
Kiedy „SpaceCamp” trafił do kin w czerwcu 1986 roku, powinien być najlepszym filmem spełniającym życzenia, tak jakby „Goonies” spieniężyli swój ciężko zdobyty piracki skarb w zamian za przejażdżkę prawdziwym promem kosmicznym.
Miał większy budżet niż „Top Gun”, obsadę złożoną z wschodzących młodych gwiazd – w tym przyszłego zdobywcę Oscara – i ścieżkę dźwiękową najsłynniejszego kompozytora Hollywood. Twentieth Century Fox postawiło na wielki hit, ale prawdziwa tragedia cztery miesiące wcześniej sprawiła, że film był skazany na sukces kasowy.
Prawdziwy obóz kosmiczny w US Space & Rocket Center w Huntsville w stanie Alabama był wymarzonym miejscem dla każdego dziecka zainteresowanego naukami ścisłymi, matematyką i eksploracją kosmosu — niesamowitą wycieczką dla nastolatków i nastolatków z pasją do nauki i technologii.
Pomysł oryginalnego dyrektora Space & Rocket Center Edwarda O Buckbee i inżyniera rakietowego Apollo Wernhera von Braunaobiekt został otwarty w 1982 roku. Od tego czasu odwiedziło go ponad milion niedoszłych osób, w tym m.in Elona MuskaChelsea Clinton i kilku uczestników, którzy później zostali prawdziwymi astronautami.
Patrick Bailey, który napisał oryginalną historię „SpaceCamp”, wpadł na pomysł od swojej żony, która natknęła się na wiadomości o obozie, pracując jako badacz w amerykańskim programie rozrywkowym „That’s Incredible!”
Opracował pomysł wraz z Buckbee, a duet z powodzeniem przedstawił projekt producentowi Leonardowi Goldbergowi, który kilka lat wcześniej odniósł ogromny sukces filmem „WarGames”. (Łatwo zrozumieć, dlaczego Goldberg dostrzegł potencjał w SpaceCamp, biorąc pod uwagę, że WarGames opierało się na podobnym scenariuszu, w którym zwykłe dzieci są wrzucane w niebezpieczną i nieprawdopodobną sytuację.)
NASA również zatwierdziła scenariusz i – co dość zaskakujące – nie zraziła się faktem, że cała fabuła kręciła się wokół kolosalnej wpadki na platformie startowej.
Film skupia się na kwintecie kłócących się uczestników obozu, którzy wypróbowują różne symulatory szkoleniowe i wielokrotnie i wyczerpująco uczą się wartości pracy zespołowej. Wszystko ma być standardowym, ledwie godnym pocztówki tygodniem z dala od domu, dopóki całkowicie nieprawdopodobna sekwencja wydarzeń nie sprawi, że wystrzelą na orbitę (z jednym instruktorem, który będzie się nimi opiekował) na Prom kosmiczny Atlantis.
Najpierw 12-letni Max przekonuje kierownictwo, że powinien zostać wpuszczony na obóz Big Kid, mimo że jest za młody. Następnie zaprzyjaźnia się z świadomą, ale niepokojąco wadliwą robotyczną woźną o imieniu Jinx, która chce urzeczywistnić marzenie Maxa z obsesją na punkcie „Gwiezdnych Wojen” o wyruszeniu w kosmos.
Plan Jinx zyskuje wygodną pomoc, gdy NASA — dla dobra fabuły — pozwala dzieciom siedzieć w prawdziwym wahadłowcu podczas rzeczywistego testu silnika. Ta wątpliwa decyzja daje Jinxowi całe okno, jakiego potrzebuje, aby zainicjować „awarię kurtyny termicznej” w jednym ze wzmacniaczy rakietowych na paliwo stałe, nie pozostawiając kontroli misji innego wyboru, jak tylko wysadzić dzieci w kosmos.
Gdy minie początkowe podniecenie związane z nieważkością, dzieci uświadamiają sobie prawdziwy rozmiar swojego kłopotliwego położenia. Choć instruktorka Andie jest wykwalifikowaną astronautką, która cierpliwie czekała na swoją pierwszą misję, okazuje się, że nieprzygotowany wahadłowiec nie był przystosowany do komunikacji radiowej dalekiego zasięgu. I — szokujący horror! — nie ma wystarczającej ilości tlenu, aby dotrzeć do okna ponownego wejścia i wylądować Baza Sił Powietrznych Edwards.
Nagle te nowicjuszki zostają zmuszone do odgrywania ról, do których prawdziwi astronauci spędzają lata, trenując, wyruszając na spacery kosmiczne i lądując na najnowocześniejszych statkach kosmicznych, jakby było to tak proste, jak granie w grę wideo.
Choć założenie jest absurdalne, opiera się ono na niezwykle sympatycznym zespole, będącym jednym z najbardziej imponujących przykładów obsady przed sławą w Hollywood. Podczas gdy Lea Thompson (Kathryn) i Larry B. Scott (Rudy) znani byli odpowiednio z „Powrotu do przyszłości” i „Zemsty frajerów”, Tate Donovan (Kevin), Kelly Preston (Tish) i – co być może najważniejsze – przyszły zdobywca Oscara Joaquin Phoenix (wówczas znany jako Leaf) zagrali swoje pierwsze główne role filmowe.
