
„Rozdziel skowronka, a znajdziesz muzykę” – Emily Dickinson szydziła z materialistów. „Czy wątpicie, że wasz Ptak był prawdziwy?”
w następstwie O pochodzeniu gatunkówpoeta przeczuwał, że pomimo wszystkich swoich wspaniałych odkryć nauka nie może nam powiedzieć nic o duchu stworzenia – o rozróżnieniu między faktem naukowym a prawdą poetycką, między sposobami patrzenia a stylami widzenia, jak powiedziała Ursula K. Le Guin uchwycić epokę później z jej wnikliwą obserwacją, że choć obie celebrują to, co opisują, nauka obiektywizuje wszechświat, opisując go z zewnątrz, poezja zaś subiektywizuje go, opisując go od wewnątrz, a życie jest krainą podmiotów.
Swoim krótkim, ostrym naciskiem na temat okazu Dickinson ostrzegała nas, że pomimo wszystkich faktów na temat ptaków, które w przyszłych epokach możemy odkryć – teraz wiemy jak latają I jak widzą I o czym marzą — prawda o nich, prawda poetycka, którą możemy nazwać duchem, zawsze pozostanie nieuchwytna, nieredukowalna, nieosiągalna rozumem, osiągalna jedynie miłością. Sto lat po niej Rachel Carson — naukowiec, która pisała jak poetka i swoim proroczym, poetyckim podejściem zapoczątkowała nowoczesny ruch ekologiczny Cicha wiosna – nalegałby niezniszczalne poczucie zadziwienia to nasze najpotężniejsze antidotum na uciszanie ptaków, które wróży wymazanie natury. Zapominamy i potrzebujemy ciągłego przypominania, że zarówno owocem cudu, jak i jego punktem podparcia nie jest wiedza — żadne z naszych odkryć nie zachowało trzy miliardy ptaków przed zniknięciem pomiędzy życiem Carsona a naszym – ale miłość.

To miłość emanuje ze stron znakomitych książek Roberta Macfarlane’a i Jackie Morrisa Książka Ptaki (biblioteka publiczna) — pełne pasji i rygorystyczne subiektywizowanie cudu skrzydlatych zwierząt, nad którym prace trwały siedem lat, częściowo przewodnik terenowy, a częściowo oda, animowana przez Ja/Ty relację, która angażuje zarówno czytelnika, jak i czytającego, zwracając się bezpośrednio do każdego ptaka jako do tematu, a nie wyjaśniając przedmiot. Z tej świetlistej luki pomiędzy konserwacją a konsekracją wyłania się duch w gatunku, numinous w nazwanym, byt w bycie.


Przedmowa rzuca zaklęcie i wręcza wezwanie:
Co się traci, gdy giną ptaki? A przede wszystkim same stworzenia, w swojej okazałości i prawdzie. A dla ludzi — język, historia, piękno, możliwości, wyobraźnia, wzloty i upadki, sposoby bycia innym. Ptaki są naszymi twórcami miejsc, strażnikami pamięci, kalendarzami i zegarami. Łączą ze sobą części świata: ziemię z niebem, rzekę z lasem, górę z morzem, kraj z krajem, półkulę z półkulą.

W tradycji ich Utracone zaklęcia I Zagubione słowa (jedna z moich ulubionych książek wszechczasów), lirycznym esejom – czułym jak kołysanka, naglącym jak dzwonek ostrzegawczy – towarzyszą niemal nieznośnie piękne obrazy, emanujące szacunkiem portretu dla rzeczywistości i wiernością ikony prawdzie poetyckiej wykraczającej poza fakt materialny.





Co za David Whyte zrobił dla słówRobert Macfarlane zrobił dla ptaków; co Rachel Carson powiedziała o morzu: „nikt nie mógłby pisać o morzu zgodnie z prawdą, pomijając poezję” — można to powiedzieć, trzeba to powiedzieć o ptakach, a nikt nie przedstawił ich poezji bardziej zgodnie z prawdą, z większą czułością niż Robert Macfarlane, jego rytmiczne zaklęcia przywołujące ptaki jedno po drugim, temat po temacie, w całym ich dzikim, kruchym cudzie: głuptak, „wdzięczny i precyzyjny jak równanie”; avocet, która „widziana o zachodzie słońca sylwetka wydaje się być wydmuchana ze szkła – jakby powiew wiatru miał ją zostawić w kawałkach wśród trzcin”; chrześniak przemierzający sześć tysięcy mil między Alaską a Australią w „jednym, epickim superlocie”; nurek czarnogardły wykrzykujący swoje prehistoryczne „rechotanie zrodzone z mgły”; edredona, który „lata tak szybko, jak biegnie gepard” na skrzydłach opierzonych włóknami tak delikatnymi, że „sprawiają, że angora wydaje się gęsta jak ołów”; puszczyk, jej oczy „czysta noc, dwie dwunastodworowe beczki, para planet cieni”.

Listy miłosne do poszczególnych gatunków uzupełnia siedem cudów świata ptaków — gniazdo, jajo, dziób, śpiew, pióro, lot i migracja — każdy z nich stanowi odkrycie pomiędzy nauką a duchowością. Pulsowanie w tym wszystkim jest zaproszeniem do wyraźniejszego spojrzenia na świat w ptaku, aby pokochać go głębiej:
Zauważanie jest pierwszym krokiem do nazywania; znajomość pierwszego kroku do poznania obu rzeczy i relacji między rzeczami. Wiedza może prowadzić do zdumienia, zadziwienia do troski, troski do działania, działania do zmiany. Jest to jednak kruchy łańcuch, który można łatwo złamać – jego ogniwa muszą być nieustannie przekuwane i łączone na nowo.
Jakie mamy szczęście, że wciąż są tacy niezdecydowani ludzie – wystarczająco uparci, wystarczająco kochający – którzy nieustannie przekuwają i łączą łańcuch za pomocą ogniw piękniejszych, trwalszych, niż mogliśmy sobie wyobrazić, lśniących tym niezniszczalnym poczuciem zachwytu, w którym leży nasze jedyne zbawienie i w którym rozbrzmiewa nasza najtrwalsza pieśń.

