
Widziałeś to już z tysiąc filmy science-fiction: astronauta zostaje wyrzucony w przestrzeń kosmiczną i natychmiast zamarza, a następnie rozpada się jak kostka lodu.
Na hełmie pojawia się włoskowate pęknięcie, a postać dusi się w ciągu kilku sekund, desperacko chwytając swój skafander kosmiczny, opadając na kolana, a jego skóra zmienia kolor na niebieski. Być może elegancki statek jest ścigany przez wrogie myśliwce przez gęste pole asteroid, a jeden z nich uderza w masywną skałę kosmiczną i ulega wybuchowej atomizacji.
Wybuchowa ekspozycja na próżnię — najbardziej niezrozumiany zabójca
Mit filmowy utrwalany przez takie klasyki jak „Pamięć absolutna” (1990) i „Misja na Marsa” (2000) głosi, że wystawienie na działanie próżni kosmicznej spowodowałoby natychmiastową atomizację i eksplozję ciała lub, alternatywnie, błyskawiczne zamrożenie w bryłę lodu w chwili opuszczenia przestrzeni z atmosferą.
„Wbrew temu, co wielu przedstawia, nie eksplodujesz” – powiedział dr Bennett.
Rzeczywistość, według badań NASA dotyczących ekspozycji na próżnię (w tym przypadkowych ekspozycji w komorze), jest w rzeczywistości bardziej ponura. Po pierwsze, stracisz przytomność z powodu braku tlenu w mózgu. Następnie w procesie tzw ebulizmpłyny ustrojowe zaczną wrzeć z powodu braku ciśnienia otoczenia. Jednak w przeciwieństwie do wielu portretów, Twoja skóra nie pęka od razu. Skóra jest wystarczająco elastyczna, aby umożliwić znaczne rozszerzenie w przypadku pęknięcia.
To jednak wszystkie dobre wiadomości. Twoja ślina i łzy zaczną się gotować, a język spuchnie, a azot z krwi zacznie się wydostawać i tworzyć pęcherzyki. Pęcherzyki te blokują naczynia krwionośne, rozciągają i rozdzierają tkankę oraz powodują krzepnięcie i stan zapalny.
„Gdyby ktoś został uratowany w ciągu mniej więcej minuty od znalezienia się w kosmosie bez skafandra, miałbyś duże szanse na przeżycie” – wyjaśnia Bennett. Jeśli jednak nie uda ci się dotrzeć do środowiska pod ciśnieniem w ciągu 60–90 sekund, umrzesz szczególnie bolesną śmiercią, bliższą utonięcia niż eksplozji.
Promieniowanie — niedoceniony zabójca
W większości science fiction bohaterowie często lekceważą promieniowanie kosmiczne lub nigdy nie zdają sobie sprawy z jego zagrożeń (lub, jak w przypadku Fantastycznej Czwórki, zyskują supermoce). Jednak w przypadku rzeczywistych podróży kosmicznych lub dla każdego, kto długoterminowo przebywa poza światem, radzenie sobie z promieniowaniem kosmicznym i słonecznym byłoby jednym z najważniejszych czynników warunkujących przetrwanie.
Promieniowanie w przestrzeni kosmicznej pochodzi z trzech głównych źródeł: galaktycznych promieni kosmicznych (GCR), wysokoenergetycznych naładowanych cząstek pochodzących z supernowych lub innych zdarzeń kosmicznych oraz zdarzeń związanych z cząsteczkami słonecznymi (SPE) – wybuchów cząstek uwalnianych przez Słońce podczas rozbłysków słonecznych lub koronalnych wyrzutów masy, oraz pasów Van Allena, czyli przypominających pączki stref naładowanych cząstek uwięzionych przez ziemskie pole magnetyczne.
Intensywne burze słoneczne mogą narazić Cię na ostre zatrucie promieniowaniem, nawet jeśli zastosujesz ochronę, która normalnie chroniłaby Cię przed standardowym promieniowaniem otoczenia. Jeśli zostałbyś narażony na skutki rozbłysku słonecznego bez żadnej osłony, przyjąłbyś śmiertelną dawkę w ciągu od kilku godzin do kilku dni.
Nawet poza ostrym narażeniem długotrwałe skutki promieniowania będą zbierać żniwo, niemal niezależnie od tego, jak dobrze starasz się chronić przed jego skutkami. Zamiast miażdżącego wybuchu, który natychmiast cię unicestwia, prawdziwym zabójcą byłoby bardzo podwyższone ryzyko raka i chorób zwyrodnieniowych z biegiem czasu.
Uduszenie i zatrucie CO₂ we wnętrzu statku kosmicznego — realne zagrożenie
Science fiction zazwyczaj przedstawia bardzo dramatyczne śmierci w próżni jako główne niebezpieczeństwo podróży kosmicznych. Prawdziwe zagrożenie dzieje się jednak wewnątrz pojazdów i siedlisk zbudowanych, aby nas chronić.
