10 ikon kultury dotyczących sztuki starzenia się – marginalista

- Kultura - 31 grudnia, 2025
10 ikon kultury dotyczących sztuki starzenia się – marginalista
10 ikon kultury dotyczących sztuki starzenia się – marginalista

Wielkim paradoksem życia w tej cywilizacji jest to, że zaczęliśmy się bać i dewaluować triumf życia, zapominając, że starzenie się nie jest karą, ale przywilejem – przeżyciem samotność dzieciństwazuchwała niepewność młodości, zamieszanie wieku średniegoaby rozpocząć ciągły akt twórczy polegający na trzymaniu się i puszczaniu.

Nie jest to łatwe w kulturze, która fetyszyzuje młodość i przyodziewa nas w pelerynę-niewidkę, gdy życie pozbawia nas czasu. Przydałaby nam się cała pomoc, jaką możemy uzyskać – psychologiczny odpowiednik tego, co Eva Perón postanowiła z nią zrobić politycznie konstytucyjny dekalog na rzecz godności starzenia się. Oto najlepsza pomoc, z jaką spotkałem się na przestrzeni lat – rodzaj dekalogu na rzecz konstytucji kraju wewnętrznego.

JANE Ellen Harrison

Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić w tej kulturze, jest odrzucenie romantyzmu młodości, ponowne skalibrowanie wskaźników wartości siebie, a nikt nie zrobił tego bardziej zwięźle i kreatywnie niż Jane Ellen Harrison (9 września 1850 – 15 kwietnia 1928) — jeden z najodważniejszych i niedocenianych intelektów minionego stulecia — w niej zupełnie znakomita rozprawa o młodości i starości:

Ludzie pytają: „Czy chciałbyś, czy nie chciałbyś być znowu młody?” Oczywiście jest to jedno z tych głupich pytań, których nigdy nie należy zadawać, ponieważ są one niemożliwe. Nie możesz być – ty, który jesteś – znowu młody. Nie możesz rozwinąć tej kuli śnieżnej, którą jesteś ty: nie ma „ty” poza twoim życiem – przeżywanym. Ale poza tym, czy wstając z tego, co ktoś nazywa „biesiadą życia”, zalany winem życia, chciałbyś znowu usiąść? Kiedy wspiąłeś się na wzgórze, a widok się załamuje, czy chcesz się na niego ponownie wspiąć? Tysiąc razy nie! Każdy, kto szczerze chce znów być młody, nigdy nie żył, tylko wyobrażał sobie, tylko maskował się.

URSULA K. LE GUIN

U progu sześćdziesiątki – w tym progowym momencie, kiedy ludzie, zwłaszcza kobiety, po raz pierwszy zaczynają odczuwać chłodne ramię społeczeństwa, drobne okrucieństwa codziennego zwolnienia, subtelne oznaki nieistotności – Ursuli K. Le Guin (21 października 1929 r. – 22 stycznia 2018 r.) podjął kwestię co naprawdę oznacza piękno w miarę dorastaniaprzecinając kolagen naszej ideologii kulturowej, aby uczcić najpiękniejszą rzecz w dorastaniu: jak wytapia osobowość, rzeźbi marmur osobowości, aby odsłonić rzeźbę nagiej duszy:

Starszym ludziom piękno nie zależy od hormonów, tak jak ma to miejsce w przypadku młodych. Ma to związek z kośćmi. Ma to związek z tym, kim jest dana osoba. Coraz wyraźniej ma to związek z tym, co prześwituje przez te sękate twarze i ciała.

[…]

Jest we mnie coś, co się nie zmienia, nie zmieniło pomimo tych wszystkich niezwykłych, ekscytujących, niepokojących i rozczarowujących przemian, przez które przeszło moje ciało. Jest tam osoba, która nie jest tylko taka, jak ona wygląda. Aby ją znaleźć i poznać, muszę przejrzeć, zajrzeć, zajrzeć głęboko. Nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.

Warto także przeczytać medytację Le Guina zmiana, menopauza jako odrodzenie i cywilizacyjna wartość osób starszych

Bertranda Russella

W pierwszym roku osiemdziesiątki, już laureat Nagrody Nobla, który przeżył dwie wojny światowe, polimatyczny filozof i matematyk Bertranda Russella (18 maja 1872 – 2 lutego 1970) napisał krótki esej o tym, jak się zestarzeć, zakotwiczone w tych radach powiększających życie:

Stopniowo poszerzaj swoje zainteresowania i czynij je bardziej bezosobowymi, aż stopniowo ściany ego ustąpią, a twoje życie będzie coraz bardziej stopione z życiem uniwersalnym. Indywidualna egzystencja człowieka powinna być jak rzeka – początkowo mała, wąsko zamknięta w swoich brzegach i z pasją pędząca obok skał i wodospadów. Stopniowo rzeka staje się szersza, brzegi cofają się, wody płyną spokojniej, aż w końcu bez widocznej przerwy łączą się z morzem i bezboleśnie tracą swój indywidualny byt.