I chociaż w dużej mierze odpowiadają one archetypom sportowca, mózgu i księżniczki, które można znaleźć w filmach Johna Hughesa, film stara się przeciwstawić oczekiwaniom epoki. Na przykład Tish – pomimo swojej urody dziewczyny z doliny – jest niezwykle inteligentna i ma ejdetyczną pamięć.
Bardziej doświadczone głowy zapewniły Kate Capshaw (świeżo znana z „Indiany Jonesa i Świątyni Zagłady”) w roli astronautki Andie Bergstrom oraz Tom Skerritt („Obcy”, „Top Gun”) w roli jej księżycowego męża Zacha. Fani „Zagubionych” powinni także zwrócić uwagę na młodego Terry’ego O’Quinna (John Locke) pełniącego funkcję kontroli misji.
Zarówno obsada, jak i reżyser Harry Winer wspominali o koleżeństwach na planie, co prawdopodobnie było dobrą rzeczą, biorąc pod uwagę nieoczekiwaną długość produkcji.
„Po pierwszym dniu zdjęć mieliśmy już 10 dni opóźnienia” – wspomina Thompson w wywiadzie dla Klub AV. „I tak to trwało. Zdjęcia miały trwać trzy miesiące, a skończyło się na sześciu. Wydrukowaliśmy koszulki z napisem: „SpaceCamp“: To nie tylko film, to kariera”. A właściwie zamiast ‘Obóz kosmiczny”, faktycznie było napisane „SpaceCramp!”
Największe nazwisko w produkcji pozostało jednak niezauważone, ponieważ ścieżkę dźwiękową skomponował legendarny John Williams (który zawsze miał słabość do filmów dla dzieci; zobacz także „Kevin sam w domu” i „Harry Potter”). Chociaż podczas licznych ukłonów w stronę „Gwiezdnych wojen” w „SpaceCamp” oparł się pokusie dodania kilku taktów z odległej galaktyki, ścieżka dźwiękowa jest bez wątpienia jedną z jego.
„Jest powód, dla którego każdy, kto jest legendą, jest legendą” – Winer powiedział w wywiadzie dla AL.com ponownie w 2022 roku.
„John Williams to najbardziej satysfakcjonująca i satysfakcjonująca współpraca twórcza, jaką miałem w całej mojej karierze. Analizował historię i rozważał, kiedy zaszła potrzeba ciszy. Rozumiał Twoje twórcze intencje i znalazł sposób, w bardzo poetyckim medium muzycznym, na zinterpretowanie i uwydatnienie Twojej wizji. To było dosłownie niezwykłe”.
„SpaceCamp” miał mieć premierę latem, gdy w styczniu 1986 r. wydarzyła się katastrofa. Wahadłowiec Challenger eksplodował podczas startuzabijając wszystkich siedmiu członków załogi na pokładzie, beztroski film o piątce dzieci przypadkowo udających się na orbitę nagle wydał się mniej atrakcyjny.
Wielu kwestionowało, czy w ogóle należało go wypuścić, ale Fox zdecydował się kontynuować. Winer zastanawiał się nawet, czy widzowie w ogóle uznają ten film za oczyszczający, „ponieważ po takiej tragedii ludzie będą musieli trzymać się nadziei, jaką niesie ze sobą film. I nie trzeba dodawać, że całkowicie się myliłem” – powiedział później. „Postrzegali to raczej jako źródło niebezpieczeństwa, rozczarowania i tragedii niż nadziei. Nikt nie poszedł na „SpaceCamp”, więc poczułem, że poniosłem sromotną porażkę”.
Nie pomogły im zjadliwe recenzje – „Czy ktoś polubiłby ten film?” – zapytał legendarny krytyk Roger Ebert. – Może młodzieńcze szaleństwa kosmiczne. Ale byłyby zbyt wyrafinowane.
Czterdzieści lat później pozostaje przyzwoitym, choć niezbyt spektakularnym filmem familijnym, ale „SpaceCamp” ledwo pozwolił na zwrot połowy swojego budżetu przeznaczonego na produkcję w kinach. To była definicja hollywoodzkiej klapy, a mimo to pozostawiła po sobie ślad.
Zainteresowanie filmem podobno podwoiło frekwencję na prawdziwym obozie kosmicznym, a istnieją niepotwierdzone dowody na to, że film zachęcał dzieci do kontynuowania kariery naukowej. W ostatnich latach nawet tak było mówić o remake’uchoć jego obecny stan nie jest znany.
„Wiele osób przychodziło do mnie i mówiło, że zostali fizykami lub wynalazcami ze względu na to, jak bardzo kochali [Space Camp] i jak bardzo ich to zainspirowało” – powiedział Thompson. „To było naprawdę miłe i coś, czego nigdy się nie spodziewałem”.
„SpaceCamp” nie jest obecnie dostępny do strumieniowego przesyłania ani pobierania z żadnego głównego serwisu (chociaż na YouTube dostępna jest wersja w rozczarowująco niskiej rozdzielczości). Istnieje również wydanie Blu-ray, ale jest ono trudne do znalezienia i drogie.