
Trudno wiedzieć, dlaczego tu jesteśmy, co możemy zrobić z przemijaniem, na który nie możemy nic zrobić, jak możemy wypełnić znaczeniem każdy pożyczony atom materii. Trudno nie brać za pewnik odpowiedzi przekazanych nam przez naszą kulturę, naszych rodziców, naszych rówieśników i naszych bohaterów. Są takie rzadkie chwile – w przypadku Virginii Woolf to się zdarzało w ogrodzie; dla Thicha Nhat Hanha, w bibliotece; dla Fernando Pessoi, przy biurku — kiedy coś wstrząsa tobą i budzisz się, a kątem oka dostrzegasz to znaczenie. Drżysz z dreszczyku emocji i przerażenia, gdy dotknąłeś bijącego serca rzeczywistości, a potem ponownie zasypiasz i wracasz do swojego codziennego życia. Wielkim wyzwaniem i wielkim triumfem jest budzenie tej części ciebie, która zna i zawsze znała prawdę o tym, co to znaczy żyć.
W Praktyczny mistycyzm (biblioteka publiczna | domena publiczna) — jej stuletni przewodnik terenowy po doświadczeniu mistycznym bez religii, produkt „zwykłej kontemplacji” wypływającej z samej istoty ludzkiej natury, dostępny dla wszystkich — angielska poetka, powieściopisarka, mistyczka i działaczka pokojowa Evelyn Underhill (6 grudnia 1875 – 15 czerwca 1941) bada, w jaki sposób dochodzimy do objawienia rzeczywistości, tej nieuchwytnej wiedzy o najgłębszej prawdzie, której sercem jest samowiedza.

Zawsze zaczyna się od chwili, nagłej i orzeźwiającej, kiedy wychodzi na jaw „wrodzona głupota twojego żarliwego pogoni za rzeczami nietrwałymi”, pozostawiając cię „twarzą w twarz z tym strasznym objawieniem dysharmonii, nierzeczywistości i wewnętrznego zamętu”. Underhill pisze:
Twoja uroczysta koncentracja na grze polegającej na dotarciu do celu… nie ustaje. Wciąż i wciąż do tego powracasz. Jeśli chcesz dostosować się do swojej nowej wizji świata, potrzeba czegoś więcej niż realizacji. Ta gra, w którą grałeś tak długo, ukształtowała cię i uwarunkowała, rozwinęła pewne cechy i percepcje, pozostawiając resztę w zawieszeniu: tak że teraz, nagle poproszony o grę w inną, która wymaga świeżych ruchów, czujności innego rodzaju, twoje mięśnie mentalne są nieuchwytne, twoja uwaga nie reaguje. Nie przyda się tutaj nic innego, jak drastyczna przebudowa charakteru, którą mistycy nazywają „oczyszczeniem”, czyli drugi etap szkolenia ludzkiej świadomości do uczestnictwa w Rzeczywistości.
Wielką tragedią świadomości jest nierzeczywistość jaźni – zmarszczki na powierzchni duszy, nieczułe na jej oceaniczną bezmiar. Spotykamy się jako powierzchnie, ale pragniemy spotkać się jako dusze. (Jest powód, którego szukamy bratnie dusze a nie towarzysze.) Pokolenie przed rozważaniami Virginii Woolf jak usłyszeć duszę poprzez gadaninę siebie i dziesięć lat przed tym, jak Hermann Hesse dał nam swoją ponadczasową receptę odkrycie duszy pod sobąUnderhill opisuje, co dzieje się w tych zawsze dezorientujących momentach dotykania nagiego ciała życia pod kostiumem siebie:
Nie chodzi tylko o to, że twój intelekt zasymilował się, zjednoczył z powierzchownym i nierealnym spojrzeniem na świat. Dużo gorzej: twoja wola, twoje pragnienia, suma twojej energii została obrócona w złą stronę, zaprzężona w niewłaściwą maszynę. Przyzwyczaiłeś się do myśli, że chcesz lub powinieneś chcieć pewnych bezwartościowych rzeczy, pewnych konkretnych pozycji… Przyzwyczajenie trzyma cię w swoich łańcuchach. Nie jesteś wolny. Przebudzenie zatem twojej głębszej jaźni, która nie zna nawyków i nie pragnie niczego innego, jak tylko swobodnej korespondencji z Rzeczywistością, od razu budzi cię na fakt dysharmonii pomiędzy prostymi, ale nieubłaganymi tęsknotami i instynktami pogrzebanego ducha, które teraz zaczynają się utwierdzać w twoich godzinach medytacji – wypychając jakby w stronę światła – a różnymi zmiennymi, ale uporczywymi tęsknotami i instynktami powierzchniowego „ja”. Pomiędzy tymi dwoma nie jest możliwy pokój: na każdym kroku są ze sobą sprzeczne… Niespokojne wahanie uwagi pomiędzy dwoma niezgodnymi ideałami, naprzemienne przekonanie, że jest coś złego, przewrotnego, trującego w życiu takim, jakim zawsze je prowadziłeś, i coś beznadziejnie eterycznego w życiu, którym pragnie żyć twój najskrytszy mieszkaniec – te nieprzyjemne doznania stają się coraz silniejsze. Najpierw potwierdza się jedno, potem drugie. Wahasz się żałośnie pomiędzy ich atrakcjami a ich żądaniami; i nie zazna spokoju, dopóki te roszczenia nie zostaną spełnione i pozorny sprzeciw między nimi nie zostanie rozwiązany.

