
Masowe deportacje są często przedstawiane jako polityka propracownicza. Argumentuje się, że usuńcie nieautoryzowanych imigrantów, a rodzime płace wzrosną w miarę kontraktów na dostawę siły roboczej. Ta logika jest intuicyjna, politycznie skuteczna i ekonomicznie niekompletna.
Masowe deportacje to masowa interwencja rynkowa. Kiedy bada się je przez pryzmat rynków pracy, komplementarności produkcji i dowodów historycznych, masowe deportacje jawią się nie jako reforma zwiększająca płace, ale jako szeroki negatywny szok – taki, który zmniejsza produkcję, podnosi ceny i ostatecznie pozostawia większość amerykańskich pracowników w gorszej sytuacji.
Obecne propozycje docelowe około 11 milionów nielegalnych imigrantówz czego szacunkowo Na rynku pracy znajduje się 8,5–10,8 mln osób. Sama skala odróżnia ten program od wcześniejszych wysiłków w zakresie egzekwowania prawa. Modele ekonomiczne z Amerykańska Rada Imigracyjna i Model budżetu Penna Whartona szacują, że usunięcie pracowników na taką skalę zmniejszyłoby PKB Stanów Zjednoczonych o 2,6–6,8%, co oznacza straty porównywalne lub przekraczające straty z Wielkiej Recesji. To nie są abstrakcyjne projekcje makroekonomiczne. Odzwierciedlają one konkretne zakłócenia w branżach, w których nieautoryzowani pracownicy są głęboko osadzeni i trudni do zastąpienia.
Z perspektywy pierwszych zasad przymusowe zwolnienie 8–10 milionów pracowników, głównie w najlepszym wieku, jest negatywnym szokiem pod względem podaży pracy: zmniejsza liczbę przepracowanych godzin i zdolność produkcyjną, podnosi ceny w sektorach, w których siły roboczej nie można szybko zastąpić, oraz niszczy specyficzny kapitał i komplementarność, które czynią tych pracowników szczególnie produktywnymi. Ponieważ nieautoryzowani pracownicy skupiają się w pracochłonnych i trudnych do zautomatyzowania gałęziach przemysłu, utraconej produkcji nie można łatwo zrekompensować poprzez pogłębienie kapitału lub rodzimą siłę roboczą. Zamiast tego obciążenie jest dzielone pomiędzy konsumentów płacących wyższe ceny, pracowników uzupełniających zarabiających niższe płace realne oraz właścicieli absorbujących mniejsze zyski.
Budownictwo i rolnictwo już pokazują te skutki w miniaturze. W budownictwie nieuprawnieni imigranci stanowią około 19% pracowników i ponad 30% w podobnych branżach pokrycia dachowe, płyty gipsowo-kartonowe i betonzatem masowe deportacje odciągnęłyby około 1,5 miliona pracowników – około 14% siły roboczej w sektorze – z miejsc pracy, spowalniając realizację projektów i zwiększając koszty budynków. W rolnictwie nieautoryzowani pracownicy stanowią prawie jedną czwartą siły roboczej w gospodarstwach rolnych w kraju i blisko jedną trzecią przy zbiorach i sortowaniu, zatem deportacja ich wyeliminowałaby w kolejności: 225 000 pracowników rolnychzmniejszyć produkcję i podnieść ceny żywności. Jedno z ćwiczeń modelowych przewiduje zbliżającą się inflację cen żywności 9% w przypadku scenariuszy deportacji na dużą skalę. Hotelarstwo, opieka nad dziećmi, usługi sprzątania i przygotowywanie posiłków mogą łącznie spowodować utratę blisko miliona pracowników, a ponieważ te zawody są wymagające fizycznie, nieregularne i ograniczone geograficznie, pracodawcy od dawna borykają się z problemem zastępowania pracowników-imigrantów rodzimymi pracownikami za płace, które będą tolerować konsumenci.
Historia potwierdza te prognozy. Podczas rozszerzania programu Bezpieczne społeczności w latach 2008–2013 w wielu jurysdykcjach nasiliły się egzekwowania prawa wewnętrznego. Badania z tego okresu pokazują, że zwiększone deportacje ograniczyły działalność budowlaną i podniosły ceny mieszkań o 5–10% na dotkniętych obszarach, bez trwałego wzrostu płac dla rodzimych pracowników. Krótkoterminowy niedobór siły roboczej nie przełożył się na trwałą poprawę dobrobytu pracowników. Przełożyło się to na mniejszą produkcję i wyższe ceny.
Zwolennicy masowych deportacji często przyznają się do tych zakłóceń, ale argumentują, że rodzimi pracownicy odniosą korzyści w postaci wyższych wynagrodzeń. W perspektywie krótkoterminowej niektórzy rodzimi pracownicy o niskich kwalifikacjach mogą rzeczywiście doświadczyć skromnych podwyżek płac, zazwyczaj rzędu 1–3%. Jednakże korzyści te są zarówno niewielkie, jak i tymczasowe. Firmy reagują na niedobory siły roboczej nie podnosząc płace w nieskończoność, ale redukując godziny pracy, ograniczając produkcję, automatyzując lub całkowicie zamykając. W miarę zmniejszania się produkcji popyt na pracę spada, niwelując początkowy wzrost płac.
