
To prawie nie do pomyślenia, że minęło 40 lat od tak zwanego najlepszy film akcji science-fiction wszech czasów (i nie tylko przez nas) zaatakowała kina wyrafinowaną kontynuacją klasyka Ridleya Scotta z 1979 r., „Obcy.”
Porywająca wizja reżysera Jamesa Camerona dotycząca emocjonującego filmu w militarnym stylu wymagała zaangażowania elitarnej ekipy Stana Winstona Studio zajmującej się efektami stworzeń z filmu „Terminator” z 1984 r. – zespołu, który później pracował nad „Predatorem”, „Terminatorem 2: Dzień sądu”, „Jurassic Park” i „Predatorem 2”.
Film Camerona „Obcy” znacznie rozszerza cykl życiowy ksenomorfów, włączając matriarchalną bestię, którą w jego scenariuszu opisał jako „masywną sylwetkę we mgle, KRÓLOWA OBCY spogląda groźnie na swoje jaja jak wielki, błyszczący czarny owad-Budda. Jej głowa z kłami jest niewyobrażalnym horrorem. Jej sześć kończyn, cztery ręce i dwie potężne nogi są groteskowo złożone na jej wzdętym brzuchu”.
Genialny filmowiec i energiczny gang Winstona stworzyli i obsługiwali tę wysoką na 5 metrów przegubową hydrauliczną marionetkę wykonaną z włókna szklanego, gumy piankowej i plastiku. Zawierało dwóch kaskaderów w tułowiu i lalkarzy na ziemi manipulujących nogami i kończynami.
Produkcją kierował Stan Winston, Shane’a MahanaAlec Gillis, John Rosengrant, Tom Woodruff Jr. i Lindsay MacGowan, główni czarodzieje, którzy później wraz z J. Alanem Scottem założyli uznaną firmę Legacy Effects po niefortunnej śmierci Stana Winstona w 2008 roku. Gillis i Woodruff ostatecznie rozstali się, tworząc w 1988 roku Amalgamated Dynamics.
Spotkaliśmy się z Mahanem i MacGowanem, aby podzielić się z nimi wspomnieniami z pracy nad „Obcymi” w Pinewood Studios, a konkretnie z konstruowaniem tego wspaniałego, śliniącego się, syczącego potwora, który generował niezliczone koszmary od czasu premiery hitu 18 lipca 1986 roku.
„Był rok 1983, kiedy zacząłem pracę u Stan’s nad pierwszym „Terminatorem”” – Mahan mówi Space. „Pracowałem z Jimem przy filmie Rogera Cormana „Battle Beyond the Stars” kręconym przez Makeup Effects Lab. […] Podczas „Terminatora” Jim miał rysunki Sigourney i Power Loadera, które przyniósł do warsztatu. Widziałem je kątem oka i wiedziałem dokładnie, co to powinno być. Razem z Sigourney Weaver był to najwyraźniej obcy z tamtego świata.
„Byłem tym wszystkim zaintrygowany, ponieważ cztery lata wcześniej, kiedy ukazał się „Obcy”, film był niesamowity. cykl życia istotyi jego organiczny charakter. Nie miałem pojęcia, że siedem lat później będziemy w Anglii kręcić kontynuację.
Mahan i grupa rozpoczęli pracę nad wstępnymi projektami królowej w południowej Kalifornii w sklepie Stana Winstona, gdzie przeprowadzili niesławny „test worka na śmieci” na tylnym parkingu, nazwany tak ze względu na owiniętą kukiełkę w czarne plastikowe worki na śmieci.
„To był dowód na to, jak to będzie działać” – wyjaśnia. „Przeprowadzka do Windsor w Anglii i założenie sklepu w Pinewood Studios było niezwykle ekscytujące. Następnie rozpoczęliśmy proces tworzenia pełnowymiarowego filmu Queen i wszystkich innych efektów, po czym poznaliśmy angielską ekipę, a Lindsay była jedną z nich”.
MacGowan ciepło wspomina swoje doświadczenia związane z ambitnym projektem i to, że został zrekrutowany do Stana Winstona i reszty chłopaków.
