
Z NASA Artemida 2 rakieta i statek kosmiczny wycofanie się na platformę startową w związku ze zbliżającym się startem misji na Księżyc, a marzec jest Miesiącem Historii Kobiet, teraz jest idealny czas, aby zobaczyć „Kosmonautka.”
Ten nowy pełnometrażowy dokument przedstawia inspirujące osiągnięcia pionierskiego astronauty Pułkownik Eileen M. Collinsktóra została pierwszą kobietą pilotem i dowódcą promu kosmicznego. Wyreżyserowany przez brytyjską reżyserkę Hannah Berryman i oparty na wspomnieniach Collinsa z 2021 roku, „Przez szklany sufit do gwiazd(Arcade), „Spacewoman” podąża niezwykłą trajektorią prawdziwego amerykańskiego bohatera, który miał skromne początki w małym miasteczku.
Kontynuacja artykułu poniżej
Collins przeszedł na emeryturę z Sił Powietrznych w 2005 r. i z korpusu astronautów NASA w 2006 r., mając na koncie ponad 6751 godzin pilotażu trzydziestu różnych typów samolotów i spędzając 872 godziny w przestrzeni kosmicznej.
„Czytałem książkę Eileen i naprawdę podobała mi się ta historia” – Berryman mówi Space. „Były pewne rzeczy, które mnie wyróżniały, poza tym, że jako kobieta była pierwszą pilotką i dowódcą promu, co było niesamowite”.
Chociaż jej osiągnięcia mówią same za siebie, to walka Collina, aby tam dotrzeć, naprawdę zainspirowała Berrymana do nakręcenia tego filmu.
„Gdyby wydawało mi się, że to prosta ścieżka z pewnego rodzaju doświadczenia, prosta w zrobieniu tego wszystkiego, wydawałaby mi się mniej interesująca jako historia” – wyjaśnia Berryman. „Ale ponieważ Eileen nie miała najłatwiejszej przeszłości, pomyślałem, że to interesujące. Poza tym, kiedy dowodziła pierwszą misją zaraz po katastrofie w Kolumbii, poczułem, że istnieje sposób, w jaki moglibyśmy stworzyć na podstawie książki dramatyczną i prawdziwie ludzką, emocjonalną narrację”.
Collins jest z natury nieśmiałą osobą, pomimo odważnych osiągnięć w lotach kosmicznych z załogą, co przygotowało grunt dla większej liczby kobiet, które poszły w jej ślady do programu astronautycznego NASA.
„Nie lubię się promować i Hannah o tym wie” – przyznaje Collins. „Zawsze chciałem po prostu zostać pilotem, astronautą, wykonywać świetną robotę, zwiedzać. Lubię podróżować w różne miejsca, czytać książki i robić nowe rzeczy”.
„Kiedy w 2007 roku przeszedłem na emeryturę, zdecydowałem się po prostu pracować w zarządach i grupach doradczych i chciałem wychować swoje dzieci. Nie miałem zamiaru pisać książki. Bez tego ten dokument nie powstałby”. wyjaśnia Collinsa. „Ale w 2020 r. wybuchła pandemia i nie pozostało mi nic innego, jak tylko siedzieć i spotykać się na Skype. Przez lata kontaktował się ze mną mój współautor Jonathan Ward i w końcu zadzwoniłem do niego w kwietniu 2020 r. i powiedziałem: „Dobrze, napiszmy książkę”.
Nawet po opublikowaniu swojej książki Collins niechętnie wychodziła na światło dzienne, gdy ktoś do niej zwrócił się do niej z prośbą.
„Miesiąc po publikacji skontaktował się ze mną producent Keith Haviland, który pochodzi z Londynu. Nakręcił „The Last Man on the Moon” dla Gene’a Cernana i kilku innych o tematyce kosmicznej i lotniczej” – wspomina Collins. „Powiedziałem mu: «Nie, nie chciałem, żeby moje życie znalazło się na dużym ekranie». Minęło kilka miesięcy i zmieniłem zdanie, wiedząc, że to będzie wielka sprawa. Czekało mnie mnóstwo pracy i musiałam zdecydować, jaką część mojego życia osobistego chcę poświęcić.”
Po raz pierwszy spotkała reżyserkę Hannah Berryman w swoim rodzinnym mieście Elmira w stanie Nowy Jork, na werandzie starego domu jej ojca. Kiedy już zaangażowała się w projekt, przystąpiła do niego.
„Nie podejmuję decyzji i robię coś połowicznie. Myślę, że mieliśmy świetny zespół” – wspomina Collins. „Wszyscy się dogadywali i po prostu fantastycznie nam się razem współpracowało”.
Jednym z jej pierwszych osiągnięć widzianych w filmie dokumentalnym było wejście na pokład Discovery w 1995 roku na STS-63, kiedy objęła obowiązki pilota pod dowództwem Komendant Jim Weatherbee tworzyć historię. To mógł być moment wywołujący niepokój, ale Collins był całkowicie spokojny pod presją.