Tymczasem pracownicy o wyższych kwalifikacjach – którzy stanowią mniej więcej dwie trzecie amerykańskiej siły roboczej – ponoszą wyraźne straty. Ponieważ siła robocza o niskich i wysokich kwalifikacjach uzupełnia produkcję, usuwanie pracowników znajdujących się na dole rozkładu umiejętności zmniejsza produktywność osób znajdujących się wyżej. Model budżetu Penn Wharton szacuje, że długoterminowy spadek płac wyniesie ok 0,5–2,8% dla pracowników o wyższych kwalifikacjach po masowych deportacjach. Straty te są rozproszone i mniej widoczne. Dzięki temu łatwiej je ignorować politycznie.
Skutki fiskalne pogłębiają szkody. Instytut Bakera szacunki że początkowy koszt masowych deportacji przekroczy 315 miliardów dolarów, a bieżące roczne koszty egzekwowania prawa osiągną poziom 88 miliardów dolarów. Wdrożenie takiej polityki wymagałoby radykalnego rozszerzenia federalnych zdolności egzekwowania prawa, potencjalnie dodając setki tysięcy nowych agentów. Wydatki te byłyby finansowane przez podatników, nie powodując jednak odpowiedniego wzrostu zdolności produkcyjnej.
Jednocześnie deportacja eliminuje znaczne wpływy podatkowe. Nielegalni imigranci wnieść około 46,8 miliarda dolarów rocznie z podatków federalnych i 29,3 miliarda dolarów z podatków stanowych i lokalnych, w tym podatków od wynagrodzeń na rzecz Ubezpieczeń Społecznych i Medicare. Usunięcie tych podmiotów, zamiast je łagodzić, raczej pogłębia długoterminową presję budżetową.
Równie istotne są skutki społeczne. Ponad pięć milionów Dzieci będące obywatelami USA żyją w gospodarstwach domowych z co najmniej jednym nieuprawnionym rodzicem. Deportacja często zmniejsza dochody gospodarstw domowych o połowę z dnia na dzień, destabilizując rodziny i zwiększając ich zależność od pomocy publicznej. Te koszty późniejsze rzadko pojawiają się w retoryce skupiającej się na egzekwowaniu prawa, są jednak realne i trwałe.
Polityczny urok masowych deportacji polega na ich widoczności. Statystyki dotyczące nalotów, usunięć i egzekwowania prawa dostarczają namacalnych sygnałów do podjęcia działań. Jednakże z ekonomicznego punktu widzenia deportacja działa podobnie jak kartel – ogranicza podaż siły roboczej, aby przynosić korzyści wąskiej grupie, jednocześnie nakładając rozproszone koszty na konsumentów, podatników i pracowników uzupełniających. Właściciele nieruchomości nie mają monopolu na pracę wymagającą wysiłku fizycznego, a wykluczenie imigrantów nie powoduje w magiczny sposób ponownego przypisania tych prac tubylcom charakteryzującym się wyższą produktywnością.
Rynki pracy koordynują się poprzez specjalizację i sygnały cenowe. Pracownicy-imigranci zwykle specjalizują się w zadaniach, które uzupełniają rodzimą siłę roboczą, umożliwiając firmom zwiększanie produkcji, a tubylcom przejmowanie stanowisk nadzorczych, technicznych i związanych z obsługą klienta. Deportacja zakłóca ten proces, zastępując współpracę i koordynację siłą. To kurczy ekonomiczny tort, w związku z czym nie można po prostu dokonać bardziej sprawiedliwej redystrybucji miejsc pracy i płac.
Jeśli naprawdę celem są wyższe płace i trwały dobrobyt, bardziej wydajna alternatywa jest prosta i poparta najbardziej podstawową wiedzą ekonomiczną. Rozszerzaj liczbę legalnych wiz pracowniczych, wyceniaj je w przejrzysty sposób i egzekwuj umowy, a nie ludzi. Oznacza to traktowanie pracowników migrujących jak wszystkich innych uczestników rynku. Zapewnij firmom legalny, zbywalny dostęp do siły roboczej za pomocą wiz, a następnie zapewnij kradzież wynagrodzeń policji, oszustwa rekrutacyjne i naruszenia bezpieczeństwa poprzez egzekwowanie umów i prawa pracy – zamiast polegać na nalotach i deportacjach jako głównym narzędziu zapewniania zgodności.
Nie należy przy tym pomijać obaw osób zainteresowanych bezpieczeństwem granic. Na przykład aukcje wiz mogłyby finansować zasoby potrzebne do utrzymania uporządkowanej granicy, umożliwiając jednocześnie funkcjonowanie rynków pracy. Weryfikacja zatrudnienia może nastąpić po zatrudnieniu, co chroni prawa własności i zniechęca do wyzysku.
Masowe deportacje nie podnoszą na duchu amerykańskich pracowników. Zuboża je – po cichu, szeroko i przewidywalnie. Gospodarka oparta na dobrowolnej wymianie i bezpiecznych prawach własności wymaga mobilności siły roboczej, a nie wymuszonego niedoboru. Jeśli celem jest dostatek – więcej domów, niższe ceny i rosnące płace realne – dowody zdecydowanie wskazują na odejście od deportacji w stronę legalnego, napędzanego rynkiem przepływu siły roboczej.