„Byli wówczas dla nas legendami. Byliśmy też młodzi i głupkowaci. To niesamowite, że pozwolili nam robić to, co robiliśmy, gdy byliśmy tak młodzi” – zauważa MacGowan. „Byłem wtedy w college’u i porzuciłem college i udałem się do Pinewood. To było tak, jakby Amerykanie grali rock’n’roll, a potem mieliśmy nasz bardziej powściągliwy angielski zespół, na który zespół amerykański wywarł wpływ. To była świetna zabawa i niektóre z moich ulubionych wspomnień z początków w biznesie.
„Pamiętam, że wtedy w Pinewood było niesamowicie zimno. W magazynie nie było izolacji, mieliśmy te gigantyczne promienniki na propan, które ciągle gasły. Było nam miło i ciepło, a potem nagle płomień zgasł. To był świetny czas, aby poznać Shane’a, Johna, Aleca i Toma. Patrzę na nich jak na moich amerykańskich braci”.
Posiadanie wszystkiego pod jednym dachem i tworzenia go przed zdjęciami było wielkim atutem, ponieważ pozwalało Cameronowi na ciągłe nadzorowanie procesu i monitorowanie postępów.
„Wybieraliśmy wszystkich aktorów, różne zespoły tworzyły ksenomorficznych wojowników, jajka i twarzobójców” – dodaje Mahan. „To była dość długa lista prac i mieliśmy cztery lub pięć miesięcy, aby wszystko ukończyć. John Richardson był świetnym specjalistą od efektów specjalnych w filmach o Bondzie i wszyscy uważaliśmy, że fajnie było pracować z chłopakami, którzy kręcili filmy o Jamesie Bondzie.
„To był mój pierwszy raz w Anglii, więc sceneria była bardzo nowa i ekscytująca. Oczywiście od czasu do czasu spuszczaliśmy dużo pary, ale bardzo poważnie podchodziliśmy do dokończenia tego wszystkiego. Wiedzieliśmy, że mamy przed sobą wiele do zrobienia ze względu na pierwszy film. Bardzo niewiele osób, jeśli w ogóle, wróciło z pracy nad pierwszym filmem. Nie wiesz, jak to się skończy. Wszyscy uważaliśmy, że scenariusz „Obcych” jest świetny. Jim miał tam dużo zamieszania i nie z różnych powodów miło spędzić czas sam na sam, ale tak naprawdę nie byliśmy w to wtajemniczeni.

Przed przeskoczeniem przez staw do Wielkiej Brytanii Mahan i jego asowa załoga wykonali formy i odlewy, korzystając z makiety przedstawiającej Królową Obcych w skali ćwierć skali, wyrzeźbionej w warsztacie Stana Winstona dla ich mistrza projektu.
„Wtedy wszystko trzeba było robić za pomocą pomiarów, nakreśleń i na oko. Dziś komputer wygeneruje i wyfrezuje idealnie uformowany przekrój. Trzeba było użyć naprawdę skupionego artystycznego oka, aby dostać się dokładnie tam, gdzie powinniśmy być.
„Musieliśmy też zrobić kostiumy akcji, a było ich dużo. Myślę, że było ich 13 lub 14, a potem było około ośmiu wysokich na osiem stóp lalek, bardziej wrzecionowatych i długich, które miały być używane na drutach, gdzie były uderzane, wybuchane i strzelane. Potem był jeden przegubowy półanimatronik, który grał w różnych scenach. Trzeba sobie wyobrazić erę sprzed CGI. Nie było polegania na usuwaniu prętów ani wykonawcy usunięcie lalkarza Trzeba było ukryć wszystko i wszystkich w kadrze. Zatem w walce na statku desantowym królowa działa przez ogromną liczbę ludzi, których nie widać.
„Wszystko sprowadza się do Jima Camerona i jego wspaniałego wyczucia, które pozwala kadrować tę scenę akcji bez widoku dźwigu ani żadnego innego urządzenia pomocniczego. Większość z dzisiejszych reżyserów nawet nie ma pojęcia, jak to zrobić. I na tym polegała magia Jima Camerona i nadal tak jest. Miał pomysł na kompozycję ujęć i akcję, która odzwierciedlała najlepsze cechy tej królowej napędzanej hydraulicznie/napędzanej aktorem. Ponieważ w środku było dwóch facetów, a nas dziewięciu na jej ogonie, jej głowie, kablu, rękach i stopach. My były wszędzie.”
