Okazuje się, że reklamodawcy, którzy nie chcą finansować treści o tematyce neonazistowskiej, nie stanowią naruszenia prawa antymonopolowego

- Technologia - 27 marca, 2026
Okazuje się, że reklamodawcy, którzy nie chcą finansować treści o tematyce neonazistowskiej, nie stanowią naruszenia prawa antymonopolowego
26-letni redaktor technologiczny w Echo Biznesu, to energiczny i błyskotliwy dziennikarz…
wyświetleń 16mins 0 opinii
Okazuje się, że reklamodawcy, którzy nie chcą finansować treści o tematyce neonazistowskiej, nie stanowią naruszenia prawa antymonopolowego

z to-zawsze-było-otrząsanie dział

Pamiętacie, jak Elon Musk kazał to reklamodawcom „idźcie się pieprzyć”. a potem pozwał ich za przestępstwo polegające na skorzystaniu z jego rady? Sędzia federalny tak teraz oddalił ten pozew — z uprzedzeniem — potwierdzając to, co wiedział już każdy, kto choć trochę zaznajomił się z prawem antymonopolowym: firmy decydujące, że nie chcą, aby ich marki umieszczano obok treści ekstremistycznych, nie są zaangażowane w nielegalny spisek. Po prostu podejmują podstawowe (prawdopodobnie całkiem mądre) decyzje biznesowe.

Kiedy firma X Corp złożyła tę sprawę w sierpniu 2024 r., my przeszedłem bardzo szczegółowo dlaczego teoria prawa została zasadniczo złamana. Nie łamana w sposób „źle się o to błagali”, ale łamana w sposób „ta teoria nie opisuje naruszenia prawa antymonopolowego bez względu na to, ile narkotyków bierzesz i jak bardzo jesteś przekonany, że świat jest ci winien pieniądze z reklam”. Sędzia Jane Boyle z Północnego Okręgu Teksasu zgodziła się teraz z tym, a kluczowy fragment jej orzeczenia warto przeczytać w całości, ponieważ zawiera on to, co powiedzieliśmy na początku: X nie poniosła szkody na skutek naruszenia przepisów antymonopolowych.

Sąd przedstawił standard, cytując orzeczenie Sądu Najwyższego z Piątego Okręgu w sprawie tego, co uznaje się za szkodę antymonopolową:

Sąd Najwyższy określił szkodę antymonopolową jako „szkodę tego rodzaju, której przepisy antymonopolowe miały zapobiegać, i która wynika z tej, która sprawia, że ​​działania pozwanych są niezgodne z prawem”. … „Przepisy antymonopolowe… zostały uchwalone w celu „ochrony konkurencji, a nie konkurentów”. … „Typowe” szkody antymonopolowe „obejmują zatem[s] wzrost cen i spadek produkcji.” … „Obieg ten wąsko zinterpretował znaczenie szkody antymonopolowej, wykluczając z niej groźbę zmniejszenia konkurencji”. … „Strata wynikająca z samej konkurencji – to znaczy strata w postaci klientów[] wybór towarów i usług konkurencji zamiast towarów i usług powoda – nie stanowi szkody antymonopolowej.” … Krótko mówiąc, pytanie leżące u podstaw szkody wynikającej z prawa antymonopolowego brzmi, czy konsumenci – a nie konkurenci – ponieśli szkodę.

Prawo antymonopolowe chroni konkursnie konkurentów. Cały argument X sprowadzał się do następującego stwierdzenia: „reklamodawcy zdecydowali się wydać swoje pieniądze gdzie indziej niż na naszej platformie, co nas zraniło”. Ale to tylko… rynek. Tak działają rynki. Klienci, którzy nie chcą od Ciebie kupować, ponieważ nie podoba im się to, co sprzedajesz, nigdy nie stanowili naruszenia prawa antymonopolowego, a sąd szybko wyjaśnił dlaczego.

Co zabawne, Partia Republikańska – której kampanie Musk w dużym stopniu finansuje – spędziła dziesięciolecia naciskając na dokładnie tę wąską definicję szkody wynikającej z naruszenia prawa konkurencji, właśnie po to, aby utrudnić prowadzenie takich spraw. Być może któryś z tych polityków mógłby o tym wspomnieć, zanim Elon złożył wniosek.

Ale w tej sprawie nigdy tak naprawdę nie chodziło o wygranie sprawy antymonopolowej. To był strzał ostrzegawczy pod adresem reklamodawców: dajcie Elonowi swoje pieniądze, bo inaczej przeciągniemy was przez kosztowny proces sądowy. Shakedown ubrany w dokumenty prawne. Rzeczywiście, po złożeniu pozwu zgłoszono, że częścią procesu „sprzedaży” X była grozić firmom że zostaliby dodani do pozwu, gdyby nie reklamowali się na platformie.

