
z poczekaj,-ja-rozmawiam dział
Jednym z niefortunnych skutków bycia ogólnie nie do zniesienia jest to, że wiele osób nie chce być z tobą w żaden sposób kojarzone. A kiedy oboje jesteście nie do zniesienia i tak się składa, że jesteście amerykańską postacią polityczną, która wywołuje największe podziały we współczesnej historii, tym bardziej. I z pewnością dlatego podczas obu kampanii prezydenckich Donalda Trumpa powszechną praktyką stało się składanie przez artystów muzycznych skarg na „nieuprawnione” wykorzystanie ich muzyki podczas wydarzeń związanych z kampanią.
Ponieważ w przeszłości na tej stronie pojawiały się miliony postów, wiele skarg artystów jest bezpodstawnych. Często wykorzystanie danej muzyki było dozwolone na podstawie ogólnych licencji na występy posiadanych przez obiekty, w których odbywały się wiece. Chociaż powinno być oczywiste, że najlepszą praktyką byłoby, gdyby kandydaci tacy jak Trump starali się o pozwolenie na wykorzystanie muzyki tylko po to, aby uniknąć publicznych skarg i sprzeciwu w związku z tym wykorzystaniem, w takich przypadkach nie można mieć żadnych rzeczywistych roszczeń dotyczących praw autorskich. Dużo ludzi zrozum to źle.
Zapętlenie następuje w przypadku nagrań dźwiękowych przed 1972 rokiem. Oto jak Mike opisał to wszystko w 2016 roku.
Prawo autorskie jest tak schrzanione, że faktycznie może zaistnieć przypadek, w którym prawo wymaga pozwolenia. I ma to związek z nagrania dźwiękowe sprzed 1972 roku. Jeśli czytasz Techdirt od dłuższego czasu, wiesz, że omawialiśmy tę kwestię w przeszłości wiele razy. Historycznie rzecz biorąc, chociaż kompozycje były objęte prawami autorskimi, zgodnie z ustawą o prawie autorskim z 1909 r. nagrania dźwiękowe nie. Doprowadziło to do powstania mozaiki przepisów stanowych (i prawa zwyczajowego), które stworzyły specjalne formy praw autorskich na poziomie stanowym. Ostatecznie nagrania dźwiękowe zostały objęte federalnym prawem autorskim, ale dotyczyło to tylko utworów nagranych po 14 lutego 1972 roku. Dzieła nagrane wcześniej nie podlegają federalnemu prawu autorskiemu, ale w zasadzie pozostają jedynymi rzeczami podlegającymi tym stanowym prawom autorskim (Ustawa o prawie autorskim z 1976 r. w zasadzie zniosła stanowe prawa autorskie we wszystkim oprócz tej jednej drobnej rzeczy).
Sprawa nie jest taka prosta, bo nic w tej konkretnej kwestii nie jest proste. Jednak na podstawie przynajmniej Niektóre z orzeczeń w sprawach dotyczących praw autorskich do nagrań dźwiękowych sprzed 1972 r. federalne prawo autorskie w ogóle nie ma zastosowania do tych utworów (inne opinie sądów wyszły inaczej). Istnieje zatem argument, że wymogi dotyczące ogólnych licencji na nagrania dźwiękowe sprzed 1972 r. mogą nie mieć zastosowania, ponieważ wykorzystanie nagrania dźwiękowego może wymagać specjalnej licencji na publiczne odtwarzanie od właściciela praw autorskich
I tak teraz od około dziesięciu lat sądy próbują to rozwiązać. Wyniki spraw sądowych są tak samo niejednolite, jak przepisy stanowe określające ich wyniki. Jeśli dodać do tego wszystkiego, nawet niektóre licencje ogólne, takie jak ASCAP, obejmują rezygnację z kampanii politycznych i tym podobnych, łatwo jest popełnić wszelkiego rodzaju błędy.
Błędy tak naprawdę nie wyjaśniają jednak wysypki artystów narzekających na użycie Trumpa. Prawdę mówiąc, przechodził przez to tyle razy, że wydaje się oczywiste, że jemu i jego ludziom po prostu nie zależy na uzyskaniu pozwolenia. Wątpię, czy w ogóle zastanawiali się, czy jest taka potrzeba. Ciężar zrozumienia, jakie licencje są potrzebne, z pewnością spoczywa na ich barkach i na nikim innym. W ten sposób zdobędziesz Pharrella klaskanie w odpowiedzi w sprawie wykorzystania przez Trumpa jego muzyki podczas szalonego wiecu wkrótce po tym, jak nacjonalista zamordował 11 osób w Pittsburghu (miejsce nie miało licencji od wybranego przez artystę zarządzania prawami). Albo jego kampania, w której przegrał pozew o prawa autorskie Eddy’ego Granta za wykorzystanie jego muzyki w filmie kampanii.
A teraz jest to także sposób na nakłonienie kampanii Trumpa do rozstrzygnięcia sporu wniesionego przez majątek Isaaca Hayesa nad piosenką, której jest współautorem, Poczekaj, nadchodzęw wykonaniu Sama i Dave’a.
Syn Hayesa i zarządca majątku, producent muzyczny Izaak Hayes IIImówi w poniedziałek (23 lutego) Oświadczenie na Instagramie że pozew „został wspólnie rozstrzygnięty i jesteśmy zadowoleni z wyniku”. Warunki finansowe ugody nie zostały ujawnione.
„Ta uchwała to coś więcej niż tylko zamknięcie kwestii prawnej” – pisze Hayes III w swoim oświadczeniu. „Potwierdza znaczenie ochrony praw własności intelektualnej i praw autorskich, szczególnie w odniesieniu do dziedzictwa, własności i odpowiedzialnego korzystania z dzieł kreatywnych”.
Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że chciałbym podyskutować nad większością tego, co pojawia się w cytacie z Hayesa III, ale to już zupełnie inna sprawa. Zamiast tego skupiam się na dwóch niezaprzeczalnych rzeczywistościach. Po pierwsze, chaos, który powstał w związku ze starszymi nagraniami piosenek sprzed 1972 roku, jest szalony, skomplikowany i niepotrzebnie zawiły. Ktokolwiek uważał, że takie ustawienie jest dobrym pomysłem, powinien zostać umieszczony w placówce pod stałą opieką.
Po drugie, pomimo powyższej skargi Trump prawie na pewno dopuścił się naruszenia praw autorskich. Przeżył ich wystarczająco dużo, że z łatwością mógł powiedzieć swoim ludziom, żeby po prostu zdobyli odpowiednie pozwolenia na jakąkolwiek muzykę odtwarzaną na jego małych wiecach propagujących faszyzm. Chociaż warunki ugody pozostają nieujawnione, co zawsze jest denerwujące, widziałem ich wystarczająco dużo, aby móc czytać między wierszami. W posiadłości Hayesów spłynęło co najmniej pół litra krwi.
Czy nie byłoby łatwiej pozyskać artystów, którzy Cię lubią, aby pozwolili Ci grać swoją muzykę na Twoich imprezach, Donald? Na tym emocjonalnym występie w przerwie meczu było co najmniej kilku artystów, których nikt nie oglądał, a można było wybierać.
Zapisano pod: prawo autorskie, Donald Trump, Izaak Hayes, koncesjonowanie, nagrania dźwiękowe sprzed 1972 roku, Sam i Dave, osada