
Mówiąc najprościej: to podczas przejścia fazowego — kiedy temperatura i ciśnienie układu przekraczają granicę, jaką układ może wytrzymać, a materia zmienia się z jednego stanu w drugi — układ jest najbardziej giętki, najbardziej możliwy. Ten chaos cząstek, który upłynnia ciała stałe i odparowuje ciecze, jest po prostu twórczą siłą, dzięki której odnajduje się nowy porządek o bardziej stabilnej strukturze. Świat nie istniałby bez tych destrukcyjnych przemian, podczas których wszystko zdaje się się rozpadać entropia zdaje się, że ma ostatnie słowo. A jednak oto jest, solidny pod naszymi żywymi stopami – stopami, które dźwigają systemy wartości, systemy zdrowego rozsądku, równie podatne na wstrząsy związane z przejściem fazowym, a jednocześnie równie odporne, ocalone także przez niepohamowaną siłę twórczą, która tworzy porządek, tworzy piękno, tworzy nową i silniejszą strukturę możliwości z chaosu takich czasów.

Kultury i cywilizacje mają tendencję do przeceniania stabilności swoich państw, tylko po to, by regularnie ulegać rozkładowi pod wpływem wewnętrznych nacisków i napięć, które są zbyt duże, aby system mógł je utrzymać. A jednak zawsze są w nich ci, którzy wyłapują z chaosu twórczą siłę, aby sobie wyobrazić, a w akcie wyobrażania, aby wywołać efekt, przejście fazowe do innego stanu.
Nazywamy tych ludzi artystami — ci, którzy nigdy nie zapominają, że tylko to, co możemy sobie wyobrazić, ogranicza lub wyzwala to, co możliwe. „Społeczeństwo musi zakładać, że jest stabilne” – napisał James Baldwin licząc się z ogromnym procesem twórczym, jakim jest ludzkość„ale artysta musi wiedzieć i musi nam dać znać, że pod niebem nie ma nic stałego”. W niestabilności możliwość; w chaosie elementy silniejszej struktury.
Sto lat temu, zawieszony między dwiema wojnami światowymi, Hermanna Hessego (2 lipca 1877 – 9 sierpnia 1962) w swojej powieści rozważał dziwną siłę i możliwość takich społecznych przejść fazowych Wilk stepowy (biblioteka publiczna). pisze:
Każdy wiek, każda kultura, każdy zwyczaj i tradycja ma swój własny charakter, swoją słabość i swoją siłę, swoje piękno i brzydotę; akceptuje pewne cierpienia jako rzecz oczywistą, cierpliwie znosi pewne zło. Życie ludzkie sprowadza się do prawdziwego cierpienia, do piekła, dopiero wtedy, gdy nakładają się na siebie dwie epoki, dwie kultury i religie. Człowiek epoki klasycznej, który musiał żyć w czasach średniowiecza, udusiłby się żałośnie, tak jak dzikus w środku naszej cywilizacji. Czasami zdarza się, że całe pokolenie zostaje w ten sposób uwięzione pomiędzy dwoma wiekami, dwoma sposobami życia, w wyniku czego traci całą zdolność rozumienia siebie i nie ma żadnych standardów, żadnego bezpieczeństwa, żadnego prostego przyzwolenia.
My także żyjemy obecnie w takim świecie, ponownie uwięzieni pomiędzy dwoma epokami, zagubieni i skonfliktowani, duszący i cierpiący. Mamy jednak potężny instrument samorozumienia, pozwalający przełamać zamieszanie i wyciągnąć z tych cywilizacyjnych przejść fazowych nowe i silniejsze struktury możliwości: ducha twórczego.
Hesse zauważa, że artyści odczuwają te bolesne niestabilności głębiej niż reszta społeczeństwa i bardziej niespokojnie, i z tego niepokoju tworzą koła ratunkowe, które nas ratują, koła ratunkowe, które nazywamy sztuką. Upierała się tak sto lat wcześniej Toni Morrison, która przeżyła kolejny wstrząs „to jest dokładnie czas, kiedy artyści idą do pracy”, Hesse nalega, aby artyści pielęgnowali dobroć ducha ludzkiego „z taką siłą i nieopisanym pięknem”, aby „był on tak wysoko i olśniewająco rzucony nad szerokie morze cierpienia, że jego światło, rozprzestrzeniając swój blask, swoim czarem dotykało także innych”.

