
Kiedykolwiek istnieje wola, są dwie rzeczy: droga i przeszkoda na drodze – to miejsce w połowie drogi między pragnieniem a przeznaczeniem, gdzie wola człowieka zderza się z wolą świata, z parametrami pozwolenia na wyobraźnię, które nazywamy rzeczywistością. Triumf życia zamienia tę kolizję w zderzacz cząstek dla możliwości, zamieniając ograniczenie w twórcze ograniczenie, które rzuca wyzwanie bardziej pomysłowym formom bytu, dokładnie tam, w zakłócającym środku. Ponieważ każde życie jest kształtowane przez napotkane przeszkody i sposób, w jaki na nie zareagowało, każde życie jest w pewnym sensie historią, która zaczyna się od środka.
Bayo Akomolafe celebruje odradzającą moc tych przerw Te dzicze za naszymi płotami: listy do mojej córki o poszukiwaniu domu przez ludzkość (biblioteka publiczna). pisze:
Przeszkoda to najbogatsze, najgęstsze i najgęstsze miejsce we wszechświecie. Dzieje się tak dlatego, że w tym miejscu wszystko się zatrzymuje i często umiera, nie mogąc kontynuować swojej drogi. To tam zwłoki nadziei gniją w ziemi, niechcący ją użyźniając. To miejsce desperacji, tęsknoty i wędrujących duchów… tętniące życiem, mikrobiologicznymi przygodami, taneczną generatywnością, eksperymentami nad nieciągłością, zabawnymi znaczeniami i alchemicznymi zmianami, wymownymi inwokacjami i jąkanymi słowami. Kiedy spotykasz coś groźnego, zbyt silnego, by pokonać, zbyt wysokiego, by się wspiąć, zbyt wybitnego, by ominąć, zbyt ciemnego, by oświecić, nie bierz tego zbyt osobiście — po prostu spotkałeś przeciwciało, którego świętym zadaniem jest rzucić ci wyzwanie, oszołomić cię, oszpecić i wprowadzić „cię” w dziwny ogrom twojej rodziny. Większa wspólnota stawania się.
W cudownym antidotum na kult osiągnięć – karzącego zaprzeczenia najcudowniejszemu aspektowi życia: faktu, że jesteśmy niedokończeni – dodaje:
Przeszkody to ośrodki niewypowiedzianej kreatywności wszechświata, wybawiające nas od zmęczonych zwycięstw, od banalności przekraczania linii mety, od ścieżki dźwiękowej, dzięki której możemy osiągnąć wszystko, czego chcemy, a zwłaszcza od pychy myślenia, że mamy kontrolę.

W chwili, gdy przeszkoda przecina trajektorię intencji, tworzy naturalny punkt środkowy, który jest zarówno końcem, jak i początkiem, ale także czymś zupełnie innym, ponieważ żyje na innej płaszczyźnie niż ścisła linearność woli jako przyczyny i zamierzonego skutku.
Akomolafe rozważa wyjątkową płodność tych punktów środkowych:
To właśnie tutaj, w środku sporu, często dowiadujemy się, że nasze mapy, niezależnie od tego, jak bardzo są skomplikowane, nie przedstawiają całego obrazu ani terenu, który rzekomo reprezentują. I ten dom nie jest po prostu stałą kropką na końcu przerywanych linii, nieruchomą i daną, czekającą na tych, którzy wkroczą… Wszystko zaczyna się w środku. Nie ma początków, które wydają się niezakłócone, nieskazitelne i pozbawione nawiedzeń. I nie ma zakończeń pozbawionych śladów nowych, spontanicznych odejścia od ujawnień i kipiących wydarzeń, które dopiero mają nastąpić. Środek nie jest przestrzenią pomiędzy rzeczami; jest to świat w swoich ciągłych praktykach samoświatowania się.
Część naszych trudności w zamieszkiwaniu środka i orientowaniu się na przeszkody leży w naszym dwuwymiarowym modelu tej ciągłości – przyczynowości jako strzałki prowadzącej od punktu działania do punktu konsekwencji. Wszystko się jednak zmienia, jeśli pomyślimy o tym jako o zbiorze punktów na trójwymiarowej sferze czasu. Akolafe oferuje model ze starożytnych kosmogoni Afryki Zachodniej, zgodny z eksperymentami mechaniki kwantowej z podwójną szczeliną i ich konsekwencjami retrocausality:
Mówią o Jorubach szansa, luźno przetłumaczone na jeden język jako „życie” – kiepskie tłumaczenie, jeśli mnie pytasz, bo to, co próbują wyrazić, to sposób przyczynowości, który jest nieporęczny, zaskakujący, dyfrakcyjny, wieloliniowy, ekstatyczny i zmysłowy: gdzie… nie można narysować zbyt prostej linii od przyczyny do skutku. W rzeczywistości nie można nawet wytyczyć pewnej jednokierunkowej linii od przyczyny do skutku, ponieważ skutek może wpłynąć do przyczyny, a także – co jest jeszcze bardziej zaskakujące – także dlatego, że czasu nie postrzega się jako pojedynczego strumienia płynącego od przeszłości do przyszłości, ale jako cykl… błotnistą, lepką kałużę, która oznacza, że przeszłość można poddać rekonfiguracji.

Sto lat po tym, jak Virginia Woolf westchnęła jej najgłębsze objawienie że „za watą kryje się wzór… cały świat jest dziełem sztuki… nie ma Szekspira… nie ma Beethovena… nie ma Boga; my jesteśmy słowami; jesteśmy muzyką; jesteśmy samą rzeczą” – dodaje:
My – wraz z wieloma innymi osobami – jesteśmy częścią sieci życia, nie tylko utkniętej w niej jak nieszczęsne śniadanie zamienione w muchę w pająka, ale także w samą sieć, z jej wahaniami i bogatą złożonością. A ruch, najmniejszy gest, wywołuje drżenie w żyłach naszych niekończących się, powtarzających się stawań.
Para z Iainem McGilchristem krosno, na którym tkamy tę sieća następnie ponownie odwiedź fizyka Alana Lightmana poetyckie wyobrażenie sobie czasu.
