
z więcej-więcej-więcej dział
Na szczęście tym razem ruch Stop Killing Games nie kończy się. YouTuber Ross Scott zapoczątkował ten ruch w 2024 roku generować działania polityczne wokół zniknięcia gier, które ludzie kupowali wyłącznie dlatego, że firma, która je sprzedała, zdecydowała się zaprzestać ich wspierania lub obsługi infrastruktury niezbędnej do grania w nie. Chociaż początkowo ruch ten nie spotkał się z dużym zainteresowaniem, pojawił się ponownie wcześniej tego lata kiedy Scott i inny YouTuber wdali się w dyskusję na temat tego, dlaczego kampania się nie uruchomiła. Ta wymiana zdań między nimi stała się dość wirusowa, co z kolei doprowadziło do tego co najmniej jednego wysokiego rangą polityka UE wyrazić zainteresowanie w ruchu.
W odpowiedzi europejskie grupy lobbujące za grami, jak można się było spodziewać, straciły przytomność. Aby nie było nieporozumień, oto straszliwe założenie, na którym zbudowany jest ruch Stop Killing Games.
Ostatecznym celem gier Stop Killing Games jest wdrożenie przez rządy przepisów zapewniających:
- Sprzedawane gry należy pozostawić w stanie sprawnym
- Sprzedawane gry nie mogą wymagać dalszego połączenia z wydawcą lub podmiotami stowarzyszonymi, aby mogły działać
- Powyższe dotyczy również gier, które sprzedały klientom mikrotransakcje
- Powyższe nie mogą zostać zastąpione umowami licencyjnymi użytkownika końcowego
To bardzo prosta prośba, która sprowadza się do tego: nie możesz tworzyć swoich gier w taki sposób, abyś mógł zabrać mi to, co kupiłem tylko dlatego, że chcesz. Jeśli nie możesz osiągnąć tych celów, cóż, jesteś po prostu przeciwnikiem konsumentów, jeśli chodzi o branżę gier.
Ruch nie umarł. W rzeczywistości niedawno zyskał dwóch kolejnych sojuszników w postaci dwóch brytyjskich parlamentarzystów, którzy już publicznie ostrzegają branżę, że wyrywanie gier zakupionych przez klientów może już stanowić naruszenie prawa brytyjskiego.
Twórcy gier wideo mogą naruszać przepisy dotyczące ochrony konsumentów, skutecznie „wyłączając” tytuły, uniemożliwiając w nie korzystanie z nich klientom, którzy je kupili, co poseł stwierdził.
Mark Sewards, poseł do parlamentu Partii Pracy z okręgów Leeds South West i Morley, podkreślił obawy, że taka praktyka jest nieuczciwa, biorąc pod uwagę, że kupujący nie są wyraźnie informowani o takiej możliwości w punkcie sprzedaży. Sewards, który jest członkiem grupy parlamentarnej zajmującej się ochroną konsumentów, również wyraził obawy, że taki precedens może ostatecznie rozszerzyć się na dobra fizyczne, w miarę jak technologia cyfrowa jest w coraz większym stopniu integrowana z artykułami gospodarstwa domowego.
W pewnym sensie już to nastąpiło. Jeśli kupisz coś w jednym stanie roboczym, a następnie producent tego przedmiotu zdalnie wprowadzi zmiany w zakupionym przedmiocie, dzięki czemu będzie on działać inaczej, czy to naprawdę ta sama rzecz, którą kupiłeś pierwotnie? Twierdzę, że tak nie jest i widzimy tego typu zjawiska w przypadku urządzeń IoT cały czas.
Sewards dał jednak jasno do zrozumienia, że nie ma to na celu żądać absurdu od firm zajmujących się grami.
„Wydawca nie powinien mieć możliwości celowego blokowania każdej kopii gry, którą konsumenci już kupili, pozostawiając ich z niczym”.
Dodał: „Wydawca powinien mieć obowiązek zapewnienia, że gra zakupiona i będąca własnością konsumenta będzie w jakiś sposób grywalna”.
Gdzie zatem wchodzi w grę potencjalne naruszenie brytyjskiego prawa? To proste: klienci tych firm zajmujących się grami po prostu nie są wystarczająco dobrze poinformowani o tym, co kupują i co może się stać z ich zakupem w przyszłości. Jak długo gra będzie wspierana? Jak długo będzie działać? Czy firmy zajmujące się grami pozwolą publicznym grupom open source zarządzać infrastrukturą obsługującą grę, gdy firmy nie będą już tego chciały? Czy będą ścigać takie grupy za naruszenie praw autorskich? W jakich okolicznościach zakupiona przez nich gra może stać się niemożliwa do zagrania w oparciu o decyzje korporacyjne?
Jeśli firmy nie będą informować opinii publicznej o odpowiedziach na takie pytania, może to potencjalnie naruszyć brytyjskie przepisy dotyczące ochrony konsumentów. Sewards nie jest jedyną osobą, która dołącza do tej akcji.
Jego kolega z Partii Pracy, Warinder Juss (Wolverhampton West), powiedział, że potrzebne są nowe regulacje.
„Nie zgadzamy się na wyłączanie naszych telefonów komórkowych, gdy firma produkuje nowy model i chce, żebyśmy kupili nowy model” – powiedział Juss. „Dlaczego więc mielibyśmy pozwolić na to, aby gry warte tysiące funtów stały się niegrywalne z powodu wprowadzenia nowych gier?”
Przed nami długa droga i miliony dolarów wydane na lobbowanie, aby dokonać przełomu, zanim nastąpi jakikolwiek prawdziwy postęp. Jednak te otwarcia na prawdziwą ochronę konsumentów w klasie produktów, która stale zyskuje na popularności, są ważne. Albo chcesz, aby ludzie byli właścicielami tego, co kupili, albo chcesz, aby interesy korporacji decydowały o tym, jak długo będziesz mógł używać rzeczy, na którą na stałe zamieniłeś swoje ciężko zarobione pieniądze.
To naprawdę jest takie proste.
Zapisano pod: Marek Sewards, przestań zabijać gry, Wielka Brytania, gry wideo, Warner Juss