
Jaźń to opowieść o tym, dlaczego jesteś sobą — wybiórcza opowieść o niezliczonych przypadkowych zdarzeniach między narodzinami wszechświata a tą chwilą: atomy łączą się w taki, a nie inny sposób, rodzice łączą się z jednym partnerem, a nie innym, wartości wiążące cię z taką, a nie inną kulturą. Wobec tej całkowitej braku wyboru zmiennych, które każdy z nas losował z kosmicznej loterii – naszych pigmentów, naszych neuroprzekaźników, naszej placówki w przestrzeni i czasie – przywiązywanie się do historii i jej produktów ubocznych: opinii, tożsamości, absolutyzmów staje się wręcz absurdalne. Zbawiennym eksperymentem myślowym jest spędzenie jednego dnia z wyobrażeniem sobie, że którakolwiek z tych zmiennych spadła o jedną tysięczną stopnia w innym miejscu na płaszczyźnie możliwości – nagle osobą, która przeżywa twój dzień, nie jesteś ty.

W niej niezwykły manifest na rzecz wyraźniejszego widzeniaIris Murdoch zauważyła:
Jaźń, miejsce, w którym żyjemy, jest miejscem iluzji. Dobro wiąże się z próbą dostrzeżenia tego, co nie jest sobą… przebicia zasłony egoistycznej świadomości i połączenia się ze światem takim, jaki jest naprawdę.
Przez tysiąclecia cała filozofia Wschodu i mnóstwo innych starożytnych tradycji uczyniły rozwiązanie tej iluzji – bolesne, kłopotliwe i dezorientujące rozwiązanie – wielkim osiągnięciem istnienia. Dla tych, którzy przez urodzenie trafili na współczesny Zachód, gdzie samotność targa się swoimi wspaniałymi roszczeniami do autorstwa, ciągłe kwestionowanie historii tego, kim jesteśmy – tej garści niewybranego pyłu gwiezdnego pożyczonego na krótko z wszechświata – jest aktem kontrkulturowej odwagi wymagającym wyjątkowego oddania i dyscypliny.
Na długo przed teorią prawdopodobieństwa, przed odkryciem grawitacji, genetyki i ogólnej teorii względności, przed przytłoczeniem dwóch bilionów galaktyk mieszczących niezliczone światy, wizjoner Błażeja Pascalaktóry nie dożył czterdziestki, ale swą jasnością myślenia dotykał epok, wzorował się na tej odwadze, przecinając z niezwykłą precyzją zasłonę iluzji:
Kiedy pomyślę o krótkim czasie trwania mojego życia, pochłoniętego w wieczności przed i po, o małej przestrzeni, którą zajmuję, a nawet o tym, co widzę, pogrążonej w nieskończonym ogromie przestrzeni, o których nic nie wiem i które nic o mnie nie wiedzą, jestem przerażony i zdumiony, że jestem raczej tu niż tam, bo nie ma powodu raczej tu niż tam, dlaczego teraz niż wtedy.
Nie ma powodu, żebyś tu był, żebyś był sobą. Być może jednak po rozumie pozostaje miłość – materia, istota nas, która raz po raz przeważa nad antymaterią przypadku, sprawiając, że życie drży życiem. Podobnie jak samo życie, miłość jest afirmacją nieprawdopodobnego, zagnieżdżonego, zawsze zagnieżdżonego, możliwego.
„To, co po nas przetrwa, to miłość” napisał Filipa Larkina.
Nie – miłość to po prostu sposób, w jaki możemy przetrwać kosmiczną bezradność, wynikającą z narodzin.

dawanie = kochanie
Od siedemnastu lat co miesiąc spędzam setki godzin i tysiące dolarów na komponowaniu Marginalista (Który nosił przestarzałe imię Zbiórki mózgów przez pierwsze piętnaście lat). Pozostał darmowy, wolny od reklam i żywy dzięki patronatowi czytelników. Nie mam personelu, stażystów, asystentek – to całkowicie jednoosobowa praca z miłości, która jest także moim życiem i źródłem utrzymania. Jeśli ta praca w jakikolwiek sposób uczyni Twoje życie bardziej znośnym, rozważ podanie pomocnej dłoni darowizna. Twoje wsparcie robi różnicę.
biuletyn
Marginalista ma bezpłatny cotygodniowy biuletyn. Ukazuje się w niedziele i oferuje najbardziej inspirującą lekturę tygodnia. Oto czego się spodziewać. Tak jak? Zapisać się.