
Australijski reżyser Patrick Hughes wie co nieco o filmach o macho-ho, wywołujących instynktowną reakcję, ponieważ wyreżyserował „Niezniszczalni 3” i „Ochroniarz zabójcy”.
Teraz przeniósł swój potężny zestaw narzędzi do tworzenia filmów do „Machina Wojenna”, nowy thriller science-fiction Netflixa z imponującym bohaterem „Reachera” Alanem Ritchsonem, który pojawił się w serwisie Netflix od 6 marca.
„War Machine” to absolutny moloch wojskowego filmu o przetrwaniu, w którym Ritchson jest sierżantem sztabowym – znanym tylko ze swojego znaku wywoławczego, 81 – prowadzącym oddział kandydatów na Rangerów Armii podczas ich ostatniego testu Marszu Śmierci w dziczy.
Kontynuacja artykułu poniżej
„Dla mnie największym zaskoczeniem było to, ile serca miał ten film” – Ritchson mówi Space.
„Byłem bardzo poruszony emocjonalnie, gdy oglądałem tę podróż. Pokochałem ducha „81” tak bardzo, że zrobiłem sobie tatuaż „81”, zanim w ogóle go stworzyliśmy. Moja wizażystka kocha mnie za to. Teraz dostaję od niej śmiercionośne spojrzenia, bo musi to cały czas ukrywać. Duch tego, kim była ta postać i jego podróż, był czymś, z czym bardzo się utożsamiałem. Chcę wytrwałego ducha, o którym „81” musi mi stale przypominać.
Ritchson znany jest z pełnych akcji ról i imponującej budowy ciała, ale nawet on został poddany ekstremalnej próbie na planie „Maszyny wojennej”.
„Grałem wiele ról fizycznych, ale dzięki temu wszystko weszło na wyższy poziom” – wyjaśnia Ritchson. „Patrick od razu przyszedł i powiedział, że będziemy kręcić to jak horror w plenerze, w tych pięknych, prawdziwych miejscach w Australii i Nowej Zelandii, i będzie to coś zupełnie innego, niż wszystko, co dotychczas widzieliśmy. Chciałem po prostu być tego częścią na niezliczone sposoby”.
Nakręcony na podstawie inteligentnego, naładowanego testosteronem scenariusza autorstwa Hughesa i Jamesa Beaufortów, „War Machine” nie odkrywa na nowo tego podgatunku, ale z pewnością przypomina nam wszystkim, jak świetną zabawą mogą być tego typu kinowe dreszcze, gdy zaangażowana obsada i ekipa pracują na pełnych obrotach.
„Kiedy dorastałem, oglądano mi wiele westernów” – zauważa Hughes, wspominając o wpływach i inspiracjach związanych z filmem.
„Mój tata zapoznał mnie z westernami i wpadłem w obsesję na ich punkcie. Zdałem sobie sprawę, że to są narodziny gatunku akcji. Powiedziałbym, że jest w tym element „Bladego jeźdźca”. To człowiek bez imienia. Archetyp dryfującego anioła. Jest też „Wyzwolenie”, ponieważ w zasadzie jest to wielki film akcji science-fiction, ale to także film o przetrwaniu”.
Chociaż jest to zdecydowanie duży, bombastyczny film akcji, „War Machine” czerpie także wpływy z innych gatunków, tworząc swoją atmosferę.
„Osobiście uważam, że nie można nakręcić filmu o przetrwaniu, nie sięgając ostatecznie po horror, ponieważ przetrwanie polega na zagubieniu się w izolacji” – wyjaśnia Hughes. „Chcieliśmy odłączyć te postacie od sieci bez łączności, amunicji, broni, niczego poza gołymi kośćmi, rękami i wszystkim, czego nauczyły się w ramach tego programu selekcji szkoleniowej, i zamienić to w 48 godzin horroru, które muszą przetrwać. Chciałem po prostu nakręcić film, który od początku do końca był całkowicie nieprzerwany”.
Bez żadnych konkretnych spoilerów „War Machine” kończy się idealnym przygotowaniem do kontynuacji i wygląda na to, że może się to wydarzyć, jeśli zostanie dobrze przyjęte, a Netflix zdecyduje się na ponowną produkcję.
„Wiem dokładnie, dokąd to zmierza, jeśli ostatecznie podejmą tę decyzję” – ujawnia Hughes. „Zrobiliśmy „War Machine” jako samodzielny film. Jednak jest to film, który strukturalnie zaczyna się od mikro, a kończy na makro, i czułem, że to naprawdę wyjątkowy i zabawny spacer. Jest to historia początków „81”, więc byłoby to naprawdę ekscytujące. Oboje wiemy dokładnie, dokąd to wszystko zmierza.
„War Machine” można już oglądać wyłącznie w serwisie Netflix.