
z stopione płatki śniegu dział
W zeszłym tygodniu pisaliśmy, jak to zrobić rząd skutecznie przekonał Sędzia Colleen McMahon nakazała powodom w pozwie DOGE/National Endowment for the Humanities (NEH) „odzyskanie” wirusowych filmów zeznań, które opublikowali na YouTube – filmów przedstawiających agentów DOGE Justina Foxa i Nate’a Cavanaugha, którzy potykają się o pytania dotyczące tego, w jaki sposób korzystali z ChatGPT do decydowania, które nauki humanistyczne przyznają się do zabijania, i zaciekle zmagają się ze zdefiniowaniem „DEI”, mimo że najwyraźniej stanowi to całą podstawę ich pracy.
Rząd argumentował, że filmy wideo doprowadziły do nękania i gróźb śmierci wobec Foxa i Cavanaugha – tych samych dwóch, którzy bez problemu unicestwili setki milionów już zatwierdzonych dotacji za pomocą uproszczony monit ChatGPTale najwyraźniej nie mógł znieść widoku opinii publicznej, jak zmagają się z wyjaśnieniami pod przysięgą. Rząd argumentował, że filmy należy usunąć. Sędzia początkowo się zgodził i nakazał powodom ich wyciągnięcie. Jak już wtedy zauważyliśmy, archiwiści przesłali już kopie do Internet Archive i rozpowszechniali je jako torrenty, bo tak działa internet.
Cóż, teraz sędzia McMahon wydał wyrok pełne orzeczenie w sprawie wniosku rządu o wydanie nakazu zabezpieczającegoi zmienił kurs. Wniosek rządu zostaje odrzucony. Filmy zostały już utworzone. Są godziny i godziny kompletnego nonsensu, którymi możesz się cieszyć. Oto tylko kilka filmów:
Orzeczenie warto przeczytać w całości, gdyż McMahonowi udaje się odnieść do niego krytycznie Zarówno strony, ostatecznie sprzeciwiając się rządowym próbom tłumienia filmów. Poświęca znaczną część swojej opinii na karcenie powodów za to, co wyraźnie uważa za zakończenie proceduralne – wysłali oni pełne filmy zeznań do izb na pendrive’ie, nigdy nie dołączając ich do akt ani nie prosząc o pozwolenie, co jej zdaniem jest przejrzystą próbą stworzenia argumentu „dokumentów sądowych”, który dawałby filmom domniemanie publicznego dostępu.
McMahon tego nie kupuje:
Rozstrzygając wniosek o wydanie wyroku zaocznego, Trybunał chce jedynie tych części zeznań, na których faktycznie powołuje się wnioskodawca, a nie chce być obciążony nieistotnymi zeznaniami tylko dlatego, że obrońca zdecydował się na takie zeznania lub uznał je za wygodniejsze. A ponieważ filmy wideo nie mogą być umieszczane w aktach publicznych bez zezwolenia sądu, przepis nie musiał zawierać specjalnego odniesienia do transkrypcji filmów; Jedynym sposobem na umieszczenie takich materiałów w aktach sprawy (i tym samym przed Trybunałem) było złożenie wniosku, dającego Trybunałowi możliwość podjęcia decyzji, czy filmy powinny zostać umieszczone w aktach publicznych. Tego Powodowie nie uczynili.
Gdyby jednak powodowie chcieli wiedzieć, czy zasada Trybunału ma zastosowanie do zeznań nagranych na wideo, mogliby z łatwością zwrócić się o wyjaśnienia – tak samo jak mogliby z łatwością złożyć wniosek o pozwolenie, aby Sekretarz Sądu zaakceptował nagrania wideo i umieścił je w rejestrze publicznym. Znowu tego nie zrobili. Na rozprawie, która odbyła się w dniu 17 marca 2026 r., w związku z obecnym wnioskiem pozwanych o wydanie nakazu zabezpieczającego, obrońca powodów ACLS, Daniel Jacobson, przyznał się do przyczyny, stwierdzając: „Szczerze mówiąc, Wysoki Sądzie, częścią tego była po prostu ilość czasu, jaką zajęłoby” przesłanie jedynie tych fragmentów filmów wideo, na których zamierzali polegać powodowie. Hr’g Tr., 15:6–7. Innymi słowy: „To byłoby za dużo pracy”. To nie jest akceptowalna wymówka.
Trybunał pozostaje z mocnym wrażeniem, że przynajmniej „częściowym” powodem, dla którego obrońca nie poprosił o wyjaśnienia, była chęć przedstawienia argumentu dotyczącego „dokumentów sądowych” i nie chciała, aby powiedziano mu, że nie może tego zrobić. Trybunał nie zgadza się na taką taktykę.
Całkiem sprawiedliwe. Jednak po tym, jak powalił powodów za manewr proceduralny, sędzia zwrócił się następnie do właściwego pytania: czy rząd wykazał „dobry powód” zgodnie z Zasadą 26 (c), aby uzasadnić nakaz ochronny uniemożliwiający udostępnianie filmów wideo w Internecie? Odpowiedź brzmi: nie. A to dlatego, że urzędnicy publiczni działający w ramach swoich obowiązków służbowych znacznie ograniczyli interesy związane z prywatnością w swoim oficjalnym postępowaniu:
Wniosek Rządu zostaje odrzucony z trzech niezależnych powodów. Po pierwsze, sporne materiały dotyczą zachowania urzędników publicznych wykonujących swoje obowiązki służbowe, co w istotny sposób podważa wszelki rozpoznawalny interes w zakresie prywatności i sprzeciwia się ograniczeniom. Po drugie, Rząd nie przedstawił szczegółowo „jasno określonej, konkretnej i poważnej szkody” wymaganej przez Zasadę 26 (c). Po trzecie, Rząd nie wykazał, że potencjalne zadośćuczynienie, o które się ubiega, byłoby skuteczne w zapobieganiu wskazanym przez niego szkodom, w szczególności gdy szkody te wynikają z postępowania podmiotów zewnętrznych pozostających poza kontrolą stron.
