Trzy wiersze o zaufaniu czasowi – Marginalista

Trzy wiersze o zaufaniu czasowi – Marginalista
Trzy wiersze o zaufaniu czasowi – Marginalista

Jeśli chcesz zaprzyjaźnić się z czasem – a tak właśnie zaprzyjaźniasz się z życiem – zamień się w kamień.

Wejdź na górę i posłuchaj rozmowy pomiędzy eonami zakodowanej w każdym pasie skały.

Spaceruj po plaży i przeczesuj palcami złoty pył, który był niegdyś górą.

Podnieś idealny owalny kamyk i poczuj jego niemą pewność, że czas może zetrzeć nawet najcięższy głaz, wygładzić nawet najostrzejszą krawędź.

Grafika autorstwa Sophie Blackall z Rzeczy, na które warto czekać

Wznoszący się czterdzieści stóp nad skalistymi klifami Karmelu to wspaniały poemat o grawitacji i granicie Robinsona Jeffersa (10.01.1887-20.01.1962), poeta, laureat Nagrody im. współtworzenie czasu i umysłuskomponowany z żoną Uną i ich synami bliźniakami.

Dziesięć lat przed tym, jak Carl Jung zbudował swoją słynną kamienną wieżę w Zurychu i konceptualizował urzeczywistnione ja jako kamień żywiołu, Jeffers terminował u miejscowego kamieniarza, aby budować Dom Tora i Jastrzębia Wieża. Kiedy pierwsza wojna światowa zdewastowała tę skalistą planetę, zaczął tworzyć „kamień kochający kamień”.

Widząc kamieniarzy jako „pokonanych pretendentów do zapomnienia”, a poetów jako kamieniarzy psychiki, zaczął wyciągać z brzegu ogromne granitowe płyty, niosąc sam czas, zbierając jego dwanaście pocieszeń w swych śmiertelnych rękach, pisząc o tym, czego dotknął i co go dotknęło.

Wieża Jastrzębia

Och, cudowna skała
przez Robinsona Jeffersa

Nocowaliśmy w pozbawionym ścieżek wąwozie Ventana Creek, na wschodnim rozwidleniu.
Skalne ściany i grzbiety górskie wisiały nad naszymi głowami las za lasem, klon i sekwoja,
Laur, dąb, madrone, aż po wysokie i smukłe jodły Santa Lucian, które wpatrują się w zaćmę
Od skał do przepaści w kolorze gwiazd.

Leżeliśmy na żwirze i rozpalaliśmy małe ognisko, żeby się ogrzać.
Po północy tylko dwa lub trzy węgle jarzyły się czerwono w stygnącej ciemności; Położyłem wiązkę martwych liści laurowych
Na końcach żaru przełóż suche patyki i połóż się ponownie. Odrodzony płomień
Oświetlił twarz mojego śpiącego syna i jego towarzysza, a także pionową ścianę wielkiego wąwozu
Po drugiej stronie strumienia. Jasne liście tańczyły nad głową w oddechu ognia, widać było pnie drzew: to była skalna ściana
To fascynowało moje oczy i umysł. Nic dziwnego: jasnoszary dioryt z dwoma lub trzema ukośnymi szwami,
Gładko wypolerowany przez niekończące się ścieranie przez zjeżdżalnie i powodzie; żadnej paproci ani porostów, czysta naga skała… jakbym nią był
Pierwszy raz widzę skałę. Jakbym poprzez oświetloną płomieniami powierzchnię widział coś rzeczywistego i cielesnego
I żywa skała. Nic dziwnego… Nie mogę
Opowiedz, jakie to dziwne: cicha namiętność, głęboka szlachetność i dziecięca uroda: ten los się dzieje
Poza naszymi losami. Jest tu, w górach, jak grób, uśmiechnięte dziecko. Umrę ja i moi chłopcy
Będzie żył i umrze, nasz świat będzie kontynuował swoje szybkie agonie zmian i odkryć; ten wiek umrze,
I wilki wyły na śniegu wokół nowego Betlejem: ta skała będzie tutaj, poważna, poważna, nie bierna: energie
To właśnie jego atomy nadal będą dźwigać całą górę w górze: a ja, wiele wieków temu,
Poczułem jego intensywną rzeczywistość z miłością i zachwytem, ​​tę samotną skałę.

Pokolenie później inny wielki poeta wyrzucony z fundamentów przynależności przez kolejną wojnę światową próbował nadać sens byciu człowiekiem, zamieniając się w kamień:

KAMIEŃ
przez Charlesa Simica

Wejdź do środka kamienia
To byłby mój sposób.
Niech ktoś inny stanie się gołębiem
Albo zgrzytać zębem tygrysa.
Cieszę się, że jestem kamieniem.

Z zewnątrz kamień jest zagadką:
Nikt nie wie, jak na to odpowiedzieć.
Jednak wewnątrz musi być chłodno i cicho
Chociaż krowa nadepnie na nią całym ciężarem,
Choćby dziecko wrzuciło je do rzeki,
Kamień tonie, powoli, niewzruszony
Na dno rzeki
Gdzie ryby przychodzą, żeby do niego zapukać
I słuchaj.

Widziałem, jak leciały iskry
Kiedy pociera się dwa kamienie.
Może więc jednak w środku nie jest ciemno;
Być może świeci księżyc
Skądś, jakby za górką —
Wystarczająco dużo światła, żeby coś dostrzec
Dziwne pisma, mapy gwiazd
Na ścianach wewnętrznych.

I choć jesteśmy „istoty ukształtowane przez skalistą logikę planety”, jesteśmy także stworzeniami ukształtowanymi przez niezliczone łaski czasu, nieustannie ratowanymi przez skok poza logikę, jaką jest zaufanie czasowi.

PRZEBACZENIE
autorstwa Marii Popowej

Niech przypływ
nigdy nie znudzi się jego czułym trudem
jak w kółko
przebacza Księżycowi
codzienne wygnanie
i wraca do skrętu
góry w piasek
jakby chciał powiedzieć,
ty też możesz mieć
ten powrót do domu
ty też posiadasz
tę elementarną moc
skręcania
kamień w sercu
w złoty pył.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x