

„Nie ma bardziej intymnego miejsca niż sam duch” – młodzi Maj Sarton (3 maja 1912 – 16 lipca 1995) napisała w niej oszałamiająca oda do samotności – samotność, którą poznała w ciągu swojego długiego i płodnego życia, jak podłoże kreatywności.
Życie samotnie może być zarówno satysfakcjonujące, jak i pełne wyzwań. To nie jest dla każdego. Nie jest ona przeznaczona dla tych, którzy idealizują jej ofertę wolności i skupienia, ale odrzucają jej groźne nawiedzenia samotności i wyobcowania. To nie jest pozycja dla tych, dla których cisza jest druzgocąca. Jest to szczególnie nie dla tych, którzy pragną innej świadomości, aby potwierdzić swoje doświadczenie i odkupić swoją rzeczywistość. To jest tylko dla całości.
W starszym wieku, mieszkając samotnie na wybrzeżu Maine i ciesząc się renesansem twórczej energii po długiej depresji, Sarton powraca do tematu samotności, a czym nie, na łamach jej bezgranicznie satysfakcjonującego dziennika Dom nad morzem (biblioteka publiczna).

Patrząc wstecz na swoje życie, pisze:
Samotność, podobnie jak długa miłość, pogłębia się z czasem.
Ale to, co samotność przynosi człowiekowi, jest kształtowane przez to, co dana osoba wnosi do samotności. Pewnego sierpniowego dnia życie przynosi Sartonowi zachętę do rozważenia sztuki życia w samotności i niezbędnych warunków, aby samotność nie była rezygnacją, ale uniesieniem:
Wczoraj otrzymałem list od młodej kobiety, która mieszka samotnie, reżyserki filmowej cieszącej się pewną reputacją. Chce nakręcić film o ludziach żyjących samotnie i przyjedzie w przyszłym tygodniu, aby porozmawiać o swoich planach. Rozumiem, że ma pewne wątpliwości co do życia w samotności. Powiedziałem jej, że czuję, że to nie dla młodych (ona ma dopiero trzydzieści trzy lata). Zacząłem żyć samotnie dopiero w wieku czterdziestu pięciu lat, a przez dwadzieścia pięć lat „żyłem” w sensie namiętnych przyjaźni i romansów bardzo bogato. Miałem mnóstwo życia do przemyślenia i przetrawienia, a przede wszystkim byłem osoba już wtedy i wiedziałem, czego chcę od życia. Ludzie, których kochamy, są w nas wbudowani. Każdego dnia nagle zdaję sobie sprawę z czegoś, czego ktoś nauczył mnie dawno temu – lub zaledwie wczoraj – pewnej pewności i samoświadomości, która wyrosła z konfliktu z kimś, kogo kochałam na tyle, że próbowałam go objąć, niezależnie od tego, jak bolesny mógł być ten wysiłek.
Uzupełnij wiedzę buddyjskiego uczonego i nauczyciela Stephena Batchelora sztuka samotnościEmerson na co naprawdę oznacza samotnośćoraz współczesny przewodnik terenowy jak być samemua następnie ponownie odwiedź Sarton ogrodnictwo i kreatywność, jak rozwijać swój talent, jak żyć z otwartym sercem w trudnym świeciei jej wspaniały wiersz o związek pomiędzy obecnością, samotnością i miłością.