
Dla franczyzy, w której jest główny haczyk podróż w czasie„Terminator” prawdopodobnie chciałby, żebyśmy mogli cofnąć się w czasie… lub po prostu pożyczyć neurolyzer z „Facetów w czerni”, aby wytrzeć wszystkim umysły po wszystkim, co nastąpiło po 1991 roku. Teraz, gdy „Terminator 2: Dzień sądu” kończy w tym miesiącu 35 lat, uważamy, że nadszedł czas, aby to nazwać: Terminator nie powinien wracać.
Upadek Franczyza „Terminatora”. może być jednym z największych upadków, jakie kiedykolwiek widziano w kinie. Pierwsze dwa filmy stały się klasykami gatunku, łącząc zapierającą dech w piersiach akcję z futurystycznym science-fiction, które badało zagrożenie, jakie sztuczna inteligencja może wywołać apokalipsę.
Pomysł nie miał dość, ponieważ kilka klonów, takich jak „Universal Soldier” Jean-Claude’a Van Damme’a i „Solo” Mario Van Peeblesa, kopiowało pracę domową Jamesa Camerona i próbowało jeździć na jego ogonach. Ostatecznie żaden z nich nie nadawał się do lizania butów T-800 Arnolda Schwarzeneggera. I jak się okazuje, nie było też żadnego z kolejnych sequeli Terminatora.
„Terminator 2: Dzień sądu” z 1991 roku to jedna z najlepszych kontynuacji wszechczasów, ale z perspektywy czasu doskonale podsumowuje całą historię. Na tym też prawie się to skończyło, ponieważ franczyza przez następną dekadę znajdowała się w zawieszeniu, pogrążona w sporach prawnych i sporach dotyczących praw.
Cameron miał plany na trzeci film, ale zrezygnował z tworzenia „Avatara” i odszedł „Terminator 3: Bunt maszyn” wkroczyć do kin w 2003 roku bez niego. Czy to okropny film? Nie, ale nie robi ani nie mówi niczego nowego. To „zardzewiały robot w porównaniu z dwoma pierwszymi filmami”, jak określił go fan w: Recenzja Rotten Tomatoes.
Serial telewizyjny zatytułowany „Terminator: Kroniki Sary Connor” zadebiutował w 2008 roku. Pomija on wydarzenia z poprzedniego filmu, ponieważ Sarah Connor (Lena Headey) i jej syn John (Thomas Dekker) nadal robią wszystko, co w ich mocy, aby powstrzymać powstanie Skynetu. Ciekawa i alternatywna kontynuacja historii, jednak tak naprawdę nikt serialu nie oglądał, co spowodowało szybkie wyciągnięcie wtyczki po dwóch sezonach.
Od tego momentu franczyza wystrzeliła w przyszłość w filmie „Terminator Salvation” z 2009 roku. Pomimo porywającego występu Christiana Bale’a w roli Johna Connora, w tym m.in niesławna tyrada, która wyciekła zza kulisnie ma tu ratunku – jedynie potępienie bezdusznej historii i celowej przynęty na nostalgię. Im mniej mówi się o ponownym uruchomieniu „Terminatora Genisys” z 2015 roku, tym lepiej.
Potem przyszedł „Terminator: Dark Fate” z 2019 roku. Ze wszystkich sequeli ta jest prawdopodobnie najlepsza, ponieważ próbuje wstrzyknąć świeżej krwi do serii, ale nadal jest hamowana przez trzymanie się wątków narracyjnych z przeszłości. Decyzja o zabiciu Johna Connora jest głupia do n-tego stopnia, skutecznie unieważniając cały sens serii. Ale najgorszą częścią „Terminatora: Mrocznego losu” nie były średnie recenzje ani wrzawa w Internecie na temat Johna; tak to wyglądało w kasie. To najgorsza kontynuacja „Terminatora” – niemal całkowicie zabijająca szanse na kolejne filmy, przynajmniej w najbliższej przyszłości.
Co więc zrobiła franczyza? Obróciło się. Roboty mordercze wróciły do komiksów i arena gier wideopodczas pokazu anime, „Terminator Zero” pojawił się w streamingu w 2024 roku. Może zmieniła się publiczność, więc franczyza musiała zmienić się wraz z nią? Cóż, o tym…
W lutym 2026 roku rozeszła się wiadomość, że Netflix anulował „Terminator Zero”. To okrutne posunięcie, zwłaszcza że serial stworzony przez Mattsona Tomlina próbował zrobić coś innego, opowiadając historię Terminatora, która nie dotyczy Johna Connora.