MacGowan bardzo poważnie potraktował swoją rolę, starając się uzyskać idealne dopasowanie i wykończenie dla tej eleganckiej bestii znoszącej jaja, która ostatecznie stała się wrzącą, rozrywającą androidy supergwiazdą popularnej kontynuacji z 1986 roku. –
„Tak naprawdę chcieliśmy uhonorować to, co Giger zrobił w przeszłości, ale także dać Jimowi to, czego szukał w swojej wizji królowej” – wspomina. „Królowa to tak naprawdę projekt i cały wygląd Jima. Skupiliśmy się na tym, aby uzyskać to, czego chciał Jim, ale jednocześnie zadbać o to, aby fani oryginalnego filmu, którym byliśmy wszyscy, mogli naprawdę to docenić”.
Jako mentor swojej oddanej młodej ekipy twórców efektów wizualnych Winston uczył ich subtelnej sztuki wstrzykiwania osobowości i emocji w występy stworzeń.
„To coś, co zawsze podkreślali, ale jeśli interesujesz się horrorami i filmami science fiction, wiesz, że wszystkie wspaniałe stworzenia i potwory mają jakąś współczującą lub interesującą osobowość” – dodaje Mahan. „Nawet ksenomorf z pierwszego filmu ma taką osobowość, że go to nie obchodzi. To cię po prostu zabije. Ale to wciąż cecha osobowości.
„Stan zawsze uczył nas, że to nie są efekty; to postacie, które tworzymy; to aktorzy w filmie. Tak się po prostu składa, że jest to istota z kosmosu, robot z przyszłości albo dinozaur. Cokolwiek to jest, trzeba w to wierzyć i zawsze kierujemy się tą filozofią”.
Jeśli chodzi o tajemnicę tego, gdzie dokładnie znalazła się oryginalna marionetka wykorzystana na ekranie Alien Queen, Mahan ma kilka wskazówek, ale ze smutkiem przyznaje, że większość z nich niestety przepadła w czasie.

„Jim ma taki w swoim muzeum i myślę, że kolekcjoner Bob Burns rzeczywiście miał głowę” – mówi Mahan. „Reszta może wynikać z tego, że popadł w ruinę. Wiem, że kiedy wyjechaliśmy, wiele z nich wrzucono do kontenerów w Pinewood, gdzie leżało i gniło przez lata. Zawsze chcieliśmy to odzyskać, ale od jakiegoś czasu nie widziałem prawdziwej królowej.
Chociaż klasyczny projekt nie zmienił się zbytnio na przestrzeni lat, Mahan zauważa, że materiały użyte do stworzenia stworzeń takich jak Królowa Obcych uległy takim zmianom.
„Główka była wykonana z włókna szklanego i miała inne części z pianki gumowej. Materiały wówczas nie były zbyt wyrafinowane” – wyjaśnia Mahan. „Materiały, które mamy dzisiaj, takie jak te, które zrobiliśmy w przypadku „Obcego: Romulus”, są jak z kosmosu. Są to półprzezroczyste silikony, które dobrze się rozciągają, a także lekkie plastikowe części wyhodowane w 3D”.
„Wtedy mieliśmy tylko przezroczysty uretan, którym poruszałem kaptur jej głowy. Pierwotny pomysł był taki, że skóra na jej twarzy miała być przezroczysta. Skończyło się na pomalowaniu pianką gumową tak, aby wyglądała na półprzezroczystą. Wiele z tych materiałów po prostu się rozpadło. Na ekranie robi to wrażenie.
„Kiedy kręciliśmy „Obcy: Romulus”, Lindsay i ja nie robiliśmy filmu „Obcy” od czasu „Obcych”. Kiedy pojawiła się szansa ponownego odwiedzenia tego świata, wspomnienia zmysłowe powróciły. To jeden z tych filmów, o którym myślę, że każdego dnia pamiętam, że byłem na planie tego filmu”.
„Aliens” można oglądać na platformie Disney+ w Wielkiej Brytanii oraz wypożyczać i kupować na różnych platformach w USA.