
Nie wiadomo, czy „Ulisses 31” był w centrum zainteresowania Christophera Nolana, gdy był nastolatkiem, ale intrygująca jest myśl, że to mógł wpłynęły na decyzję reżysera o zrealizowaniu „Odysei” Homera.
Ta animowana opera kosmiczna, będąca koprodukcją francusko-japońską, zapewniła przyspieszony kurs mitologii greckiej dla pokolenia dzieciaków dorastających w latach 80. I choć bardziej przypomina „Gwiezdne Wojny” niż oryginalną opowieść Homera, udało mu się przenieść klasykę do XXI wieku (tak naprawdę wskazówka był w tytule), wiele lat przed tym, jak bracia Coen zabrali „Odyseję” na Głębokie Południe w filmie „Bracie, gdzie jesteś?”
Główne założenia kreskówki byłyby znane każdemu greckiemu uczonemu, chociaż puryści z pewnością najeżyliby się na bohatera występującego pod rzymskim pseudonimem Ulisses, a nie na oryginalnego greckiego Odyseusza.
W głębi serca jest to stara historia o kapitanie statku pędzącego do domu z Troi (w tym przypadku bazy gwiezdnej), zanim jego żona Penelopa poślubi innego mężczyznę. Jednak ta podróż wkrótce zostaje udaremniona, gdy syn Ulissesa, Telemach, zostaje uprowadzony, aby stać się ofiarą dla gigantycznego robota Cyklopa.
Ulisses szybko spełnia obietnicę zawartą w jego słynnej piosence przewodniej – „Zawsze walcząc ze wszystkimi siłami zła, przynosząc wszystkim pokój i sprawiedliwość” – pokonując jednookiego zagrożenie i ratując Telemachusa wraz z Yumi i Numinorem (parą niebieskich obcych Zotrianów, którzy – o ile nam wiadomo – nie występuje w oryginalnym Homerze).
Na nieszczęście dla Ulissesa i jego załogi zadarł ze złym gigantycznym robotem Cyklopem, ponieważ ten należał do greckiego boga morza Posejdona, który obecnie zamieszkał w kosmosie. Bóstwo jest tak zirytowane bezczelnością drobnego śmiertelnika, że namawia swojego brata Zeusa (znanego również jako naczelny honor na Olimpie), aby wymierzył boską zemstę.
Ulisses zostaje następnie skazany na „podróż wśród nieznanych gwiazd” (na jego statku „Odyseja” wyczyszczono bazy danych nawigacyjnych), podczas gdy jego członkowie załogi – nazywani – w obecnym żargonie korporacyjnym – „towarzyszami” – pogrążeni są w wiecznym śnie. Jeśli ma dotrzeć do domu, do Penelopy, będzie musiał odnaleźć Królestwo Hadesu, zanim zakończy się jego 26-odcinkowy cykl.
To nie tyle aktualizacja Homera, ile riff z jego największych hitów, z kilkoma innymi godnymi uwagi klasykami okresu klasycznego. Oprócz zabicia Cyklopa, Ulisses podąża śladami OG Odyseusza, gdy spotyka Syreny i Pożeracze Lotosu.
Ale wyrusza także poza granice narracji Homera, gdy spotyka Syzyfa (który miał całe życie poświęcić powtarzalnemu, bezsensownemu zadaniu), Orfeusza (w drodze do Hadesu, aby uratować Eurydykę, miłość swojego życia) i trójgłowego psa Cerbera, wymyślonego na nowo jako satelitę przechwytującego z, tak, trzema głowami.
Wiele imion postaci jest również znanych. Priam, dowódca bazy gwiezdnej Troi, dzieli swoje imię z ostatnim królem Troi w starożytności, podczas gdy Nestor, zastępca dowódcy Ulissesa, jest doradcą w oryginalnej historii. Shirka, komputer na statku Ulissesa, wzięła swoją nazwę od Circe, czarodziejki.
Ale serial ma też dość liberalne podejście do materiału źródłowego. Homerowa wersja Telemacha spędza większość historii w oddzieleniu od ojca, podczas gdy „Ulisses 31” jest stale obecny. Podczas gdy towarzysze Odyseusza w większości ginęli martwi, tutaj pogrążyli się w stanie dosłownie zawieszonej animacji, bez życia unosząc się w ładowni statku.