HENRYK MIERNIK

Po ukończeniu osiemdziesiątki, Henryk Miller (26 grudnia 1891 – 7 czerwca 1980) wszystko, co wiedział o starzeniu się i tajemnicy pozostania młodym duchemjego długa refleksja najlepiej ujęta w tym jednym krótkim fragmencie:

Jeśli masz zdrowie, jeśli nadal lubisz spacery, dobry posiłek (ze wszystkimi dodatkami), jeśli możesz spać bez brania pigułki, jeśli ptaki i kwiaty, góry i morze nadal Cię inspirują, jesteś szczęśliwcem i powinieneś rano i wieczorem padać na kolana i dziękować dobremu Panu za Jego zbawienie i utrzymanie mocy… Jeśli potrafisz się zakochiwać raz po raz, jeśli potrafisz wybaczyć rodzicom zbrodnię wydania cię na świat, jeśli zadowalasz się dotarciem donikąd, po prostu bierz każdy dzień takim, jaki jest, jeśli potrafisz wybaczyć i zapomnieć, jeśli potrafisz powstrzymać się od bycia zgorzkniałym, gburowatym, zgorzkniałym i cynicznym, stary, masz to w połowie polizane.

SIMONE DE BEAUVOIR

Dochodząc do sześćdziesiątki, Simone de Beauvoir (9 stycznia 1908 – 14 kwietnia 1986) we fragmencie książki spoglądał w przyszłość na starość jej wspomnienia i zaoferowała jej charakterystycznie pełną pasji, ale pozbawioną sentymentów radę, głównie dla siebie, ponieważ najlepszą radą dla innych jest zwykle:

Jeśli starość nie ma być absurdalną parodią naszego poprzedniego życia, jest tylko jedno rozwiązanie, a mianowicie dążenie do celów, które nadają sens naszej egzystencji – oddanie jednostkom, grupom lub sprawom, praca społeczna, polityczna, intelektualna lub twórcza… Na starość powinniśmy jeszcze pragnąć mieć namiętności na tyle silne, aby nie zwracać się przeciwko sobie. Życie człowieka ma wartość, o ile ktoś nadaje wartość życiu innych poprzez miłość, przyjaźń, oburzenie i współczucie.

JOANNA DIDION

Joannę Didion (5 grudnia 1934 – 23 grudnia 2021) miał zaledwie trzydzieści cztery lata, kiedy myśląc o wartość prowadzenia notatnikastwierdziła, że ​​rzuca boczne światło na być może najważniejszą orientację, jaką możemy sobie obrać w miarę upływu lat, najważniejszą rzecz, jaką możemy zrobić, aby strzałka czasu nie stała się śmiercionośną bronią rewizjonizmu i żalu:

Myślę, że dobrze jest, abyśmy nadal kiwali głową z ludźmi, którymi kiedyś byliśmy, niezależnie od tego, czy uważamy ich za atrakcyjne towarzystwo, czy nie. W przeciwnym razie pojawiają się niezapowiedziani i nas zaskakują, przychodzą do drzwi umysłu o czwartej rano złej nocy i żądają informacji, kto ich opuścił, kto ich zdradził, kto zamierza to zadośćuczynić. Zbyt szybko zapominamy o rzeczach, o których myśleliśmy, że nigdy nie zapomnimy. Zapominamy o miłości i zdradach, zapominamy o tym, co szeptaliśmy i co krzyczeliśmy, zapominamy, kim byliśmy.

[…]

Dobrym pomysłem jest zatem pozostawanie w kontakcie i przypuszczam, że utrzymywanie kontaktu… utrzymywanie tych linii otwartych dla siebie.

NICK CAVE

Niedługo po tym, jak zaoferowałem trochę trzynastolatkowi doskonałe rady, jak dorosnąć, Nicka Cave’aw połowie lat sześćdziesiątych, uważany za kultywowanie dwóch cech, które sprawiają, że starzenie się jest raczej poszerzaniem niż zawężaniem życia, sposobem widzenia świata z większą ilością niuansów i poruszania się po nim z większą czułością:

Pierwszą z nich jest pokora. Pokora oznacza zrozumienie, że świat nie jest podzielony na dobrych i złych ludzi, ale raczej składa się z wszelkiego rodzaju jednostek, z których każda jest załamana na swój sposób, każda uwikłana we wspólną ludzką walkę i każda zdolna do czynienia zarówno strasznych, jak i pięknych rzeczy. Jeśli naprawdę zrozumiemy i uznamy, że wszyscy jesteśmy niedoskonałymi stworzeniami, odkryjemy, że stajemy się bardziej tolerancyjni i akceptujemy wady innych, a świat wydaje się mniej dysonansowy, mniej izolujący i mniej groźny.

