200 lat artystów oddających cześć cudowi zimowego oblicza wody – Marginalista

- Kultura - 30 stycznia, 2026
200 lat artystów oddających cześć cudowi zimowego oblicza wody – Marginalista
200 lat artystów oddających cześć cudowi zimowego oblicza wody – Marginalista

Tuż przed sformułowaniem swoich rewolucyjnych praw ruchu planet i tuż po ukończeniu pierwszego na świecie dzieła science fiction, co doprowadziło jego matkę do procesu o czaryJohannes Kepler był zafascynowany geometrią kryształków lodu w śniegu. Ćwierć tysiąclecia później Michaela Faradaya wykorzystałby lód w historycznym eksperymencie, który wyjaśnił, jak działa ładunek elektryczny, wprawiając w ruch erę elektryczną, która definiuje nasze współczesne życie. Transmutacja wody w lód rzuca urok zarówno na naukowców, jak i uczniów, być może dlatego, że przejście fazowe jest tak głęboko dziwne. Niewiele rzeczy w przyrodzie jest bardziej zdumiewających, bardziej olśniewających i bardziej wprawiających w zakłopotanie zdrowy rozsądek niż zmiana stanów materii, zaburzająca nasze podstawowe intuicje na temat tego, jak świat trzyma się razem, wskazując na podstawowe prawa, dzięki którym wszechświat jest spójny. Nawet przy całej naszej nauce, dziwność przejścia fazowego jest tak nie do pokonania, że ​​zachowuje w sobie żar magii, coś tajemniczego, coś, czego naprawdę możemy dotknąć tylko dzięki najpotężniejszej technologii, jaką wymyśliliśmy, aby pomóc w pokonaniu naszego dezorientacji w życiu: sztuce. Oto pięciu artystów, których rozliczenie z lodem rzuciło na mnie urok.

Wilsona Bentleya

Wilsona Bentleya (9 lutego 1865 – 23 grudnia 1931) miał piętnaście lat, kiedy jego matka, świadoma wrażliwej ciekawości syna i artystycznych skłonności, nadwyrężyła środki rodziny, aby dać mu na urodziny mikroskop. Przez następne cztery lata, podczas gdy Walt Whitman wychwalał z tego powodu cały stan „liście trawy są nie mniejsze niż podróż gwiazd” Wilson umieścił pod mikroskopem każdą ciekawostkę, jaką mógł znaleźć: źdźbła trawy, kamyki, owady. W dniu, w którym udało mu się umieścić płatek śniegu na szklanej płycie i rozkoszować się jego mikroskopijną doskonałością, zanim się stopił, był oszołomiony. Płatki śniegu stały się jego życiem. „Cuda piękna” – nazywał je. Zaczął szkicować to, co widział przez mikroskop, ale czuł, że jego rysunki nie zdołały uchwycić całej cudowności, zanim rozpłynęła się ona w płynnym wymazaniu. Chociaż jego ojca już irytowało artystyczne odejście chłopca od pracy na roli i „zajmowanie się płatkami śniegu” zamiast wyciągania ziemniaków, Wilson jakimś cudem namówił go do zainwestowania w aparat fotograficzny.

Na kilka tygodni przed dwudziestymi urodzinami zamontował swój nowy 1,5-calowy okular mikroskopu na obiektywie swojej ogromnej kamery widokowej z całkowicie wysuniętym korpusem przypominającym harmonijkę. 15 stycznia 1880 roku Wilson Bentley wykonał swoje pierwsze zdjęcie płatka śniegu. Zahipnotyzowany pięknem rezultatu przeniósł swój sprzęt do nieogrzewanej drewnianej szopy za domem wiejskim i zaczął zapisywać swoją pracę w dwóch oddzielnych zestawach notatników – jeden wypełniony szkicami i poświęcony udoskonalaniu jego artystycznej fotomikroskopii; druga wypełniona danymi pogodowymi, uważnie monitorująca warunki, w jakich uchwycono różne płatki śniegu.

Przez czterdzieści sześć zim ten szczupły, cichy chłopiec, oczarowany cudami natury i uważny na najdrobniejsze jej przejawy, wstrzymywał oddech nad stanowiskiem z kamerą mikroskopową i brał ponad 5000 fotografie kryształków śniegu – każde z nich to przemijające arcydzieło z delikatnością kwiatu i matematyczną precyzją plastra miodu, duch doskonałości wtapiający się w szklaną płytkę w ciągu kilku sekund, wysublimowana metafora ekstazy i nietrwałości piękna, samego życia.

WILHELMINA BARNS-GRAHAM

W 1948 roku, na długo zanim stała się jedną z najsłynniejszych brytyjskich artystek modernistycznych, Wilhelmina Barns-Graham (8 czerwca 1912 – 26 stycznia 2004) dołączył do przyjaciół podczas wycieczki do Alp Szwajcarskich. Dzierżąc kilof i linę, wspinała się lodowiec za lodowcem, pod wrażeniem lodowatego ogromu i nieziemstwa gdzieś pomiędzy romantyczną wzniosłością a powieścią Juliusza Verne’a. Wróciła do domu zmieniona tym doświadczeniem i zaczęła malować. Przez prawie pół wieku nieprzerwanie abstrahowała tajemniczy urok lodowców na obrazach subtelnych i efektownych, niemal matematycznych, a jednocześnie pełnych uczuć.