W odpowiedzi na pytanie, co prawdopodobnie zabiłoby człowieka w kosmosie jako pierwsze, dr Benett odpowiada: „Odpowiedzią jest uduszenie z powodu braku tlenu”.
Weźmy na przykład prawdziwe wydarzenia na pokładzie promu Apollo 13 w kwietniu 1970 roku. Kiedy eksplodował zbiornik z tlenem, cała załoga zmuszona była przenieść się do ciasnego modułu księżycowego, aby przeżyć. Zaprojektowany do obsługi dwóch osób przez dwa dni, moduł będzie teraz musiał pomieścić trzy osoby przez prawie cztery dni, co doprowadzi do krytycznego gromadzenia się dwutlenku węgla z oddechów astronautów.
Aby przeżyć, załoga Apollo 13 musiała zaimprowizować płuczkę CO₂ z dostępnych materiałów, takich jak plastikowe torby, karton i taśma. Choć przetrwały, pokazuje to niebezpieczeństwo braku możliwości ponownego wykorzystania powietrza do oddychania w pomieszczeniach mieszkalnych.
Niemożność zapewnienia odpowiedniego tlenu i usunięcia CO₂ z powietrza doprowadziłaby najpierw do dezorientacji, paniki, a ostatecznie do utraty przytomności. W końcu doszło do niedotlenienia, które w ciągu kilku minut spowodowało uszkodzenie komórek mózgowych, trwałe uszkodzenie mózgu w ciągu czterech do sześciu minut, a w końcu poważną niewydolność narządów i śmierć.
Mikrometeoroidy i śmieci orbitalne – gdy przestrzeń kontratakuje
Zwykle, gdy asteroidy pojawiają się w filmach o kosmosie, dzieje się tak dlatego, że zwinny myśliwiec unika masywnych kosmicznych skał w gęstym pasie, próbując uciec przed galaktycznymi gliniarzami/wrogimi myśliwcami/Imperium. Na filmach śmieci kosmiczne są nie tylko widoczne, ale czasami są tak duże, że statki mogą do nich dokować lub znikać w środku. Błyskawiczne manewry uniku prowadzą do tego, że statki pościgowe uderzają w ogromne kamienie i eksplodują w chmury zapalonych gazów.
W rzeczywistości zderzenia w przestrzeni kosmicznej są niezwykle rzadkie, ale niezwykle niebezpieczne. Zdarzają się też zazwyczaj na znacznie mniejszą skalę. Zagrożeniem nie są duże, widoczne obiekty, ale raczej odłamki wielkości odprysków farby, które mogą przebić okna (lub skafandry kosmiczne) lub uszkodzić ważne systemy.
Obiekty krążące wokół Ziemi zazwyczaj poruszają się z prędkością około 17 500 mil na godzinę (28 000 kilometrów na godzinę), a na orbicie znajdują się miliony mikrometeoroidów w postaci naturalnie występujących kawałków skał i metalu z komet i asteroid, a także kawałków szczątków wytworzonych przez człowieka. Przy tej prędkości uderzenie wygenerowałoby tak zwany szok hiperprędkościowy i natychmiastowo wyparowałoby obiekt wraz z częścią wszystkiego, w co uderzy.
Na statku kosmicznym mogłoby to nie tylko przebić szyby, ale także spowodować uszkodzenia wewnętrzne spalacjagdzie fragmenty odrywają się wewnątrz kabiny. Może to spowodować nagłą utratę powietrza lub dekompresję oraz uszkodzenie systemów chłodzenia, zasilania lub podtrzymywania życia.
Zamiast filmowej eksplozji, która zabije wszystkich na pokładzie, najbardziej realistyczny wynik byłby nagły i proceduralny. Kaskadowe awarie systemów prowadziłyby do wyścigu z czasem w celu uszczelnienia przedziałów i zachowania powietrza do oddychania, chociaż dekompresja często następowałaby zbyt szybko, aby załoga mogła zareagować. Właściwie widzimy to dokładnie w znakomitym horrorze science-fiction z 2000 roku „Pitch Black”, w którym statek wiozący obsadę zostaje uderzony deszczem mikrometeoroidów, zabijając kapitana i zmuszając go do rozbicia się na planecie
Kosmos to zabójca pacjentów
Daleko od kinowych śmierci, jakie obiecują filmy science-fiction, z biegiem czasu znacznie bardziej prawdopodobne będą prawdziwe tragedie kosmiczne. Zwiastowałyby je nie falujące eksplozje lub błyskawiczne zamrożone zwłoki unoszące się na tle gwiazd, ale zamiast tego wymykający się niemal niezauważalnie tlen lub promieniowanie powoli gromadzące się w naszych komórkach przez lata.
Przetrwanie poza Ziemią nie będzie zależeć w takim stopniu od heroizmu, jak od planowania, inżynierii i metodyczności, w zależności od zagrożeń, jakie niesie ze sobą głęboki kosmos. Było trochę ciemno, więc idziemy cieszyć się ładną bitwą laserową w filmie science-fiction.