rynek niedźwiedzia.

Widział swoje okresy hossy i bessy oraz wiele okresów niskich i wysokich wycen.

Osoby zaniepokojone wskaźnikiem P/E giełdy wskazują na fakt, że końcowy 12-miesięczny wskaźnik P/E indeksu S&P 500 wynosi 28,3, czyli jest powyżej średniej z 5 lat i 10 lat wynoszącej odpowiednio 25 i powyżej 22,9, według Zestaw faktów.

Fisher doskonale zdaje sobie sprawę z debaty na temat wyceny, ale nie uważa, że ​​wycena jest siłą napędową przewidywania przyszłej przyszłości akcji, a ma dane na poparcie swojej opinii.

„W sytuacji, gdy stosunek ceny do zysku amerykańskich akcji oscyluje wokół 30, wielu zaczyna wierzyć, że to ostatnie dni kryzysu rynek byka”, napisał Fisher w Poczta nowojorska op-ed. „Jednak wyceny nie przewidują kierunku akcji – i nigdy tego nie robiły. Herezja? Bardziej jak historia – ponad sto lat – udowadniająca, że ​​dzisiejsze wysokie PE niewiele znaczą”.

Źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x