
Dziś rano obudziłam się i nie do końca czułam się sobą. Jasne, bolało mnie gardło i trochę zatkany nos, ale poza tym odczuwałem ból w klatce piersiowej. Poczułem się niegodny. Poczułem się niezdecydowany. Poczułam się, z braku lepszego opisu, po prostu wyłączony.
Nie wiem, czy kiedykolwiek ci się to przydarzy – w jednej chwili jesteś w porządku, a potem myślisz o tym, w jaki sposób nie dorównujesz sobie, porównujesz się do obrazów i ludzi wokół ciebie, albo nagle mówisz sobie, że nie jesteś wystarczający – ale tam byłem, czując wszelkiego rodzaju poczucie braku połączenia ze sobą, moim duchem, moim Bogiem.
Chciałem po prostu zamknąć oczy i zacząć od nowa. Chciałem pójść na długi spacer, żeby oczyścić głowę. Chciałem coś zrobić, cokolwiek, żeby przestać myśleć o wszystkich rzeczach, które robiłem nie tak. Chciałam ukryć swój bałagan – przed wszystkimi wokół, przed Bogiem, nawet przed sobą – udawać, że to się nie wydarzyło, żeby nie czuć się tak cholernie okropnie.

Ale wtedy przypomniałam sobie prawdę o moim kochającym Ojcu: On widzi Ja. Widzi mój bałagan, mój ból, moją niepewność i moje wątpliwości. I kocha mnie pomimo tych rzeczy. Tak jak On to robi dla ciebie.
Czasami myślę, że jesteśmy tak pochłonięci sprawami tego świata. Chcemy być najlepsi, mieć to, co najlepsze, wyglądać najlepiej, czuć się najlepiej. Nie oczekujemy niczego innego niż doskonałości – od siebie, od ludzi, których kochamy, od tego, co robimy. I tak dużo czasu spędzamy w pogoni za tym ideałem, że zapominamy o zwolnieniu i przypomnieniu sobie, jak „wystarczająco” naprawdę mamy i jak bardzo jesteśmy.
Gonimy, biegniemy, walczymy ze wszystkim, próbując zrozumieć nasz cel, tożsamość i cele. Czasem kręcimy się w kółko do tego stopnia, że zapominamy, że można nie być najlepszym lub mieć wszystko przemyślane. Nie ma nic złego w tym, że po prostu Byćzwolnić, brać to jeden dzień na raz.
I w tym momencie znajduję się teraz – porównuję, za dużo myślę, czuję, że muszę coś zrobić i być czymś więcej niż tylko tym, gdzie i kim jestem, albo że muszę to wszystko zrobić sam. Ale to nieprawda.

Nasza wartość nie opiera się na tym, co zdobyliśmy lub co zdobyliśmy, ani na tym, gdzie stoimy w porównaniu z kimś obok nas. Nasza wartość leży w naszym Ojcu Niebieskim.
Nie ma znaczenia, czy nie odkryłem jeszcze, dokąd zmierzam ani co dokładnie chcę robić. Nie ma w tym nic złego, jeśli moim celem nadal jest to mylące pytanie, nad którym zastanawiam się późno w nocy. Nie ma w tym nic złego, jeśli nadal poszukuję lub czasami budzę się po niewłaściwej stronie łóżka i zastanawiam się, co to wszystko znaczy.
Nie powinniśmy być doskonali – jesteśmy ludźmi. Ale myślę, że czasami o tym zapominamy. Myślę, że czasami staramy się wziąć wszystko na swoje barki, wziąć na siebie wszystko, Być wszystko, zamiast pamiętać, że Jezus już dźwigał za nas nasze ciężary. I nie możemy zrobić ani powiedzieć nic, co mogłoby odwrócić Jego niekończącą się miłość do nas.
To zabawne, bo przez większą połowę dzisiejszego poranka czułem się, jakbym był w rozsypce. Wątpiłem w swój cel, wątpiłem w siłę Boga, czułem się nieswojo, zamiast skupiać się na wszystkim, co mam. Jakie to wyczerpujące. Ale prawda jest taka, że Bóg już wiedział, już widział te zmartwienia w moim sercu. Wiedział już, że będę kręcił się w kółko, porównując i czepiając się szczegółów, zamiast się modlić i pozwolić Mu mówić prawdę.
I to jest najzabawniejsze w wierze, prawda? Uważamy, że będzie łatwiej. Ale prawda jest taka, że niezależnie od tego, jak „dobrymi” chrześcijaninami staramy się być, nadal cholernie trudno jest nam to osiągnąć. zaufanieDo puścićDo pozwól Mu.
Ale Bóg widzi twój bałagan. Widzi dni, w których budzisz się z wątpliwościami, a noce, w których topisz swój umysł nienawiścią do siebie. Widzi Twoje błędy i chwile niepowodzeń. A jednak żadna z tych rzeczy nigdy nie zmieni tego, co On o tobie myśli.
Jesteś Jego dzieckiem. I żadne wątpliwości ani bałagan tego nie zmienią.

Pragnie, abyś sięgnął ku Niemu. Aby się pocieszyć Jego słowo. Zaufać, nawet gdy świat wiruje w kółko. Odpuścić to, czego nie możesz kontrolować i wiedzieć, że na koniec dnia On będzie o ciebie walczył. I nigdy nie musisz walczyć sam.