
„To, czego pragniemy, ma charakter przemieniający, a nie wiemy lub tylko nam się wydaje, że wiemy, co kryje się po drugiej stronie tej transformacji” – napisała Rebecca Solnit w swoim znakomitym Przewodnik terenowy dotyczący zagubienia się.
Pragnienie zaczyna się niewinnie – oczekiwanie na urodziny, nowy rower, świąteczny poranek; w oczekiwaniu na koniec lub rozpoczęcie roku szkolnego. Wkrótce czekamy na wielki przełom, wielką miłość, dzień, w którym w końcu będziemy odnaleźć siebie — czekając na coś lub kogoś, kto wyprowadzi nas z nudy życia takiego, jakie jest, do innej, bardziej olśniewającej krainy życia, jakie mogłoby być, jednocześnie opuszczając jedyne sanktuarium przed burzą niepewności szalejącą za zamarzniętymi oknami tu i teraz.
Nie ma żadnego znaczenia, czy wstrzymujemy oddech w oczekiwaniu na triumf, czy przygotowujemy się na tragedię. Dopóki czekamy, nie żyjemy.
Jeśli nie będziemy wystarczająco ostrożni w stosunku do pędu naszych własnych umysłów, możemy dożyć swoich dni w tej wyczekującej egzystencji bliskiej życiu.

Właśnie to Henryk James (13 kwietnia 1843 – 28 lutego 1916) bada w swojej noweli z 1903 roku Bestia w dżungliznaleziony w jego zbiorach Lepsze sortowanie (biblioteka publiczna | domena publiczna) — opowieść o człowieku, którego całe życie, od najwcześniejszych wspomnień, ożywiane było „poczuciem, że jest trzymany z powodu czegoś rzadkiego i dziwnego, być może cudownego i strasznego”, czegoś, co było przeznaczone „wcześniej czy później się wydarzyć” i, jeśli to się stanie, albo go zniszczyć, albo odmienić jego życie. Nazywa to „the coś” wyobraża sobie to jako „bestię w dżungli” czyhającą na niego i spędza życie, czekając na nią, wstrzymując się od udziału w doświadczeniach, które mogłyby mieć ten przemieniający skutek – podążając za jakimś wielkim marzeniem, ryzykując życie dla jakiejś ważnej sprawy, zakochując się.
Jest to oczywiście udramatyzowana karykatura naszej powszechnej klątwy — zdradzieckiego umysłu „gdyby tylko”, który nawiedza nas wszystkich, w ten czy inny sposób, w takim czy innym stopniu, gdy idziemy przez życie, oczekując, że następna chwila będzie zawierała to, czego ta nie zawiera, i dając nam jakiś mityczny brakujący element, który na zawsze powstrzymuje nas od ciepłego, radosnego poczucia, że wystarczy, aby uczynić nasze życie godnym przeżycia.

Jakub pisze:
Ponieważ to w Czasie miał spotkać jego los, tak też w Czasie miał się rozegrać jego los; a gdy obudził się w poczuciu, że nie jest już młody, co było dokładnie poczuciem zestarzenia się, tak jak to z kolei było poczuciem słabości, obudził się w innej sprawie. Wszystko się ze sobą łączyło; podlegali oni, on i wielka niejasność, równemu i niepodzielnemu prawu. Kiedy w związku z tym same możliwości przestały działać, kiedy tajemnica bogów osłabła, a może nawet całkowicie wyparowała, to i tylko to oznaczało porażkę. Nie byłoby niepowodzeniem być bankrutem, zhańbionym, pod pręgierzem, powieszonym; niepowodzeniem było nie być niczym.
Kiedy bohater spotyka kobietę, do której ciągnie go całą jego istotą, zaczyna spędzać z nią czas, ale ostatecznie trzyma jej serce na dystans, zbyt bojąc się ją kochać, wmawiając sobie, że chroni ją przed swoim fatalistycznym losem, nie dostrzegając, że miłość sama w sobie jest tą wielką siłą samounicestwienia i transformacji, „rzadką i dziwną” nawet jako najbardziej powszechne ludzkie doświadczenie.

Kiedy Czas zamyka możliwość, jak zawsze ostatecznie to robi, on dokonuje ostatecznego rozliczenia przy jej nagrobku:
Ucieczką byłoby pokochanie jej; Następnie, Następnie by żył. Żyła – kto może teraz powiedzieć, z jaką pasją? — skoro go pokochała dla niego samego… Bestia rzeczywiście się czaiła i Bestia wyskoczyła w swojej godzinie; zrodziło się w tym mroźnym, kwietniowym zmierzchu, kiedy blada, chora, wyczerpana, ale cała piękna i być może nawet wtedy możliwa do odzyskania, wstała z krzesła, by stanąć przed nim i pozwolić mu w niewyobrażalny sposób zgadywać. Wyskoczyło tak, jak się nie domyślał; wyskoczyło, gdy beznadziejnie odwróciła się od niego, a znak, zanim ją opuścił, spadł tam, gdzie miał spaść. Usprawiedliwił swój strach i osiągnął swój los; zawiódł, z całą dokładnością, ze wszystkiego, co miał zawieść; i jęk doszedł teraz do jego ust… To była wiedza, wiedza, pod której oddechem łzy w jego oczach zdawały się zamarzać. Mimo to próbował to naprawić i utrzymać za ich pośrednictwem; trzymał go tam przed sobą, aby mógł odczuć ból. To przynajmniej, spóźnione i gorzkie, miało coś ze smaku życia. Ale gorycz nagle go ogarnęła i wydawało mu się, że w okrucieństwie swego obrazu zobaczył, co zostało wyznaczone i dokonane, w straszny sposób. Zobaczył Dżunglę swojego życia i ujrzał czającą się Bestię; potem, gdy patrzył, dostrzegł, jak przez poruszenie powietrza, wzniósł się, ogromny i ohydny, ku skokowi, który miał go osadzić. Jego oczy pociemniały – było blisko; i instynktownie odwracając się w halucynacjach, aby tego uniknąć, rzucił się twarzą w dół na grobowiec.
Uzupełnij o Anaïs Nin jak czytanie budzi nas z transu niemal życia i Mary Oliver dalej klucz do życia z maksymalną żywotnościąa następnie ponownie odwiedź równie błyskotliwą siostrę Henry’ego Jamesa, Alice jak żyć pełnią umierając.
