
To kontrowersyjna dziedzina, ale majestatyczny motyw „Supermana” Johna Williamsa plasuje się na pierwszym miejscu wśród najlepszych, jakie kompozytor kiedykolwiek napisał. Prawie pięćdziesiąt lat później ten poruszający marsz orkiestrowy pozostaje synonimem najsłynniejszego syna Kryptona, wciąż więcej niż zdolnego sprawić, że dorosłym mężczyznom będzie się chciało wybiegać z budek telefonicznych (pamiętasz je?) podczas rozdzierania koszul.
Być może nie jest więc zaskakujące, że Bryan Singer nie wyobrażał sobie wykorzystania innej muzyki, gdy zgłaszał się do reżyserii filmu „Powrót Supermana”, który w ten weekend obchodzi swoje 20. urodziny.
„Od pierwszego dnia Bryan mówił, że nawet nie dałby zielonego światła dla filmu, gdyby nie mógł wykorzystać muzyki Johna Williamsa” – powiedział kompozytor John Ottman IGN w momencie wydania. „To było takie ważne dla Bryana. Miałem chwile, kiedy chciałem trochę rozwinąć temat i nieco go zmienić, ale Bryan był przeciwny jakimkolwiek modyfikacjom, nawet aż do ostatniego zawijasu fletu”.
Jednak oddanie twórcy filmowi klasycznemu filmowi Richarda Donnera z 1978 roku „Superman: The Movie” (wciąż niewątpliwie najlepszy film o „Supermanie”.) wykraczało daleko poza odtworzenie słynnej ścieżki dźwiękowej — hołd, który James Gunn powtórzył w zeszłym roku w swoim własnym reboocie Człowieka ze stali. Bo na lepsze I co gorsza, „Powrót Supermana” to bezwstydny list miłosny do filmu, który wiele lat temu utwierdził nas w przekonaniu, że człowiek potrafi latać.
“Smallville„ może cieszył się dużym zainteresowaniem w telewizji, ale początek XXI wieku nie był dla DC zbyt popularny na dużym ekranie. Sukces „Blade”, „X-Men” (także w reżyserii Singera) i „Spider-Mana” uczynił Marvela najważniejszym hollywoodzkim źródłem hitów komiksowych, a konkurs Distinguished Competition zaczął nadrabiać zaległości.
Lizali także rany po niesławnych śmierdzących filmach „Batman i Robin” (1997) i „Catwoman” (2004), a renesans DC rozpoczął się dopiero po docenionym przez krytyków „Batman – Początek” Christophera Nolana w 2005 roku.
Po raz pierwszy od katastrofalnego filmu „Superman IV: W poszukiwaniu pokoju” z 1987 roku próbowano przywrócić Supesa do kin. Tim Burton, który wyreżyserował niezwykle udaną restart filmu „Batman” z 1989 r., w latach 90. związany był z „Superman Lives”, podczas gdy reżyser „Das Boot”/„Air Force One” Wolfgang Petersen spędził kilka lat nad samodzielnym filmem „Batman v Superman”, na podstawie scenariusza scenarzysty „Siedem” Andrew Kevina Walkera.
Następnie Brett Ratner był gotowy wyreżyserować „Superman: Flyby”, według scenariusza niejakiego JJ Abramsa, aż do chwili, gdy opuścił projekt w marcu 2003 r., powołując się na trudności z obsadzeniem głównej roli – nie wspominając już o tym. jego chęć nakręcenia „Godzin szczytu 3” – jako powód jego odejścia. Reżyser „Aniołków Charliego” McG na krótko odebrał pelerynę, ale w lipcu 2024 roku Warner Bros przekazał Singerowi klucze do Fortecy Samotności. Następnie Singer opuścił trójkę X-Men, którą ostatecznie wyreżyserował – po dziwacznej grze w hollywoodzkie muzyczne krzesła – przez Ratnera, zanim nakręcił „Godziny szczytu 3”.
Współpracując ze scenarzystami „X2” Michaelem Dougherty i Danem Harrisem, Singer porzucił poprzednie podejście i stworzył zupełnie nowe – aczkolwiek nostalgiczne – podejście do Supermana. Wygodnie, trio udawało, że rozczarowujące „Superman III” i „Superman IV” nigdy się nie wydarzyły, zamiast tego podejmują historię pięć lat po wydarzeniach z „Supermana II” – czyli tego, w którym Clark i Lois Lane zakochują się, Superman zrzeka się swoich mocy, w niewytłumaczalny sposób odzyskuje je i sprawia, że Lois zapomina o całej sprawie.
Okazuje się, że Superman (i oczywiście Clark Kent) od tego czasu jest nieobecny, badając pozostałości Kryptonu w nadziei na odnalezienie ocalałych ze swojej rasy. W międzyczasie Lois zamieszkała z siostrzeńcem redaktora „Daily Planet” Perry’ego White’a, urodziła dziecko o imieniu Jason i napisała nagrodzony nagrodą Pulitzera artykuł zatytułowany „Dlaczego świat nie potrzebuje Supermana”. Ona i planeta Ziemia najwyraźniej poszły dalej.
Jednak największy na świecie geniusz kryminalny tego nie zrobił, więc Lex Luthor powraca z emerytury, aby raz na zawsze pokonać Człowieka ze stali. Jego nikczemny plan zakłada wykorzystanie kryptońskiej technologii do zbudowania zupełnie nowego kontynentu u wybrzeży Metropolis — nawet po tylu latach nadal ma obsesję na punkcie nieruchomości.
