
W kontrowersyjnej rozmowie platformę dla New York Timesa i niedawno omówione w Atlantykustreamer Hasan Piker zasugerował, że mógłby ukraść samochód, gdyby nie wiązało się to z żadnymi konsekwencjami. W wywiadzie autorka Jia Tolentino również mimochodem przyznaje się do kradzieży cytryn w sklepie Whole Foods. Chociaż drobne kradzieże są powszechne, klip z wywiadem rozprzestrzenił się szybko, ponieważ uzasadnienie grabieży wydawało się dziwnie asertywne.
Wspomniano o Pikerze kultowa kampania antypiracka która starała się wykorzystać wibracje moralne (a nie racjonalne argumenty) przeciwko zabieraniu własności fizycznej, aby przekonać ludzi, aby dalej kontrolowali swoje impulsy i nie kopiowali muzyki bez płacenia. Antypiracki klip „Nie ukradłbyś samochodu” wskazuje na ukryte założenie z 2004 roku, że społeczeństwo amerykańskie było ogólnie zgodne co do stabilności własności fizycznej. Innymi słowy, większość Amerykanów nie uważa, że „własność jest kradzieżą.”
W Gatunki własnościprofesor Bart Wilson argumentuje, że własność nie jest jedynie konstruktem prawnym, ale głęboko zakorzenioną praktyką społeczną. Ludzie rozwijają wspólne rozumienie „moje” i „twoje”, a normy te pozwalają na współpracę wykraczającą poza małe grupy. Własność to nie tylko własność. Chodzi także o koordynację.
Z tej perspektywy przypadkowe odrzucenie kradzieży jako „niewielkiego problemu” nie jest moralnie ani ekonomicznie neutralne. Podważa wspólne oczekiwania, które umożliwiają wymianę.
Rynki opierają się nie tylko na cenach; polegają na zaufaniu, że granice będą szanowane. To spostrzeżenie nawiązuje do długiej tradycji. Adam Smith, często przywoływany w swojej teorii niewidzialnej ręki rynku, również podkreślał znaczenie sprawiedliwości. Zanim rynki będą mogły efektywnie alokować zasoby, ludzie muszą powstrzymać się od zabierania tego, co nie jest ich własnością.
W mojej ostatniej pracy z Bartem Wilsonem: „Nie ukradłbyś samochodu: intuicja moralna dotycząca własności intelektualnej”, testujemy, jak ludzie myślą o przyjmowaniu różnych rodzajów towarów. Jak pisałem w „Każdy bierze kopie”, badani w laboratorium szybko określili zabieranie własności fizycznej jako „kradzież”. Wszyscy gracze uznali to za niedopuszczalne w ich małej grupie. Nikt nie chce, żeby zabrano mu rzeczy, a każdy człowiek ma pojęcie „moje”.
W dużej mierze przestrzeganie zasad wynika z poczucia obowiązku, którego utrata może okazać się trudna do odzyskania. Russa Robertsa poczynił podobne uwagi lata temu w swojej kolumnie EconLog na temat pobierania wspomaganego przez Napstera jako kradzieży. Napisał:
“Wiemy, że groźba złapania i ukarania nie jest jedynym powodem, dla którego ludzie legalnie płacą za coś, zamiast to ukraść. Kradzież pociąga za sobą inne koszty niż koszty pieniężne. Niektórzy ludzie czują się winni, biorąc coś za darmo. Kultura i normy mogą być wykorzystywane do zachęcania do zachowań korzystnych społecznie. Przecież ludzie zostawiają napiwki nawet w restauracjach i taksówkach, gdzie wielokrotne wizyty nie są w stanie wytłumaczyć takiej hojności. Ludzie decydują się nie śmiecić nawet na opuszczonym górskim szlaku.”
Przestrzeganie zasad w dużej mierze jest dobrowolne. Wspierają go zinternalizowane normy, a nie zewnętrzne egzekwowanie. Dlatego też powinna nas niepokoić przypadkowa erozja tych norm.
Co by Piker pomyślał o świecie, w którym „mikroludzie”, które – jak twierdzi – aprobuje, mają miejsce na dużą skalę? Koniec niejasności prawa własności ma realne konsekwencje, takie jak podnoszenie cen przez sklepy, aby załagodzić spadek sprzedaży lub zamykanie sklepów w dzielnicach o dużej przestępczości. Koszty te są często ponoszone w nieproporcjonalny sposób przez populacje znajdujące się w niekorzystnej sytuacji.
Kiedy normy ulegną pogorszeniu, ich odbudowa jest trudna, zarówno w skali sąsiedzkiej, jak i na poziomie krajowym. Jest to łatwo widoczne w krajach bez silnych systemów własności. Kraje o słabszych prawach własności mają trudności z przyciągnięciem inwestycji i utrzymaniem wzrostu gospodarczego. Trudność w odwróceniu tego spadku nie jest wyłącznie teoretyczna. Widać to w trwającej od kilkudziesięciu lat pracy narodów aktywnie próbujących naprawić swoje instytucje. Kolumbia oferuje jeden z takich przykładów. Jak zauważa Omar Hernandez w swoim omówieniu reform w kraju, budowanie wiarygodnych instytucji majątkowych jest długi i trudny proces.
Hernandez napisała: „Chociaż Kolumbia wdrożyła reformy mające na celu poprawę środowiska inwestycyjnego i wzmocnienie poszanowania własności, droga do solidniejszej i niezawodnej ochrony pozostaje długa”.
Hernandez i wielu ekonomistów zajmujących się rozwojem wyrażają chęć doprowadzenia całej grupy ludzi do równowagi pomiędzy silniejszymi prawami własności i mniejszą tolerancją dla kradzieży.
“Aby Kolumbia mogła przejść w kierunku swobodniejszego i zamożniejszego systemu, kluczowe znaczenie ma wzmocnienie instytucji odpowiedzialnych za ochronę tych praw oraz promowanie przejrzystości w procesach nadawania tytułów własności i restytucji. Tylko dzięki solidnym ramom praw własności można zagwarantować pewność prawa niezbędną do zachęcania do inwestycji i rozwoju gospodarczego.”