
W duecie Hozier i Noah Kahan „Północna postawa”istnieje krótki, ale szybujący krzyk, który służy zarówno jako wezwanie do bitwy, jak i święte błogosławieństwo. Notatka utworu przekroczyła oryginalną formę. To uczucie.
Użytkownicy Tiktok przyjęli ten dźwięk jako ścieżkę dźwiękową dla najbardziej niezwykłego, a czasem zwyczajnego życia. Chwile przez 15-sekundowe „Hej!” które opisali po prostu jako Czuję się jak krzyk Hoziera. I szczerze? Są na czymś. Dźwięk rejestruje ducha stojącego na szczycie góry, kończąc sesję terapeutyczną, podczas której upadły bariery emocjonalne, lub oglądanie filmu, który otwiera twoje serce na tyle, by pokazać własny puls. Te trzy filmy zapewniają potężne wrażenia nie przez spektakl, ale przez chwile surowej ludzkości, podnosząc cię i wstrząsając, dopóki nie zejdziesz z ekranu, gdy ktoś przekształcił się z tego, kim byłeś pierwotnie.
Wszystko wszędzie naraz (2022)
Na papierze to chaos. Alternatywne rzeczywistości, oczu googly, bułeczki, które mogą zawierać pustkę. Ale gdzieś pod absurdem jest to historia o trzymaniu się. Dla siebie, do znaczenia, miękkości w świecie, który go nie nagradza. Chodzi o kobietę, która jest zmęczona, córka, która boli i mężczyzna, który uważa, że dobroć jest nadal warta wyboru – nawet gdy jest to trudne. To, co sprawia, że ten film wydaje się, że krzyk Hoziera to nie tylko złamane serce ani nadzieja, ale sposób, w jaki trzyma oba jednocześnie. Ten krzyk w piosence? Mimo wszystko brzmi to tak, jakby ktoś wybiera miłość. To Waymond. To jest Evelyn. To cały wszechświat ludzi, którzy robią z siebie wszystko, pomimo tego, jak to wszystko jest. Nie płaczesz, bo to smutne. Płakujesz, bo to PRAWDA.
Portret A Lady On Fire (2019)
Rozwija się z prawie bolesną cierpliwością, jakby nie chciał zakłócać ciszy, którą tak starannie buduje. Nie ma wyniku kierowania, jak powinieneś się czuć, żaden dialog zmarnowany na rzeczy, które oczy już mówią. Jest to film, który ufa ci, że zauważysz, co się liczy, ręka trzymana nieco za długo, oddech złapany tuż przed mówieniem, sposób, w jaki ktoś nie odwzajemnia się, by nie być uprzejmy, ale przetrwać. U podstaw jest opowieść o rodzaju miłości, która jest zarówno transformacyjna, jak i tymczasowa… nie dlatego, że brakowało jej znaczenia, ale dlatego, że przybył w niewłaściwym czasie. Marianne jest zatrudniona do malowania Héloïse, a tym samym zaczyna ją, głęboko, w pełni i za późno. Każda interakcja jest cicha, ale naładowana. Patrzysz, jak dwie osoby uczą się się w czasie rzeczywistym, a każde spojrzenie wydaje się, że może to przełamać coś otwartego. A potem kończy się. Bez dramatycznego finału. Tylko czas, idzie do przodu, jak zawsze, obojętne na to, co pozostawia. Ostatnia scena, Héloïse, siedząc samotnie w sali koncertowej, słuchając utworu muzycznego, który kiedyś oznaczał wszystko, odbywa się dłużej niż czuje się komfortowo. Może o to chodzi. Utrzymuje widza w taki sam sposób, jak pamięć, delikatnie i bez pozwolenia. Ta scena się nie woła. Nie błaga, żebyś coś poczuł. Po prostu istnieje pełny i niszczycielski.
Little Women (2019)
Małe kobiety, adaptacja Greta Gerwig z 2019 roku, zawiera taką radość, taką, która jest zakorzeniona w prawdziwych rzeczach, miękkich rzeczach, rzeczy, które nieco bolą, ponieważ tak bardzo mają znaczenie. Marszowe siostry poruszają się przez życie z pilną potrzebą i głodem oraz głębokim, intymnym chaosem bycia młodym i pragnącym więcej. Każdy pokój w filmie jest pełen nakładających się głosów, z na wpół wykończonymi myślami i bosymi stopami na drewnianych podłogach i rodzajem ciepła, które wydaje się żyć. Jest moment, kiedy wszyscy są razem, śmieją się, ułożone w płaszcze, opowiadają historie, a wiesz, jak film wie, że tego rodzaju chwile nie trwają wiecznie… one Stało się. Dlatego mają znaczenie. W tej świadomości jest piękno, ta miłość nie musi trwać wiecznie, aby być prawdziwym. To też jest krzyk Hoziera. To taki rodzaj, który nie unosi się z smutku, ale z radości, która jest prawie zbyt duża, by go utrzymać.