
The Lata 70 były krokiem ewolucyjnym w światowych filmach science fiction, a niektóre z najbardziej kluczowych i zmieniających reguły gry filmów pomogły w rozszerzeniu gatunku, poruszając kwestie ochrony środowiska, niepokoje polityczne, niepokoje technologiczne, rozkład społeczny i egzystencjalne kwestie życia i śmierci.
“Gwiezdne Wojny” I “Bliskie spotkania trzeciego stopnia” zostanie oczywiście zapamiętany jako ostateczny ciężki hit lat 70., ale było mnóstwo innych odważnych osobistości, które mogły zostać pozostawione w tyle, a mimo to zasługiwały na naszą szczególną uwagę.
Brytyjski reżyser Nicolas Roeg „Człowiek, który spadł na ziemię” to jedna z takich pionierskich perełek. Dziś świętujemy 50. rocznicę powstania filmu, aby przypomnieć kinomaniakom jego marzycielską atmosferę i przejmujący portret życzliwego gościa z kosmosu, zniszczonego przez ludzkie wady. To była rola tak pięknie ujęta przez legendę rocka Davida Bowiego podczas jego pierwszego występu w filmie… i to był strzał w dziesiątkę!
Fabuła opowiada o nagłym przybyciu do Nowego Meksyku eleganckiej istoty obcej udającej człowieka o imieniu Thomas Jerome Newton, która ląduje na planecie Ziemia, próbując uratować swoją odległą, zniszczoną przez suszę ojczyznę.
Pierwotnie wydany w USA 28 maja 1976 roku na podstawie książki Waltera Tevisa bestsellerowa powieść science-fiction„Człowiek, który spadł na ziemię” to ciekawe doświadczenie kinowe, które wciąga w artystyczny surrealizm, aby wczuć się w tego dziwnego człowieka rodzinnego, który pełni misję miłosierdzia. Wykorzystując swoją wiedzę o zaawansowanej technologii, aby osiągnąć swój cel, jakim jest zbudowanie statku kosmicznego do transportu życiodajnej wody z powrotem na jego planetę, Newton tworzy ogromne bogactwo dla swojego szalonego projektu wodnego.
Jednak w miarę jak często powstają te megaprojekty, otaczające go siły wewnętrzne i zewnętrzne – reprezentowane przez nadmierne picie, wpływy wyzysku, bezduszne interesy korporacji i nieufność rządu – powodują, że jego wodniste marzenia powoli umierają. Niesamowicie jest uświadomić sobie, jak aktualny stał się ten film, gdy dzisiejsi tytani-miliarderzy torują drogę do gwiazd, a ludzkość ma obsesję na punkcie UAP na niebie.
Pośród poważniejszych filmów science fiction sprzed „Gwiezdnych wojen” z tego okresu, takich jak „Szczep Andromedy”, „Solaris” i „Westworld”, melancholijna interpretacja książki Tevisa przez Roega sprawia wrażenie filmu znacznie wyprzedzającego swoje czasy.
Ale „Człowiek, który spadł na ziemię” z pewnością jest także wytworem swoich własnych lat, kiedy ruch kontrkulturowy rozwinął się w latach 60., dobiegła końca era Apollo i szalała zimna wojna zmierzająca w stronę potencjalnego armagedonu nuklearnego, w chwili gdy kryzys ekologiczny zyskiwał na znaczeniu na całym świecie.
Roeg wielokrotnie udzielał wywiadów, ujawniając, że obsadził Bowiego w roli Thomasa Jerome’a Newtona ze względu na jego zmienne, obcy wygląd – coś, co fani rocka znali z czasów transformacji Bowiego, bezpłciowego Ziggy’ego Stardusta.
W ciągu tej dekady Bowie był także wielkim miłośnikiem alkoholu i narkotyków, co odzwierciedlało zejście bohatera w niszczycielską naturę sławy i fortuny oraz mniejszych aniołów ludzkości. Motywy izolacji i wyobcowania często poruszane są w muzyce Bowiego w kosmicznych piosenkach, takich jak „Kosmiczna ciekawostka” i „Life on Mars?” projekt wydawał się skrojony na miarę naszej supergwiazdy.
Ten czasami zagmatwany film, w którym występują Candy Clark, Rip Torn i Buck Henry, również budzi kontrowersje. Amerykański dystrybutor Cinema 5 notorycznie ingerował w ostateczną wersję filmu przygotowaną przez reżysera i wyciął niektóre z bardziej drastycznych scen seksualnych oraz sekwencji budujących charakter, które zniweczyły pierwotne zamierzenia wizji twórcy filmu. Ponownie zszyta wersja, którą można było zobaczyć w USA, była jeszcze bardziej chaotyczna niż wersja Roega, ale faktycznie przywrócona, niecięta wersja przetrwała do dziś.
Thomas Jerome Newton z Bowiego jest absolutnie magnetyczny, a to musi być jeden z najwspanialszych kreacji w jego karierze filmowej (ale widzę cię w „Głodzie” i „Wesołych Świąt, panie Lawrence!”).
Jego kruchy gwiezdny człowiek to dziwna, złożona istota, która pokonuje ziemskie przeszkody, w tym miłość, pożądanie, uzależnienie, chciwość i ambicje, próbując ocalić swoją planetę i przetrwać chaos spowodowany jego przybyciem. To prawdopodobnie najbardziej osobisty film Bowiego, ponieważ jego ówczesna sława w niesamowity sposób znalazła odzwierciedlenie w jego szczupłej, bladej osobie pochodzącej z innego układu słonecznego.
Z okazji 50. rocznicy powstania „Człowieka, który spadł na ziemię” jest to idealny moment, aby rozkoszować się nieliniowym, enigmatycznym arcydziełem science fiction Nicolasa Roega opowiadającym o smutnym, osieroconym kosmicie, zagranym do perfekcji przez wielkiego Davida Bowiego.