Niebieski pysk, badanie lodowca1951-1978. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
Glacier Embrace 3 (wieczór)1951-1986. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
Wariacja na temat (zawieszony lód)1987. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)

Później odzwierciedliła to w katalogu wystawy Tate:

Ogromna siła i rozmiar lodowców, fantastyczne kształty, kontrast solidności i przezroczystości, wiele odbitych kolorów w mocnym świetle, ciepło słońca topniejącego i zmieniającego formy, w ciągu kilku dni cienkość może stać się dziurą, dziura wyciętym kształtem tracącym bok, kawałek może się rozpaść i spaść, przerywając ciszę ostrym trzaskiem i jego echem. Wydawało się, że oddycha!

Lodowiec1978. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
Pole lodowcowe1978. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
[Untitled: Splintered Ice]1993. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
Kryształ lodowca, Grindelwald, 1950. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
Niebieski lodowiec1978. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
Lodowiec1978. (Trust Wilhelminy Barns-Graham .)
RYOTA KAJITA

W swoim serialu Formacja lodowaurodzony w Japonii artysta mieszkający na Alasce Ryota Kajita fotografuje naturalne formacje lodowe w wodach Fairbanks na Alasce: nieziemskie wzory geometryczne utworzone przez bąbelki, które tworzą się, gdy woda w jeziorach i rzekach stopniowo zamarza od powierzchni w dół, zatrzymując w sieci krystalicznej lodu główne gazy cieplarniane, takie jak metan i dwutlenek węgla.

Pod pomysłowym przedstawieniem tego zjawiska może kryć się naukowy klucz do zmian klimatycznych — naukowcy z Alaski badają zamarznięte bąbelki, aby lepiej zrozumieć globalne ocieplenie.

ERYK HOFFNER

Od ćwierć wieku artysta Erika Hoffnera w swoim cyklu uchwycił olśniewającą, krystaliczną skórę, która wyrasta nad okrągłymi otworami wykonanymi przez rybaków pod lodem Lodowe wizje — obrazy niejednoznaczne i czarujące, przypominające Rok 1750 Thomasa Wrighta obrazkowe teorie wszechświatafirmy Rose-Lynn Fisher’s fotomikroskopia łezmgławic, kraterów i chryzantem, komórkowych i niebieskich jednocześnie, a jednak elementarnie ziemskich.

W utworze prozatorskim, który sam w sobie jest dziełem sztuki, pisze:

Nasz świat jest z natury dziki, niszczy i tworzy na nowo w procesie, który może wydawać się przypadkowy, ale w praktyce jest wyważony, metodyczny i imponujący. Moją inspiracją jest poszukiwanie tej dziczy, aby zrozumieć i wyrazić jej nieokiełznaną naturę, dziką obojętność i uporządkowane piękno.

[The] seria dokumentuje efemeryczne formacje stworzone przez rybaków pod lodem we współpracy z siłami żywiołów. Dziury wycięte przez rybaków w jeziorze zamarzają ponownie w ciągu nocy, tworząc żyzny grunt dla dzikiej, artystycznej strony natury. Te idealnie wyostrzone kręgi stają się światami jednocześnie międzygwiezdnymi i komórkowymi: w porannym świetle, z maleńkimi bąbelkami umocowanymi od dołu w niemal magiczny sposób w miejscu wśród nowych centymetrów lodu, sceny te ożywają jako oczy, galaktyki, gwiazdy lub mitochondria, gdy zostaną odwzorowane z drobnymi szczegółami w czerni i bieli.

MEGHAN RIEPENHOFF

Dawno temu, odwiedzając szklane klisze fotograficzne mgławic i konstelacji w archiwach Obserwatorium Harvard College, ogarnęło mnie palpitacje paradoksu – tego, jak naszym zdaniem fotografia unieśmiertelnia, podczas gdy jego korzenie tkwią w działaniu odwrotnym: uczynienie z ulotnego iluzji wieczności, zrównanie nas z krawędzią naszej własnej przemijania, gdy z trudem łapiemy oddech piękno dawno martwych kwiatów i spójrz na światło dawno martwych gwiazd.

W swoim zapierającym dech w piersiach projekcie Lódartysta Meghann Riepenhoff zarówno celebruje, jak i obala ten paradoks czasowości w swoich oszałamiających cyjanotypicznych odciskach formacji lodu, podczas których spędziła cztery lata brodząc w lodowatej wodzie na całej tej bladoniebieskiej kropce – od stawu Walden po Sekwanę i górskie potoki w starodrzewiach zachodniego Waszyngtonu – aby uchwycić jeden z najbardziej surrealistycznych aspektów rzeczywistości: zapadającą w pamięć alchemię przejścia fazowego.

W ramach tej wyjątkowej współpracy człowieka z krajobrazem przeciągnęła arkusze papieru fotograficznego wielkości koca pokrytego żelazicyjankiem potasu i cytrynianem żelazowo-amonowym – związkami wrażliwymi na niebieską część widma wpadającą w ultrafiolet, wywoływaną i utrwalaną jedynie przez wodę i światło słoneczne – aby wyłonić się z nieziemskich obrazów wyraźnych sieci krystalicznych i pierzastych fraktali: płyn staje się stały i staje się cudem.

Z jej grafik emanuje rodzaj magicznego realizmu — patrzysz na te lodowate wody, ten znak rozpoznawczy naszego błękitnego świata, i widzisz atmosferę innych planet, upierzenie ptaka z jakiegoś nieodkrytego raju, hieroglify jakiejś starożytnej cywilizacji kodujące elementarną mądrość, o której dawno zapomnieliśmy.

Sercem tego wszystkiego jest wielowarstwowa medytacja nad czasem i transformacją, nad subtelnym tańcem pomiędzy płynnością i solidnością, który może być najwyższą sztuką życia, nad tym, jak coś, stając się innym, może stać się pełniejszym sobą.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x