A Ulisses jest już świadom istnienia greckich bogów, zanim nawiązuje pierwszy kontakt – w jednym odcinku przenosi się nawet o tysiące lat w czasie, aby spotkać swojego słynnego imiennika.
Jeśli to brzmi, jak scenarzyści oczyszczający historię dla młodszych odbiorców, cóż, nie odnosiłeś takiego wrażenia, oglądając serial jako dziecko. Czasami „Ulisses 31” jest naprawdę dziwaczny, od lewitujących martwych ciał po naprawdę groteskowe potwory. Sami bogowie również są niepokojącą obecnością, wszechobecnymi istotami o kolosalnej mocy, które postrzegają ludzi jako swoje zabawki, a trudy Ulissesa jako pokręcony sport dla widzów.
Poza tym, w przeciwieństwie do „Władców Wszechświata” i wiele innych największych kreskówek science-fiction z lat 80-tychdobrzy ludzie nie zawsze mieli gwarancję wygranej. Bycie Ulissesem – samotnym ojcem prowadzącym syna i adoptowaną córkę Yumi przez kosmos – nie było łatwe.
Mający już 45 lat (choć na ekrany brytyjskiej i amerykańskiej telewizji trafił dopiero w połowie lat 80.), „Ulisses 31” pokazuje swój wiek. Animacja jest często podstawowa, szczególnie w scenach kosmicznych, które w rzeczywistości są wycinkami statku kosmicznego przeciąganego po gwiezdnym tle. Tymczasem dialogi są prowadzone zabawnie prosto — życzę powodzenia w znajdowaniu wśród nich śmiechu te Uncharted Stars — i często polega na tym, że ktoś wykrzykuje imię innej postaci. „Telemach!” “Ojciec!” „Mój synu!” „Yumi!” itp. Mały czerwony robot Telemachusa, Nono, jest tam z najbardziej irytującymi „słodkimi” pomocnikami tamtej epoki — co jest nie lada osiągnięciem w niezwykle konkurencyjnej dziedzinie.
Ale jest też co lubić. Choć czasami wyglądają statycznie, projekty statków kosmicznych przypominają okładkę klasycznej opery kosmicznej, szczególnie statek Ulissesa w kształcie oczu, trafnie nazwany Odyseją. Seria czerpie także dużo z bardziej nowoczesnej mitologii, a mianowicie sagi „Gwiezdne Wojny”. Ulisses może i nie jest Jedi (o ile nam wiadomo), ale jego pistolet/miecz laserowy wygląda bardzo podobnie do miecza świetlnego. Część przypadkowej muzyki naśladuje nawet partyturę Johna Williamsa z odległej galaktyki.
Co prowadzi nas do ścieżki dźwiękowej – głównego powodu, dla którego ten serial żyje w zbiorowej świadomości pokolenia.
Muzyka jest dziełem Denny’ego Crocketta, Ike’a Egana, a w wybranych utworach Shukiego Levy’ego i Haima Sabana (ten ostatni duet komponował także do „Masters of the Universe”, „Jayce and the Wheeled Warriors” i wielu innych klasyków kreskówek). Refren „The Curse of the Gods” jest pełen grozy, całkowicie zgodny ze swoim złowieszczym tytułem, a potem jest To piosenka przewodnia.
Poważnie, osobom w pewnym wieku – nawet tym, które nie pamiętają nic więcej z serialu – usłyszenie imienia „Ulisses” wystarczy, aby śpiewać w nieskończoność „Ulysee-ee-ee-ee-ees”, robak naprawdę godny bogów Olimpu.
Opowieści Homera można wciąż pamiętać tysiące lat po ich napisaniu, ale możesz zagwarantować, że nie miał takiej melodii.
„Ulysses 31” nie jest dostępny w żadnym większym serwisie streamingowym, ale są filmy przesłane przez fanów na YouTube jeśli chcesz doświadczyć tego przedstawienia na własnej skórze.