Sąd zbadał teorię X z dwóch różnych punktów widzenia i w obu przypadkach zakończył się niepowodzeniem. Po pierwsze, jeśli spisek miał przynieść korzyści konkurencyjnym platformom mediów społecznościowych (takim jak Pinterest, jeden z oskarżonych), X nie twierdził, że za bojkotem faktycznie stał jakikolwiek konkurent lub wywierał presję na reklamodawców, aby wykluczyli X, aby konkurent mógł opanować rynek:

X nie twierdził, że reklamodawcy zdecydowali się na współpracę z Pinterestem – lub jakąkolwiek inną spółką zajmującą się mediami społecznościowymi – w ramach umowy o nieprowadzeniu interesów z X. W przeciwieństwie do dużego szpitala w Doctor’s Hospital, Pinterest nie jest rzekomo konkurentem X, który chciał wykluczyć X z rynku, aby mógł pobierać wyższe ceny. Z kolei w przeciwieństwie do sieci w Doctor’s Hospital reklamodawcy nie zdecydowali się na bojkot X na żądanie Pinteresta – ani żadnego innego konkurenta X – w celu zabezpieczenia biznesu konkurenta. Zamiast tego X zarzuca spisek kierowany przez reklamodawców nie mający na celu wspierania interesów konkurencyjnych dla X spółek z branży mediów społecznościowych, ale realizowanie ich własnych zbiorowych interesów w zakresie miejsca, w którym umieszczają swoje reklamy.

Po drugie, jeśli spisek miał wyeliminować konkurencję na poziomie reklamodawcy, sąd uznał, że GARM nie działał jako strażnik blokujący X dostęp do klientów. To po prostu… reklamodawcy sami decydowali:

GARM nie jest pośrednikiem gospodarczym jak sprzedawcy detaliczni we wschodnich stanach. GARM nie kupowała powierzchni reklamowej od X w celu sprzedaży reklamodawcom ani nie nakazywała X w ramach takiego porozumienia, aby nie sprzedawała bezpośrednio klientom GARM. GARM został raczej zorganizowany przez reklamodawców i odzwierciedlał ich „zdeklarowane zaangażowanie w dalszy rozwój [their] interesy gospodarcze. . . jako grupa.” … Zatem, jeśli GARM stanowi przeszkodę w bezpośrednim dotarciu X do swoich reklamodawców-klientów, to jest to równoznaczne z decyzją samych reklamodawców-klientów o niezaangażowaniu się w tę transakcję.

Na tym polega gra w piłkę. Reklamodawcy wspólnie podejmujący decyzję, że nie chcą wydawać pieniędzy na Twoją platformę – zwłaszcza po tym, jak kazałeś im się pieprzyć, a Twoja platforma stała się rajem dla treści szkodzących ich marce – po prostu nie stanowi roszczenia antymonopolowego. Wyobraź sobie, że masz takie prawo, że gdy rynek odrzuca Twoją ofertę, upierasz się, że musi to być atak antymonopolowy na Twoje prawa do ich pieniędzy?

Sąd był tak pewny tego wniosku, że oddalił sprawę z uprzedzeniami i odmówił X możliwości przedstawienia repliki, zauważając, że skarga zawierająca 165 akapitów była już wystarczająco szczegółowa:

W 165-punktowej drugiej poprawionej skardze nie brakuje szczegółów: gdyby istniały fakty, że spółka GARM działała na polecenie konkurenta X, aby zakończyć działalność X lub że reklamodawcy GARM starali się nieuczciwie wykluczyć konkurencyjnych reklamodawców z prowadzenia działalności gospodarczej, X powołałby się na te fakty. Sam charakter rzekomego zmowy nie stanowi podstawy do roszczenia antymonopolowego, w związku z czym Trybunał bez wahania oddalił skargę z uszczerbkiem.

Kiedy sąd powie ci natura Twoja teoria nie działa, to strata tak ostateczna, jak tylko możesz.

Jak zauważyliśmy w momencie wniesienia sprawy, dowody przedstawione przez X we własnej skardze w rzeczywistości podważyły ​​sprawę. Na jednym z eksponatów X pokazano Roba Rakowitza, lidera GARM, wyraźnie mówiącego reklamodawcy, że GARM nie wydaje rekomendacji i że decyzje dotyczące reklam „są całkowicie w gestii każdego członka i zależą od jego własnego uznania”. W innym e-mailu Rakowitz powiedział reklamodawcy pytającemu o Twittera, że ​​„możesz chcieć połączyć się bezpośrednio z Twitterem, aby poznać jego postępy w zakresie bezpieczeństwa marki i podjąć własne decyzje”. Jest to rzekomo nikczemny spisek, w ramach którego X spędził lata i prowadził niezliczone koszty prawne.