Ona cytuje Garrison przeciwko Luizjanie (sprawa, która rozszerzyła standard „rzeczywistej złośliwości” z wyroku NY Times przeciwko Sullivanowi) w oparciu o twierdzenie, że interes publiczny „niezbędnie obejmuje wszystko, co może dotyczyć przydatności urzędnika do sprawowania urzędu” oraz że „[f]Nowe cechy osobiste są bardziej istotne dla przydatności na urząd niż nieuczciwość, nadużycie czy niewłaściwa motywacja”. Biorąc pod uwagę, że te zeznania dosłownie dotyczą tego, jak urzędnicy rządowi postanowili zakończyć wielomilionowe dotacje, takie sformułowanie pasuje.
Sędzia bezpośrednio przywołuje także argumenty rządu dotyczące molestowania i szkody dla reputacji, stwierdzając zasadniczo: takie są koszty bycia funkcjonariuszem publicznym, którego postępowanie służbowe jest przedmiotem kontroli. Ssijcie to, bracia DOGE.
Uszczerbek na reputacji, publiczna krytyka, a nawet ostre komentarze nie są nieoczekiwanymi konsekwencjami ujawnienia informacji na temat postępowania publicznego. Są to przewidywalne przypadki publicznej kontroli działań rządu. Jeżeli, tak jak w niniejszej sprawie, materiał, który ma być chroniony nakazem ochronnym, stanowi zeznania dotyczące działań urzędników państwowych działających w ramach swoich obowiązków służbowych, zawstydzenie i szkoda dla reputacji wynikające z reakcji opinii publicznej na oficjalne postępowanie nie są rodzajem szkody, przed którą chroni Zasada 26 lit. c). Urzędnicy publiczni „akceptują pewne niezbędne konsekwencje” zaangażowania w sprawy publiczne, w tym „bliższą kontrolę publiczną, niż mogłoby to mieć miejsce w innym przypadku”.
Jeśli chodzi o groźby śmierci i nękanie – które McMahon wyraźnie twierdzi, że traktuje poważnie i nazywa „głęboko niepokojącymi” i „wysoce niewłaściwymi” – zauważa, że istnieją faktyczne przepisy chroniące przed groźbami i cyberstalkingiem oraz że nakazy ochronne określone w Zasadzie 26 lit. c) nie zastępują wykonywania przez organy ścigania swojej pracy:
Istnieją przepisy zabraniające gróźb i molestowania; Rząd i jego świadkowie mają pełne prawo zwrócić się do organów ścigania o podjęcie działań przeciwko osobom dopuszczającym się takich zachowań poprzez egzekwowanie federalnych zakazów dotyczących zagrożeń międzystanowych i cyberstalkingu, zob. np. 18 USC §§ 875(c), 2261A, a także porównywalne przepisy stanowe. Zasada 26 lit. c) nie zastępuje tych środków.
Jest też praktyczna rzeczywistość, którą McMahon przyznaje bezpośrednio: jest już cholernie późno. Filmy rozprzestrzeniły się już wszędzie. Nakaz ochronny skierowany wyłącznie do powodów nie przyniósłby w przybliżeniu niczego.
Podsumowując, Rząd nie wykazał, że zadośćuczynienie, o które się ubiega, jest w stanie zaradzić stwierdzonej przez niego szkodzie. Filmy zostały już szeroko rozpowszechnione na wielu platformach, w tym YouTube, X, TikTok, Instagram i Reddit, gdzie zostały udostępnione, ponownie opublikowane i obejrzane przez co najmniej setki tysięcy użytkowników, co zaowocowało niemal natychmiastową i skutecznie trwałą dystrybucją globalną. Jest to przewidywalna konsekwencja rozpowszechniania we współczesnym środowisku cyfrowym, w którym treści można kopiować, redystrybuować i przechowywać w nieskończoność poza kontrolą żadnego pojedynczego podmiotu. Biorąc pod uwagę tę rzeczywistość, nakaz ochronny skierowany wyłącznie do powodów nie ograniczyłby w znaczący sposób dalszego rozpowszechniania ani nie złagodziłby rzekomych szkód wyrządzonych przez Rząd.
Oddzielnie powodowie domagali się zwrotu honorariów adwokackich, ale McMahon również temu zaprzeczyła, zauważając, że nie zamierza „nagradzać Powodów za obejście procedur”, mimo że wniosek rządu ostatecznie został odrzucony. Więc każdy zostaje tutaj trochę zbesztany. Ale konkluzja jest jasna: nie można wysyłać niewykwalifikowanych dzieciaków z DOGE, aby za pomocą zachęty ChatGPT wyłudziły setki milionów dotacji, a potem prosić sąd o ukrycie nagrania wideo, na którym próbują się tłumaczyć pod przysięgą.
Publikowanie filmów z pełnymi zeznaniami z pewnością nie jest normą, ale biorąc pod uwagę, że są to urzędnicy rządowi, którzy podejmowali niezwykle istotne decyzje za pomocą chatbota i nie mają widocznej wiedzy specjalistycznej, światu byłoby znacznie lepiej dzięki takiej przejrzystości – nawet gdyby Justin i Nate musieli stawić czoła niektórym ludziom w Internecie, którzy naśmiewali się z nich z tego powodu.
Zapisano pod: zeznania, doża, Justina Foxa, Nate’a Cavanaugha, nie, kontrola publiczna
Firmy: Amerykańska Rada Towarzystw Naukowych, amerykańskie stowarzyszenie historyczne, gildia autorów