„Jestem pilotem testowym, więc tym się zajmuję. NASA przeprowadziła ze mną wywiad w 1989 r. jako specjalisty ds. misji” – zauważa. „NASA odpowiedziała: «Zatrudnimy cię jako pilota, bo taki właśnie jesteś». Latam od 20 roku życia. Dla mnie po prostu wykonywałem swoją pracę.”
Pochodząca z Nowego Jorku osoba była także pilotem Atlantydy na statku STS-84 w 1997 r., kiedy jej załoga zacumowała na rosyjskiej stacji kosmicznej MIR. W 1999 roku Collins została pierwszą kobietą dowódcą amerykańskiego statku kosmicznego w ramach misji STS-93 firmy Columbia, w ramach której rozmieszczono Obserwatorium Rentgenowskie Chandra. Jej ostatnim lotem był STS-114 w 2005 roku jako dowódca Discovery, krytycznej misji „Powrót do lotu” po katastrofalnej stracie Kolumbii w 2003 roku.
„Chodzi o to, aby skupić się na tym, co robisz, i nie myśleć o tym, kto mnie obserwuje” – wyjaśnia Collins. „Oba lądowania mojego wahadłowca odbyły się w nocy. Powiem, że w nocy jest o wiele trudniej wylądować. Wolałbym lądować w dzień. Trzeba mieć bardzo dobrą percepcję głębi i trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym”.
Wyszczególnienie wszystkich wybitnych dat z czasów Collinsa w NASA wymagało od Berrymana skupienia się na komponowaniu materiału w celu zaprezentowania go tak, aby wywołał maksymalny rezonans emocjonalny z publicznością.
„Jednym z wyzwań związanych z jakąkolwiek tego typu historią jest to, że trzeba znajdować się nieco na krawędzi ich foteli, nawet jeśli widzą przed sobą Eileen i wiedzą, że wszystko z nią w porządku” – dodaje Berryman. „Chcesz brać udział w tych misjach w tej chwili, czując, że jak w każdym filmie nadal grozi ci niebezpieczeństwo. A także balansowanie między historią rodzinną a historiami misyjnymi. Jeśli robisz film o kimś, kto dokonał wielkich rzeczy, a ty właśnie to zrobiłeś, to nie jest interesujące. Chcemy poznać prawdziwych ludzi”.
Berryman przypomina nam, że wszyscy jesteśmy mieszanką różnych rzeczy i nigdy nie będziemy dobrzy we wszystkim w każdym momencie, a to ostatecznie sprawia, że wszystko staje się jeszcze bardziej imponujące.
„Naprawdę ważne było, aby zachować tę ludzką omylność, ponieważ oni wszyscy są tylko rodziną przechodzącą przez to. Wtedy, kiedy poczujesz rozwiązanie, naprawdę ci zależy. Byłem zadowolony, gdy jesienią mieliśmy pokazy kinowe w Wielkiej Brytanii, ponieważ ludzie wydawali się bardzo poruszeni i uważali, że Eileen jest niesamowita. Jesteś bardziej niesamowity jako prawdziwa osoba, niż będąc jakimś szyfrem cudowności. Jeśli tak jak reszta z nas miałeś w życiu wyzwania, to czyni to życie jeszcze bardziej poruszającym i imponującym”.
Opisanie swojego życia i kariery w czasie krótszym niż dwie godziny może wydawać się trudnym zadaniem dla zespołu kreatywnego, a także dla Collins, która podczas produkcji przechadzała się wspomnieniami. „Kosmiczna kobieta” wykorzystuje różnorodne intymne sceny wybrane z archiwalnych materiałów z misji, programów telewizyjnych i wiadomości, a także starej kamery VHS.
„Mój mąż Pat i ja daliśmy Hannah i jej zespołowi wszystkie nasze liczne kasety VHS, które przekonwertowaliśmy na DVD i mieliśmy cały materiał NASA” – mówi Collins. „Jeśli chodzi o rodzinę, prawdopodobnie jednym z najszczęśliwszych okresów w moim życiu było wychowywanie dzieci. Miło było spojrzeć wstecz na te filmy. Właśnie obejrzałem film ponownie w piątkowy wieczór. Pokazaliśmy go w marcowej bazie Sił Powietrznych w Riverside w Kalifornii. Chcieli, żebym przyszedł osobiście i dostaliśmy owację na stojąco.
„Moja córka Bridget odegrała ogromną rolę w filmie, a potem ludzie podeszli do mnie i powiedzieli: «Twoja córka jest niesamowita i naprawdę nakręciła ten film». To zabawne, z jakiegoś powodu nigdy nie wyciągamy tych filmów i nie pokazujemy ich. Lubię mówić ludziom, że miałem dwie najlepsze prace na świecie. Byłem rodzicem i astronautą. Kiedyś opowiadałem taki dowcip, że najlepszym szkoleniem na dowódcę wahadłowca jest bycie rodzicem. Bo trzeba wiedzieć, jak powiedzieć nie”.
Premiera „Kosmonatki” odbędzie się 20 marca 2026 r.