Ponieważ narastanie napięcia powyżej punktu tolerancji zajmuje lata, crescendo tego konfliktu często wyraża się w następujący sposób: kryzys wieku średniego. Underhill opisuje moment, w którym wszystko się rozpada, aby się rozbić:
Powierzchniowe ja, pozostawione przez tak długi czas w niekwestionowanym posiadaniu świadomego pola, urosło w siłę i przytwierdziło się niczym skała do skały oczywistości; chętnie wymieniając wolność na pozorne bezpieczeństwo i budując, z wyboru spośród bardziej konkretnych elementów oferowanych jej przez bogaty strumień życia, obronną skorupę „stałych idei”. Nie ma sensu mówić uprzejmie do skałoczepa. Musisz odłączyć go główną siłą. To stare, wygodne życie, chronione twardą skorupą przed żywymi wodami morza, musi teraz dobiec końca.
W testamencie siła załamań jako siła wyjaśniająca autentycznośćdodaje:
Jakiś konflikt – zerwanie ze starymi przyzwyczajeniami, starymi poglądami, starymi uprzedzeniami – jest dla ciebie nieunikniony; oraz decyzja co do formy, jaką muszą przyjąć nowe dostosowania… Jego głównymi składnikami są odwaga, jedność serca i samokontrola… Dzięki pilnej samodyscyplinie ta postawa umysłu, którą mistycy nazywają czasem ubóstwem, a czasem doskonałą wolnością – bo to są dwa aspekty jednej rzeczy – stanie się dla was możliwa. Wspinając się na górę samowiedzy i odrzucając po drodze zbędny bagaż, w końcu dotrzesz do punktu, który nazywają szczytem ducha; gdzie różne siły twojego charakteru – brutalna energia, bystry intelekt, pragnące serce – przez długi czas rozproszone wśród tysiąca małych pragnień i preferencji, łączą się w jedną i stają się silnym i zdyscyplinowanym narzędziem, za pomocą którego twoje prawdziwe ja może wpychać ścieżkę coraz głębiej w serce Rzeczywistości.
Poprzez ten proces „uproszczania swojego splątanego charakteru”, poprzez „jego stopniowe uwalnianie się z okowów nierzeczywistości”, docierasz do siebie – „agentu wszystkich twoich kontaktów z Rzeczywistością”. „Odnalazłeś siebie”, Underhill pisze w pozostałej części swojego tekstu całkowicie odkrywczo Praktyczny mistycyzmto zanurzyć się pod „całym tym płynnym pozorem, tą ruchliwą, niestabilną świadomością z jej nastrojami i obsesjami, jej gorączkowymi zmianami zainteresowań i apatii, jej konfliktami i irracjonalnymi impulsami, które nawet psychologowie mylą z Tobą”. Tylko wtedy możesz odkryć „swoje najskrytsze sanktuarium”, a w nim „istotę nie do końca praktyczną… tak obcą twojej powierzchniowej świadomości, a jednak znajomą jej i ciągłą z nią” – istotę, którą rozpoznajesz jako najprawdziwszego siebie, abyś mógł (zapożyczyć zdanie od jeden z najwspanialszych wierszy, jakie kiedykolwiek napisano) „pokochaj ponownie nieznajomego, który był tobą”.
