
„Bycie kwiatem to głęboka odpowiedzialność” – Emily Dickinson napisał.
Od chwili, gdy wcisnęła pierwszy dziki kwiat jej zdumiewający nastoletni zielnik aż do chwili Zuzanna przypięła fiołek do swojej alabastrowej piersi w trumnie, wypełniła swoje wiersze kwiatami i uczyniła z nich leksykon uczuć, częściowo kodowany język, a częściowo plan tajemnych komnat serca.
Symboliczny język kwiatów osiągnął swój szczyt w czasach Dickinsona, zapoczątkowany przez Erazma Darwina radykalna botanika romantyczna sto lat wcześniej i spopularyzowany przez książki takie jak Morał kwiatówale ludzie od dawna noszą na sobie kwiaty, na których spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie tego, czego nie można unieść, i mówienie tego, czego nie można powiedzieć — wieniec pogrzebowy, bukiet ślubny, kalie Georgii O’Keefe przenoszące boską kobiecość, biały hiacynt Rachel Carson i Dorothy Freeman stworzyły emblemat ich niezwykłą miłość. Potrzebujemy kwiatów z tego samego powodu, dla którego potrzebujemy wierszy, obrazów czy piosenek – ponieważ to, co możemy poczuć, zawsze będzie nieskończenie większe i bardziej złożone niż to, co możemy nazwać, ponieważ słowa zawsze załamują się pod ciężarem ogromu, który im niesiemy, nigdy w pełni nie odpowiedzą na wołanie duszy o połączenie, o pocieszenie, o miłosierdzie.

Artysta Tuckera Nicholsa miał około dwudziestu lat, kiedy znalazł się w dziwnej sali szpitalnej w obcym mieście z dziwną diagnozą, która wprawiła w zakłopotanie nawet jego lekarzy. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Nikt nie wiedział, jak to zrobić, żeby było dobrze. Gdy brnął ku remisji, raz za razem był ratowany mocą więzi międzyludzkich, wieloma językami solidarności i współczucia, gdy zabrakło słów.
Pół życia później, gdy pandemia ogarnęła świat ze swoją falą terroru i niepewności, Nichols wykorzystał to doświadczenie w czułym geście współczucia: zaczął wysyłać chorym obrazki z kwiatami w imieniu ich bliskich. (Mam na myśli Walta Whitmana i jego Wizyty w szpitalu wojny secesyjnejpisząc listy i wiersze w imieniu rannych i umierających żołnierzy.) Malował dla przyjaciół, dla przyjaciół przyjaciół, dla nieznajomych. Jego żona i córka pomogły wysłać obrazy.


W miarę jak rozeszła się wieść o jego projekcie, te intymne i konkretne pocieszenia zaczęły wydawać się nierówne w stosunku do skali cierpienia – tak łatwo zapominamy, że każdy cierpi w taki czy inny sposób, często niewidocznie, zawsze ostatecznie sam – i dlatego zaczął malować kwiaty dla całych kategorii ludzkiego doświadczenia, od głębi rozpaczy po ciche radości, które czynią życie znośnym.
Rezultatem jest Kwiaty na rzeczy, których nie wiem jak powiedzieć (biblioteka publiczna) – kwiatowy odpowiednik Słownik ciemnych smutkówpromieniując uznaniem, że niezależnie od tego, jak wyjątkowe może się wydawać to, co czujemy i jak samotni w swojej wyjątkowości, jest to po prostu uczucie odmiany ogrodowej, odczuwane przez niezliczoną liczbę innych od zarania czucia, odczuwane przez kogoś gdzieś teraz. Dzięki temu rozpoznaniu rozwiń złote nici połączenia, które nas ze sobą wiążą i hamują swobodny upadek naszego strachu, naszej niepewności i naszej samotności.





Jego obrazy, luźne i jasne, stają się analogią do tego, jak abstrakcyjne, a jednocześnie żywe są najbardziej wewnętrzne doświadczenia – amorficzne kształty nasycone uczuciami, rozmyte układy kontrastujących części siebie.





Uzupełnienie Kwiaty na rzeczy, których nie wiem jak powiedzieć z historią jak ewolucja kwiatów nadała Ziemi język miłościa następnie odwiedź ponownie Słownik ciemnych smutków.
Grafika © Tucker Nichols dzięki uprzejmości Chronicle Books