Często zajmują się żywieniem wielkim kosztem osobistym. Zastanawia się, co to znaczy i czego wymaga bycie artystą:
Zamiast tego wyruszysz w dłuższą, bardziej męczącą i trudniejszą drogę życia. Będziesz musiał wielokrotnie pomnożyć swoją podwójną istotę i jeszcze bardziej skomplikować swoje zawiłości. Zamiast zawężać swój świat i upraszczać swoją duszę, będziesz musiał wchłaniać coraz więcej świata i w końcu chłonąć go w swojej boleśnie rozszerzonej duszy, jeśli kiedykolwiek chcesz znaleźć spokój.
Większość ludzi, ubolewa Hesse, obserwując swoich współczesnych, zostaje zamiast tego „okradziona ze spokoju ducha i lepszych uczuć” przez gazety, które czytają codziennie – media społecznościowe jego czasów – za pośrednictwem których światowi handlarze władzą manipulują naszą wyobraźnią na temat tego, co możliwe. „Końcem i celem tego wszystkiego” – prorokuje – „jest ponowne rozpoczęcie wojny, kolejnej wojny, która zbliża się coraz bardziej i będzie o wiele straszniejsza niż poprzednia”.
To właśnie się stało. Nadeszła następna wojna, najponursza jak dotąd na świecie — przejście fazowe, które prawie zniszczyło każdą cząstkę ludzkości. A jednak coś pozostało, poruszając się – ta sama twórcza siła, która z chaosu uczyniła nową erę możliwości, o których wcześniej nie marzyliśmy: prawa obywatelskie i wyzwolenie kobiet, panele słoneczne i antybiotyki, Sto lat samotności i Ninę Simone.
Po drugiej stronie ruin tej wojny inny myśliciel o niezwykłej głębi i wrażliwości rozważał rolę artysty i sztuki w upadku i rekonfiguracji cywilizacji. W przemówieniu z 1949 r. przed Amerykańską Akademią Sztuki i Literatury, później włączonym do jego kolekcji Dwa wiwaty dla demokracji (biblioteka publiczna), angielski pisarz, eseista i prezenter telewizyjny EM Forstera (1 stycznia 1879 – 7 czerwca 1970) celebruje stabilizującą siłę sztuki w czasach niespójności i niezgody:
Dzieło sztuki… to jedyny obiekt materialny we wszechświecie, który może posiadać wewnętrzną harmonię. Wszystkie pozostałe zostały dociśnięte do kształtu z zewnątrz i po usunięciu formy zapadają się. Dzieło sztuki broni się samo i nic innego. Osiąga coś, co społeczeństwo często obiecuje, ale zawsze w złudny sposób. Starożytne Ateny narobiły bałaganu – ale Antygona wstaje. Renesansowy Rzym narobił bałaganu, ale sufit Sykstyny został pomalowany. James, narobiłem bałaganu – ale tak było Makbet. Ludwik XIV – ale był Fedra. Sztuka… to jedyny uporządkowany produkt, który wyprodukowała nasza zagmatwana rasa. To krzyk tysiąca strażników, echo tysiąca labiryntów; to latarnia morska, której nie da się ukryć.

Ponieważ sztuka jest przeciwieństwem niszczycielskich sił rozdzierających społeczeństwo, artysta — jest obdarzony osobista i polityczna siła wrażliwych – niezmiennie będą mieli tendencję do bycia outsiderem w społeczeństwie, w którym się urodzili. Dziesięć lat przed tym, jak Auden to zauważył „Samo stworzenie dzieła sztuki samo w sobie jest aktem politycznym” zanim Iris Murdoch to zauważyła „tyrani zawsze boją się sztuki, ponieważ tyrani chcą wprowadzać w błąd, podczas gdy sztuka ma tendencję do wyjaśniania” Forster pisze:
Jeśli nasze obecne społeczeństwo rozpadnie się – a kto ośmieli się prorokować, że tak się nie stanie? — [the figure of the artist] staną się jaśniejsze: Cygan, outsider, pasożyt, szczur – jedna z tych postaci, które obecnie nie pełnią żadnej funkcji ani w świecie pełnym wojen, ani w pokoju. Być może nie jest to godne bycia szczurem, ale wiele statków tonie, co też nie jest godne — urzędnicy nie zbudowali ich należycie. Ja sam wolałbym być pływającym szczurem niż tonącym statkiem – w każdym razie mogę się trochę dłużej rozglądać – i pamiętam, jak jeden z nas, szczur o szczególnie bystrych oczach, imieniem Shelley, pisnął: „Poeci są nieuznanymi ustawodawcami świata”, zanim zniknął w wodach Morza Śródziemnego… Prawodawstwo artysty nie jest wówczas nigdy formułowane, choć czasami jest dostrzegane przez przyszłe pokolenia.
Zapewnia, że nie jest to pogląd pesymistyczny – to rodzaj wiary w przyszłość, wynikającej z twórczego oddania teraźniejszości. (Przypomina mi się tu naleganie jego współczesnego Alberta Camusa „Prawdziwa hojność wobec przyszłości polega na oddaniu wszystkiego teraźniejszości” oraz CS Lewisa, który liczył się z naszym zadaniem w niespokojnych czasach z połowy wojny światowej, aby przypomnieć nam, że „teraźniejszość jest jedynym czasem, w którym można spełnić jakikolwiek obowiązek i otrzymać jakąkolwiek łaskę”). Forster pisze:
Społeczeństwo może reprezentować tylko fragment ludzkiego ducha, a inny fragment można wyrazić jedynie poprzez sztukę… Patrząc w przeszłość, wydaje mi się, że to wszystko, co kiedykolwiek istniało: punkty widokowe do dyskusji i twórczości, małe punkty widokowe w zmieniającym się chaosie, gdzie dmuchnięto bańki i utkano sieci, a chęć zaprowadzenia porządku znalazła chwilową satysfakcję, a strażnicy zdołali wypowiedzieć swoje wyzwania, a myśliwi, choć indywidualnie zagubieni, usłyszeli swoje nawzajem woła przez nieprzenikniony las, a latarnie morskie nie przestają omiatać niewdzięcznych mórz.