Akcja rozgrywa się w Japonii i podąża za Malcolmem Lee (głos André Holland), który próbuje powstrzymać rozwój Skynetu, tworząc własną sztuczną inteligencję o imieniu Kokoro. Serial nie boi się trudnych dyskusji na temat ludzkości i tego, czy naszym przeznaczeniem jest samozniszczenie, niezależnie od tego, ile razy ktoś będzie próbował temu zapobiec, zmieniając bieg historii. Czy w ogóle powinniśmy być zbawieni od samych siebie?
„Terminator Zero” okazuje się powiewem świeżego powietrza, usuwając kroniki Johna Connora z pola widzenia i wprowadzając nowych bohaterów, którzy pchają akcję do przodu. To strzał w ramię, którego franczyza desperacko potrzebowała; Główne wątki obu filmów Camerona są nadal pod kontrolą, ale dodatkowe warstwy pomagają ewoluować i poszerzać krajobraz historii. Jest to coś, o co fandom nawoływał wiele razy w poprzednich latach. Kiedy jednak w końcu pojawiła się oryginalność w postaci „Terminatora Zero”, liczba gałek ocznych serialu nie uzasadniała ciągłych inwestycji Netflix w ten serial.
Jeśli wcześniej nie było to jasne, teraz jest. Powrót Schwarzeneggera i Lindy Hamilton nie zrobił żadnej różnicy w „Terminator: Dark Fate”, natomiast decyzja o obraniu nowego, odważnego kierunku w przypadku serii anime nie wywołała większego entuzjazmu. Opinia publiczna straciła zainteresowanie „Terminatorem” – i nie ma od tego odwrotu. Żadna ilość wypraw w czasie, mających na celu ponowne uruchomienie komputera lub utworzenie alternatywnych linii czasu, nie jest w stanie tego teraz uratować, ponieważ zostało to zrobione do granic przesady.
Nie chodzi tylko o to, że filmy nie zmieniły się z biegiem czasu, ale… my się zmieniliśmy. Filmy „Terminator” są ostrzeżeniem przed zagrożeniami związanymi z technologią i sztuczną inteligencją. Problem z oglądaniem tego teraz jest taki, że nie sprawia to już wrażenia fikcji. W miarę eskalacji nieodpowiedzialnego wykorzystania sztucznej inteligencji i Inteligentny model OpenAI już odmówił stosowania się do instrukcjikoszmar Camerona staje się rzeczywistością. Czy ChatGPT będzie budować humanoidalne roboty, które będą nas ścigać za 50 lat? Prawdopodobnie nie. Rzeczywistość ma tendencję do oferowania swoim bohaterom mniej stylowych i kinowych zakończeń.
W sierpniu 2025 roku Cameron przyznał, że właśnie z tego powodu ma trudności z napisaniem nowego filmu „Terminator”. „Mam za zadanie napisać nową historię o Terminatorze” – powiedział. „Nie mogłem tak daleko zacząć, ponieważ nie wiem, co powiedzieć, aby nie wyprzedziły tego prawdziwe wydarzenia. Żyjemy teraz w epoce science fiction”.
Mimo to Cameron potwierdził, że pracuje nad nowym scenariuszem Terminatora – tym razem bez Schwarzeneggera – w wywiadzie dla The Hollywood Reporter z grudnia 2025 roku. „Nadszedł czas na nowe pokolenie bohaterów” – powiedział Cameron. „Potrzebna jest szersza interpretacja Terminatora oraz idei wojny czasowej i superinteligencji. Chcę robić nowe rzeczy, o których ludziom nawet się nie marzy”.
Dlatego naszym przeznaczeniem jest wykonanie tego tańca jeszcze raz. Kyle Reese ostrzegał nas tak samo w oryginale. „To absolutnie się nie skończy… nigdy, dopóki nie umrzesz!” Myśleliśmy, że mówi o T-800, ale może tak naprawdę nas ostrzegał przed mrocznym losem tej kultowej serii filmów.
Brutalna prawda jest taka, że każdy dobra historia musi wiedzieć, kiedy się zakończyć. Należy położyć kres obsesji na punkcie przekształcania wszystkiego w franczyzę i jej przedłużania, aż zacznie kuleć i opadać szczęka. Nie wszystko musi trwać całą wieczność. Spójrzcie na „Powrót do przyszłości” jako doskonały przykład; pomimo wielokrotnych wezwań do „Powrotu do przyszłości IV”, Robert Zemeckis i Bob Gale odrzucili to. W rezultacie dziedzictwo „Powrotu do przyszłości” wydaje się znacznie bezpieczniejsze niż dziedzictwo „Terminatora” w czasach nowożytnych, ponieważ wiedzą, że historia się skończyła.
T-800 Schwarzeneggera słynął z powiedzenia: „Wrócę” i dotrzymywał słowa przez ponad trzydzieści lat. Tym razem jednak nadszedł czas, aby go nie było.