
Książka Michaela Huemera Problem autorytetu politycznego bada różne argumenty podane na korzyść ustanowienia istnienia władzy politycznej, którą definiuje jako własność zawierającą dwa aspekty:
(I) Polityczna legitymacja: Prawo, ze strony rządu, do stworzenia pewnych rodzajów praw i egzekwowania ich poprzez przymus przeciwko członkom jego społeczeństwa – w skrócie, prawo do rządzenia.
(ii) Obowiązek polityczny: Obowiązek obywateli do przestrzegania ich rządu, nawet w okolicznościach, w których nie byłby zobowiązany do przestrzegania podobnych poleceń wydanych przez agencję pozarządową.
Huemer spędza kilka rozdziałów, badając najpopularniejsze argumenty za ustanowienie autorytetu politycznego i uważa, że ich brakuje. Uważa, że to samo w sobie nie prowadzi automatycznie do wniosku, że rządy powinny zostać zniesione:
Jeśli nie ma autorytetu, czy wynika, że powinniśmy znieść wszystkie rządy? Nie. Brak władzy oznacza z grubsza, że jednostki nie są zobowiązane do przestrzegania prawa tylko dlatego, że jest to prawo i/lub że agenci państwa nie są uprawnieni do zmęczenia innych tylko dlatego, że są agentami państwa. Nadal mogą istnieć dobre powody, aby przestrzegać większości przepisów, a agenci państwa mogą nadal mieć odpowiednie powody, aby zaangażować się w wystarczające działanie przymusu w celu utrzymania państwa.
Huemer poświęca dwa rozdziały badaniu teorii umów społecznych jako argumentu dla władzy politycznej – pierwszego w sprawie tradycyjnej teorii umów społecznych, jak zaproponowano przez John Lockea drugi na bardziej nowoczesnych teoriach umów społecznych oparty na idei, że rząd mógłby mieć hipotetycznie zostały zorganizowane w wyniku umowy społecznej oraz że rzeczywiste autorytet i obowiązki są tworzone z tego hipotetycznego porozumienia.
Huemer całkiem przekonująco odrzuca obie formy teorii umów społecznych. Wśród jego argumentów jest to, że wszystkie formy argumentu umowy społecznej (zarówno historycznych, domyślnych lub hipotetycznych) brakuje żadnych cech potrzebnych do umowy w celu wygenerowania ważnej umowy lub obowiązków. Na przykład niektórzy ludzie twierdzą, że akceptując usługi rządowe, ludzie pokazują, że domyślnie zgodzili się zapłacić podatkowanie w ramach umowy społecznej. Huemer twierdzi, że to nie działa, ponieważ podejmowanie działania wskazuje na zgodę na jakiś program tylko wtedy, gdy możesz to uwierzyć nie Podjął to działanie, program nie zostanie narzucony na ciebie. Załóżmy, że przymusowo zmuszam cię do zakupu ciasteczek, które piec-sto dolarów za pół tuzina ciasteczek co miesiąc. Powiedzmy, że później dowiedziałem się, że zjadłeś niektóre ciasteczka. Byłoby oczywiście absurdalne stwierdzenie, że jesz ciasteczka pokazuje, że domyślnie wyraziłeś zgodę na transakcję, a zatem była to ważna zgoda. Niezależnie od tego, że nadal byłbyś zmuszony dać mi sto dolarów.
Jest jeszcze jeden problem z teorią umów społecznych, których Huemer nie opisuje. Aby umowa była właściwie wiążąca, musi być jasne dokładnie, co zawiera umowa. Jednak nawet wśród teoretyków kontraktów społecznych jest tu zaskakująco niewielkie porozumienie. Wszyscy zgadzają się, że istnieje umowa społeczna, ale niezwykle nie zgadzają się co do tego, co faktycznie pociąga za sobą ten umowę. Ludzie po lewej, jak i prawa będą sprzeciwić się, że niektóre prawo lub instytucja „narusza umowę społeczną”, ale nie zgadzają się co do tego, które prawa lub instytucje to robią i jakie są naruszenia warunków.