Drugą cechą jest ciekawość. Jeśli z ciekawością spojrzymy na ludzi, którzy nie podzielają naszych wartości, staną się oni raczej ciekawi niż groźni. W miarę jak dorastałem, nauczyłem się, że świat i ludzie w nim są zaskakująco interesujący i że im więcej patrzysz i słuchasz, tym stają się ciekawsi. Rozwijanie dociekliwego umysłu, którego głównym narzędziem jest rozmowa, wzbogaca naszą relację ze światem. Rozmowa z kimś, z kim mogę się nie zgadzać, jest, jak odkryłem, wielką, życiową przyjemnością.

KAHLIL GIBRAN

Chociaż Kahlila Gibrana (6 stycznia 1883 – 10 kwietnia 1931) nigdy nie dożył wieku średniego, urodził się jako stara dusza i wyraźnie widział nagrody w późniejszych latach życia. Jego doskonała medytacja liryczna pt sztuka stawania się sobą na łuku życia jest zakotwiczona w ciężko wypracowanej pewności siebie, która hartuje cię przed wiatrem okoliczności:

W młodości byłem jedynie niewolnikiem przypływów i odpływów morza oraz więźniem półksiężyców i pełni księżyca.

Dziś stoję na tym brzegu i nie wstaję, ani nie schodzę.

PABLO CASALS

Tuż po dziewięćdziesiątych trzecich urodzinach legendarny wiolonczelista Pabla Casalsa (29 grudnia 1876 – 22 października 1973) odbicie w jego życiuodnajdując klucz do zadowolenia w nieustannej pracy z miłością, życiu przebudzonym i zastanawianiu się:

Jeśli nadal będziesz pracować i chłonąć piękno otaczającego Cię świata, odkryjesz, że wiek niekoniecznie oznacza starzenie się. Przynajmniej nie w zwykłym tego słowa znaczeniu. Wiele rzeczy odczuwam intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, a życie staje się dla mnie coraz bardziej fascynujące.

Kontynuując ćwiczenia i występy, Casals traktował swoją codzienność jako mikrokosmos tej orientacji:

Podchodzę do fortepianu i gram dwa preludia i fugi Bacha. Nie przychodzi mi do głowy, żeby zrobić inaczej. Jest to swego rodzaju błogosławieństwo dla domu. Ale nie tylko to ma dla mnie znaczenie. To ponowne odkrycie świata, którego mam radość być częścią. Napełnia mnie świadomością cudu życia, poczuciem niesamowitego cudu bycia człowiekiem. Muzyka nigdy nie jest dla mnie taka sama, nigdy. Każdy dzień jest czymś nowym, fantastycznym, niewiarygodnym. To jest Bach, podobnie jak natura, cud!

GRACE PALEY

O zachodzie słońca w latach sześćdziesiątych Grace Paley (11 grudnia 1922 – 22 sierpnia 2007) podjął kwestię „zakłócania czasu”, kończąc swoją wspaniałą medytację pożegnalnym darem rady zmieniającej życie, którą sama otrzymała od starzejącego się ojca:

Mój ojciec postanowił nauczyć mnie, jak się zestarzeć. Powiedziałem OK. Moje dzieci nie uważały, że to taki świetny pomysł. Gdybym wiedział jak, myśleli, zrobiłbym to zbyt łatwo. Nie, nie, powiedziałem, to na później, za kilka lat. A poza tym, jeśli dobrze to zrobię, w przyszłości może się to przydać wam, dzieciaki.

Powiedzieli: Naprawdę?

Mój ojciec chciał zacząć jak najszybciej.

[…]

Proszę usiąść, powiedział. Bądź cierpliwy. Najważniejsze jest to, że kiedy wstajesz rano, musisz wziąć swoje serce w obie ręce. Musisz to robić każdego ranka.

To metafora, prawda?

Metafora? Nie, nie, możesz to zrobić. Rano wykonaj kilka małych ćwiczeń na stawy, nie za dużo. Następnie połóż dłonie jak kubek nad i pod sercem. Pod piersią. Powiedział taktownie. Chyba łatwiej jest mężczyźnie. Potem mów cicho, nie krzycz. Pod żebrami naciśnij trochę. Kiedy się obudzisz, musisz wykonać ten masaż. To znaczy poklep, pogłaskaj trochę, nie wstydź się. Bardzo prawdopodobne, że nikt nie będzie tego oglądał. Wtedy musisz porozmawiać ze swoim sercem.

Rozmawiać? Co?

Mów cokolwiek, ale okazuj szacunek. Powiedz — może powiedz: Serce, serduszko, bij delikatnie, ale nigdy nie zapominaj o swojej pracy, o krwi. Możesz też szeptać: Pamiętaj, pamiętaj.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x