
Wyobrażam sobie, jak by to było polecieć na Księżyc już od 1961 roku, kiedy miałem pięć lat, wpatrując się w koncepcje artystów w moich książkach o kosmosie z dzieciństwa. Kiedy astronauci Apollo 8, Frank Borman, Jim Lovell i Bill Anders, jako pierwsi ludzie faktycznie tam dotarli, w Boże Narodzenie 1968 roku, jako 12-letni fanatyk kosmosu, obozowałem przed telewizorem z modelami statku kosmicznego, które zbudowałem z zestawów, mapami Księżyca i artykułami na temat lotu – moją osobistą kontrolą misji.
Dla mnie najważniejszy moment 20 godzin Apollo 8 spędzonych na orbicie Księżyca w Wigilię Bożego Narodzenia, nadszedł, gdy Borman i jego załoga nakręcili dwie transmisje telewizyjne za pomocą małej czarno-białej kamery pokładowej. Byłem całkowicie zahipnotyzowany obrazami kraterów przesuwających się powoli obok okien statku kosmicznego. Uwielbiałem ich rozmytą, niemalże oniryczną jakość; w jakiś sposób pasowały do doniosłości wydarzenia i niemal niewyobrażalnej odległości między tą trójką Księżyc podróżnicy i my wszyscy na ich rodzimej planecie.
Jako czas na Artemida 2 się zbliżało, moje oczekiwanie mieszało się z niepewnością. Czy ta misja na Księżycu wywołałaby uczucie zachwytu i podekscytowania, które odczuwałem tak dawno temu? Te wątpliwości nie trwały długo. Kiedy astronauci Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen udali się na Księżyc w Orion statku kosmicznego, który nazwali „Integrity”, poczułem, że części mojego mózgu, które były uśpione od 1972 roku, zostały reaktywowane. Słuchałem każdej minuty ich występu siedmiogodzinny przelot nad Księżycem — ale to w niczym nie przypominało Wigilii, którą przeżyłem ponad 57 lat wcześniej. Teraz transmisja NASA obejmowała rozszerzone widoki z wnętrza kabiny podczas pracy astronautów, tak wyraźne, że mogli znajdować się na pokładzie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna 250 mil (400 kilometrów) w górę zamiast tysiąc razy dalej.
Słuchając głosów astronautów, poczułem się, jakby podniosła się zasłona: zamiast powściągliwego przekazu załogi Apollo 8 w stylu „Right Stuff”, usłyszałem wyrazy podniecenia, a nawet radości. Byłem zdumiony bogactwem szczegółów księżycowego doświadczenia, które było dostępne dla każdego w czasie rzeczywistym. Nawet opisy geologiczne astronautów były pełne ludzkich chwil, które umieściły mnie w statku kosmicznym obok nich. Jako „uczciwość” okrążając Księżyc, Christina Koch porównała wygląd najmniejszych, najświeższych kraterów księżycowych do „abażuru z maleńkimi dziurkami, przez które prześwituje światło. Są tak jasne w porównaniu z resztą Księżyca”. Victor Glover opisał wpatrywanie się w długie cienie terminator księżycowy przez teleobiektyw i nagle poczuł się przeniesiony w ten duszny, zakazany krajobraz i wyobrażał sobie siebie jadącego w terenie wśród poszarpanych szczytów.
Dla mnie najbardziej niesamowity moment całej misji nastąpił, gdy „Integrity” wleciał w cień Księżyca, tworząc prawie godzinny całkowite zaćmienie Słońca — ponad 10 razy dłuższe niż większość całkowitych zaćmień widocznych z Ziemi. Urzekło mnie wideo z zewnętrznych kamer statku kosmicznego, pokazujące blask statku kosmicznego korona słoneczna powoli znikając za przyciemnioną krawędzią Księżyca. Na pokładzie „Integrity” astronauci pozwolili swoim oczom przystosować się i wkrótce mogli zobaczyć nocną stronę Księżyca na tle słabej poświaty oraz wycinek kuli ziemskiej w kształcie półksiężyca oświetlony delikatnym światłem Earthshine. Słyszałem, jak Victor Glover mówił: „Właśnie przeszliśmy na science fiction”. Nagle przepełniła mnie ciekawość, spragniony dalszych opisów.
Ale to był jeden widok, którego w tej chwili nie byli w stanie przekazać. „To po prostu nie do opisania” – usłyszałem, jak mówił Reid Wiseman. „Bez względu na to, jak długo na to patrzymy, nasze mózgi nie przetwarzają tego obrazu, który mamy przed sobą. Jest absolutnie spektakularny. Surrealistyczny. Wiem, że nie ma przymiotników. Będę musiał wymyślić kilka nowych, aby opisać to, na co patrzymy za tym oknem”.
Następnego ranka po przelocie otworzyłem laptopa i odkryłem, że astronauci przesłali zdjęcia ze spotkania i poczułem się jak Rip Van Winkle obudzony z półwiecznej drzemki. Przez dziesięciolecia po Apollo nie było czegoś takiego jak skany filmów fotograficznych z misji w wysokiej rozdzielczości, ale teraz, zaledwie kilka godzin po wydarzeniu, oglądałem cyfrowe obrazy w pełnej rozdzielczości przedstawiające oszałamiającą piękność, w tym nowe portrety wspaniałego niebiesko-białego półksiężyca Ziemia zachodzące, a następnie wznoszące się za martwą przestrzenią odległej strony Księżyca, pobrane z najdalszy punkt w głębokiej przestrzeni do jakiego kiedykolwiek dotarli ludzie. Poczułem, jak zalewa mnie fala podniecenia i ulgi, gdy uświadomiłem sobie, że w końcu rozpoczęła się nowa era eksploracji głębokiego kosmosu przez człowieka. Teraz zamiast patrzeć wstecz, patrzę w przyszłość.
Andrew Chaikin jest autorem książki „A Man on the Moon: The Voyages of the Apollo Astronauts” (Viking, 1994). Jego strona internetowa jest www.DoSpaceBetter.com.