Zauważ, że nie można tego rozwiązać przez coś tak prostego, jak wskazanie istniejącemu zestawowi przepisów (lub być może konstytucji) i oświadczeniem, że te prawa reprezentują umowę społeczną. Po pierwsze, jeśli umowa społeczna oznacza po prostu „jakiekolwiek przepisy są obecnie w książkach”, żaden teoretyk umowy społecznej nie miałby żadnych podstaw, by argumentować, że jakiekolwiek istniejące prawo lub instytucjonalne porozumienie nie narusza umowy społecznej. Biorąc pod uwagę, jak często teoretycy umów społecznych wysuwają to roszczenie, jasne jest, że umowa społeczna nie jest tym samym, co istniejący zestaw przepisów lub instytucji prawnych. Po drugie, a bardziej zasadniczo umowa społeczna ma być tym, co stanowi wyjaśnienie, dlaczego rząd ma uprawnienia do tworzenia przepisów. Zatem stosowanie istniejących przepisów lub instytucji prawnych w celu wykazania istnienia lub treści umowy społecznej jest zaburzeniem pytań. Jeśli istniejące przepisy lub instytucje państwowe są „umową społeczną”, nie ma znaczenia powiedzieć, że umowa społeczna jest tym, co jest uzasadnia istniejące przepisy lub instytucje państwowe.
W praktyce wiele dyskursu teorii umów społecznych wydaje się być niewiele więcej niż różni ludzie równoważący termin „umowa społeczna”, co oznacza „jakiekolwiek ustalenia ja, osobiście, sprzyjają”. Może teraz się mylę, ale istnieje sposób na przetestowanie. Jeśli teoretycy kontraktów społecznych próbowali ustalić, jaka jest zawartość tego niepisanego umowy społecznej (zamiast wykorzystywać ją jako konia trojańskiego do przemytu w swoich własnych poglądach politycznych), powinniśmy często oczekiwać, że teoretycy umów społecznych podkreśla aspekty tego, co zawiera umowa społeczna, której mogą nie lubić. Jason Brennan zrobiony Podobna krytyka większości konstytucyjnej teorii prawnej, argumentując, że ma tendencję do przestrzegania tego procesu:
1. Zacznij od filozofii politycznej – pogląd na to, co chcesz, aby rząd był w stanie zrobić rząd, aby rząd mógł zrobić.
2. Weź konstytucję jak da.
3. Inżynier odwrotny teoria interpretacji konstytucyjnej, tak że okazuje się – zasięgnie! – że Konstytucja zabrania tego, co chcesz, aby zabrania i pozwala na to, co chcesz, aby pozwoliła.
Kiedy czytam pismo akademickie przez konstytucyjnych teoretyków prawnych, wydaje się to w zasadzie wszyscy (konserwatyści, liberałowie, libertarianie). Czy to nie jest dziwne? Na przykład, dlaczego bardziej libertariańscy teoretycy prawni po prostu mówią: „Tak, konstytucja pozwala X, mimo że X powinien być zabroniony, i w tym zakresie konstytucja jest zła”. Dlaczego nie widzimy więcej lewicowych liberałów mówiących: „Sprawiedliwe społeczeństwo pozwoliłoby X, ale niestety nasza konstytucja zabrania X i w takim stopniu jest złą konstytucją”. Robimy Czasami Zobacz to, ale w większości ludzie każdej ideologii mają tendencję do argumentowania, że konstytucja pozwala lub zabrania dokładnie tego, co chcieliby, aby pozwolił lub zabraniał.
W ten sam sposób nie pamiętam żadnych teoretyków kontraktów społecznych, którzy argumentują: „Umowa społeczna niestety pozwala na X, które powinny być zabronione i zabrania porozumienia y, które powinny być dozwolone”. Zawsze wydaje się, że bez względu na warunki tej umowy społecznej, to tak się zdarza zawierać dokładne warunki, które najbardziej sprzyjają politycznej ideologii osoby, która kłóci się o znaczenie utrzymania umowy społecznej. Każda rzeczywista umowa z Spis treści, tak beznadziejnie nieokreślona, nigdy nie byłaby ważna wiążąca. Nie widzę powodu, dla którego hipotetyczna umowa społeczna też byłaby.