Osobno muszę wspomnieć o rażącym „forum shopping”: X złożył tę sprawę w wydziale Wichita Falls w północnym dystrykcie Teksasu, co było powszechnie rozumiane jako jawna próba wylądowania przed sędzią Reedem O’Connorem, znanym z orzeczeń stronniczych i przewodniczącym już w sprawie Elona SLAPP przeciwko Media Matters. To nie wyszło – O’Connor wycofał sięnie ze względu na posiadanie przez niego akcji Tesli, ale raczej na własność niektórych firm reklamowych, które były oskarżonymi. Sprawę przekazano sędziemu Boyle’owi, a X i tak przegrał. Jak na ironię, X próbował to zrobić przenieść sprawę do Południowego Okręgu Nowego Jorku, lecz sąd odrzucił ten wniosek, ponieważ X nie był w stanie nawet udowodnić, że prowadził działalność w tym konkretnym okręgu. Zatem X starannie wybrał forum, stracił sędziego, a potem nie mógł uciec na inne. Świetne prawnikowanie.

Jednak prawne zwolnienie, choć satysfakcjonujące, nie oddaje najważniejszej części tego, co faktycznie się wydarzyło. Ponieważ choć sąd słusznie stwierdził, że X nie odniósł żadnej szkody wynikającej z przepisów antymonopolowych, sama spółka GARM poniosła bardzo realną szkodę: została zabita.

DŁUGI zamknięcie w ciągu kilku dni od złożenia pozwu w następstwie wprowadzającego w błąd śledztwa Kongresu przeprowadzonego przez republikanina Jima Jordana, które przedstawiło tę organizację jako swego rodzaju antykonserwatywną machinę cenzury. Kampania nacisku Jordana w połączeniu z groźbą kosztownego procesu sądowego ze strony najbogatszego człowieka świata sprawiła, że ​​dalsze prowadzenie działalności przez GARM było niemożliwe. Organizacja, która istniała, aby pomagać reklamodawcom w podejmowaniu świadomych decyzji dotyczących bezpieczeństwa marki – jest to działalność zasadniczo ekspresyjna, chroniona Pierwszą Poprawką – została zniszczona przez atak rządu i groźby sądowe.

Miał tu miejsce tylko jeden atak na wolność słowa i został on przeprowadzony przez Jima Jordana i Elona Muska, a nie GARM lub członków jego reklamodawców.

X złożył pozew w języku wolności słowa. Była dyrektor naczelna X, Linda Yaccarino, ogłaszając sprawę, dosłownie nosiła naszyjnik z napisem „wolność słowa”, twierdząc, że nieprzekazywanie przez reklamodawców pieniędzy X było w jakiś sposób atakiem na zdolność użytkowników do wyrażania siebie. Rzeczywiste tłumienie mowy poszło całkowicie w innym kierunku. Prywatna organizacja korzystająca ze swojego prawa do wypowiadania się, aby pomóc swoim członkom w podejmowaniu świadomych decyzji biznesowych, została wyeliminowana z istnienia w wyniku połączenia zastraszania Kongresu i niepoważnych postępowań sądowych.

Jordan świętował rozwiązanie GARM jako zwycięstwo wolności słowa – co jest równoznaczne z kursem cenzorskiej MAGA GOP. Kongresman wykorzystał ciężar swojego urzędu, aby wywrzeć presję na prywatną organizację, aby przestała działać, i nazwał to wolnością słowa. Tymczasem uznano, że pozew będący częścią tego samego ekosystemu zastraszania nie ma żadnej podstawy prawnej.

Tak w praktyce wygląda prawdziwe żucie szczęki. Pozew nie musiał zakończyć się sukcesem, aby osiągnąć swój cel. GARM już nie istnieje. Organizacja, która ułatwiała rozmowy reklamodawcom na temat tego, jak chronić swoje marki, została uciszona. Odstraszający wpływ na każdą przyszłą organizację, która mogłaby chcieć zrobić coś podobnego, jest oczywisty i zamierzony. Każda grupa branżowa, która próbuje koordynować działania związane z bezpieczeństwem marki, wie teraz, że może stanąć w obliczu pozwu finansowanego przez miliarderów i dochodzenia Kongresu w związku z jej kłopotami.

Wyrok sądu stanowi potwierdzenie podstawowego prawa antymonopolowego. Ale ważniejsze jest to, jaka była rzeczywista dynamika wolności słowa w tej całej sadze.

X może się oczywiście odwołać, a biorąc pod uwagę, że sprawa należy do Piątego Okręgu, wydarzyły się dziwniejsze rzeczy. Jednak podstawowy problem pozostaje taki, jaki był zawsze: teoria, że ​​reklamodawcy zawdzięczają Ci swoją działalność, ponieważ istniejesz, i że organizowanie się wokół bezpieczeństwa marki jest spiskiem przestępczym, nigdy nie była przekonującym argumentem prawnym. Sąd stwierdził to wyraźnie. Odrzucony z uprzedzeniami. Nie ma co naprawiać, bo całe założenie od początku było zepsute.

Zapisano pod: reklama, antymonopolowe, bojkot, Elona Muska, wolny rynek, Jim Jordan, Linda Yaccarino, rynek pomysłów, leże

Firmy: długi, wfa, X

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x