
Wcześnie nauczyłeś się, która wersja Ciebie jest najbezpieczniejsza dla innych – ta przyjemna, cicha, silna, ta, która nie prosi o zbyt wiele.
Stałeś się dobry w rozwadnianiu się, aby inni cię nie odrzucili, aby nikt, na kim ci zależało, nie odszedł. I gdzieś na tej drodze maska, której się trzymałeś – postać, którą odzwierciedlałeś na zewnątrz – przestała sprawiać wrażenie czegoś, co po prostu zakładasz lub odgrywasz. Zaczęło się wydawać, kim jesteś.
Bo Pan nie widzi tak, jak widzi człowiek; człowiek patrzy na wygląd zewnętrzny, ale Pan patrzy na serce.
1 Samuela 16:7
Ale Bóg nigdy nie prosił cię, abyś żył w przefiltrowanej wersji swojej duszy. Nie związał was w wierze i wierze, abyście mogli spędzać tutaj czas szukając uwagi i akceptacji. Bóg widzi poza waszymi maskami. Widzi coś więcej niż występ. Widzi poza starannie skonstruowanym obrazem, który myślałeś, że musisz ucieleśnić, aby być kochanym. Patrzy na twoje serce – na jego surowe, niestrzeżone zakamarki – i nazywa je godnym. Nazywa to całością.

Zdejmowanie maski nie jest łatwe. Czujesz się bezbronny, jeśli nie widzisz warstw, za którymi się ukrywasz, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Ale co to za bezpieczeństwo, jeśli kosztuje cię prawda? Co to za przynależność, jeśli musisz się porzucić, aby ją zachować? Relacje zbudowane na fundamencie nieprawdziwej wersji Ciebie zawsze będą sprawiać wrażenie półżywego. Zawsze będą czuć się samotni.
Bóg zawsze cenił twoje niefiltrowane serce i w związku z tym obiecał ci już miejsce na tym świecie, w którym nie musisz zarabiać na swoją wartość – gdzie będziesz świadkiem i akceptowany takim, jakim jesteś.
Nie musisz się uciszać, żeby być tolerowanym. Nie musisz się ciągle kurczyć, żeby pozostać kochanym. Nie musisz już nosić maski. W momencie, gdy go zdejmiesz, stworzysz przestrzeń dla ludzi, którzy mają pokochać prawdziwego Ciebie, aby Cię odnaleźli. Tworzysz przestrzeń dla szczerości. Tworzysz przestrzeń dla wolności. Tworzysz przestrzeń dla Boga.

Krótka modlitwa
Boże, noszę maski tak długo, że czasami zapominam, kim naprawdę jestem. Ukrywałam się za rolami, za siłą, za wersjami siebie, które zapewniały innym komfort – wersjami siebie, które trzymały mnie z dala od własnego serca. Naucz mnie ufać, że dusza, którą stworzyłeś wystarczy. Daj mi odwagę, abym odłożył te maski. Daj mi intuicję, abym rozpoznał tych, którzy potrafią trzymać się mojej prawdy. Daj mi wiarę, abym mógł odpocząć w bezpieczeństwie Twojej miłości – abym jej zaufał, abym żył jako jej odbicie, zawsze i na wieki.
Amen.