
Boże, daję Ci to, czego nie mogę już unieść.
Daję ci zmartwienia, których nie mogę uciszyć. Daję ci ból, którego nie mogę uleczyć. Zadaję ci pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć. Oddaję je w Twoje ręce. Próbowałam utrzymać wszystko w kupie sama, ale jedyne co mi to dało to załamanie. Nigdy nie prosiłeś, żebym dźwigała tak wiele, nigdy nie chciałaś, żebym czuła ten ból. Więc odpuszczam, Boże, nie z powodu porażki, ale dlatego, że ufam, że Ty poradzisz sobie z tym, czego ja nie mogę.

Widzisz ciężary, których nikt inny nie widzi — ciche niepokoje, rozczarowania, które ukrywam, myśli, które nie pozwalają mi zasnąć, nawet gdy mówię, że wszystko w porządku. Wiesz, jak zmęczone jest moje serce ciągłym próbowaniem bycia silnym, a Twoje słowo przypomina mi, że Twoja siła doskonali się w mojej słabości. Nie muszę ciągle udawać. Nie muszę tego wszystkiego dźwigać. Mogę to odłożyć i ufam, że ty to podniesiesz.
Więc oddaję Ci lęki, które mnie przytłaczają, Boże. Daję Ci relacje, które mnie wyczerpują. Daję ci sytuacje, których nie mogę już próbować kontrolować. Daję Ci sny, które nie spełniły się tak, jak tego oczekiwałem. Daję ci tych, na których boję się znów mieć nadziejęzbyt. Moje ręce są zmęczone, ale w wierze Twoje nigdy nie są.
Pomóż mi zaufać, że to, co oddaję pod Twoją opiekę, nie przepadnie; w końcu jest bezpiecznie. Naucz mnie, że poddanie się nie jest porażką. Pokaż mi, że to jest wiara. Niech twój spokój zagości tam, gdzie we mnie mieszkał niepokój. Niech Twoja obecność uciszy miejsca, gdzie ból kiedyś mówił najgłośniej. A kiedy będę miał ochotę pozbierać wszystko z powrotem, przypomnij mi delikatnie, że już to masz. Przypomnij mi, że nie muszę dźwigać tego, co nigdy nie było moje, żeby trzymać je samotnie.
Oto, Boże, to wszystko.
Daję ci to.
Ufam, że podniesiesz to, czego już nie mogę.