„Superman: Powrót” to film pełen sprzeczności. Chociaż technicznie jest to kontynuacja serii Christophera Reeve’a, jest to także restart. Mimo że w historii Supermana i Lois minęło dopiero pięć lat, akcja filmu rozgrywa się w 2006, a nie w 1985. W obsadzie występuje także zupełnie nowa obsada.
Chociaż uznane nazwiska, takie jak Nicolas Cage, Brendan Fraser, Josh Hartnett i Jude Law, łączono z poprzednimi wcieleniami Supermana, Singer zdecydował się obsadzić nieznanego, podobnie jak Donner zrobił to w przypadku niezrównanego Reeve’a. Brandon Routh faktycznie jest przyzwoitym Supermanem – bohaterskim, a jednocześnie powściągliwym i wzruszająco melancholijnym – ale nigdy nie ma szansy zrobić tyle, co Clark Kent.
Tymczasem Lois i Kate Bosworth z pewnością nie zasłużyła na nadmierną krytykę, jaką wówczas spotkała, a mimo to została źle obsadzona w tej roli, której brakuje tej szalonej energii, jaką cechowała kreacja Margot Kidder. Ale to Kevin Spacey (zdobywca Oscara za rolę w „The Usual Suspects” Singera) czuje się najbardziej nie na miejscu w roli nadmiernie złośliwego Lexa Luthora, nie mogącego się równać z ponadczasową, absurdalnie czarującą wersją Gene’a Hackmana.
Nawet w świecie przed mediami społecznościowymi w 2006 roku „Powrót Supermana” wywoływał negatywny szum na długo przed tym, zanim trafił do kin. Ciemniejsza czerwień peleryny Supermana i zmniejszony rozmiar logo House of El okazały się szczególnie kontrowersyjne, ponieważ Singer porzucił podstawowe odcienie stroju Reeve’a na rzecz czegoś bardziej stonowanego i bardziej zgodnego z „realistycznymi” mundurami superbohaterów tamtej epoki.
A kiedy wylądował, okazał się zupełnie inny od tego, czego oczekiwało wielu fanów. Rzeczywiście, każdy, kto spodziewał się pełnej akcji — lub gigantycznych pająków-robotów, które miały niesławnie pojawić się w projekcie Burtona „Superman Lives” — został ogromnie rozczarowany tą refleksyjną postacią. „Powrót Supermana” był filmem nie tyle dla dzieci i młodzieży, ile dla dorosłych, którzy wychowali się na filmie o Donnerze. W związku z tym ratowanie sytuacji często schodzi na dalszy plan w stosunku do tematów utraconej miłości i nieobranych ścieżek.
„Myślę, że „Powrót Supermana” był nieco nostalgiczny i romantyczny, ale nie sądzę, żeby ludzie tego oczekiwali, szczególnie latem” – powiedziała Singer Imperium w 2016 roku. „Zauważyłam, że w kolejce do filmu komiksowego nie było zbyt wielu kobiet, ale był ustawiam się w kolejce na „Diabeł ubiera się u Prady”, i być może był to temat, którym chciałem się zająć”.
Najważniejszym momentem filmu jest ujawnienie, że Jason (Tristan Lake Leabu) jest synem Clarka i rzuca pianinem w złego faceta, aby to udowodnić. Ale bardziej interesującą fabułą jest tak naprawdę trójkąt miłosny pomiędzy Supermanem, Lois i Richardem Whitem (James Marsden z „X-Men”). Bardzo łatwo byłoby zrobić z Richarda złego faceta, ale tutaj jest zupełnie przyzwoity i – chociaż do latania potrzebuje wodnosamolotu – tak samo bohaterski, jak jego miłosny rywal odziany w spandex. Pod koniec filmu staje się jasne, że to on – a nie Clark/Superman – jest właściwym człowiekiem dla Lois.
Kontynuując długą tradycję Filmy „Superman” z zawiłymi zakończeniamiDotarcie do tego punktu nie jest łatwe. Ponieważ Lex miał na tyle złego przewidywania, że zasypał swoją wyspę kryptonitem, Superman znajduje się na skraju śmierci (wymagając pomocy człowieka), a mimo to wciąż znajduje siłę, aby wynieść cały ląd na orbitę – jest to kolejny wysiłek, po którym niezwykle szybko dochodzi do siebie. Warto również wspomnieć, że w pewnym momencie Lois i Jason zostają uratowani przez faks – jak w 2006 roku.
„Superman: Powrót” przychód ze sprzedaży biletów wynoszący 391 milionów dolarów uczynił go dziewiątym najbardziej dochodowym filmem roku, ustępując miejsca „Kodowi Da Vinci”, „Casino Royale”, „Autom” i – intrygującym zrządzeniem losu – „X-Men: Ostatni bastion”. To był przyzwoity powrót, ale niewystarczający dla Warner Bros, które zdecydowało się nie robić kontynuacji.
Pozostaje jednak niezapomnianym eksperymentem z nostalgią, podejmowaniem odważnych decyzji twórczych, nie stając na własnych nogach. Poza tym, cokolwiek by jeszcze ktoś o tym powiedział, nadal jest on wypełniony najwspanialszym motywem przewodnim o superbohaterach, jaki kiedykolwiek napisano.
„Superman Returns” można oglądać w HBO Max w USA oraz na Netflix i Prime Video w Wielkiej Brytanii.