
Rozwój życia to coś więcej niż tylko entropia, która postrzępi nasze ciała – zmiękcza naszego ducha, stępia krawędź próżności i poszerza otwór piękna, dzięki czemu stajemy się bardziej sobą i bardziej niesamodzielni, przebudzeni na szczęśliwą współzależność świata. A jednak to, kim byliśmy – młodzi i głupi, głodni złych rzeczy, pełni nadziei w prawdzie, ale uskrzydleni nadzieją w pychę – to podstawowe elementy składowe tego, kim się stajemy, niezniszczalne jak wodór i hel, które stworzyły wszechświat. Joan Didion wiedziała o tym, kiedy to zauważyła „Dobrze radzimy, abyśmy nadal kiwali głową z ludźmi, którymi kiedyś byliśmy, niezależnie od tego, czy uważamy ich za atrakcyjne towarzystwo, czy nie”. Jane Ellen Harrison wiedziała o tym, kiedy była w niej wspaniała medytacja nad sztuką starzenia sięprzestrzegła, że „nie możesz rozwinąć tej kuli śnieżnej, którą jesteś ty: nie ma żadnego «ty» poza twoim życiem – przeżytym”.
Ową transmutację i integrację stanowi poeta i filozof Kahlila Gibrana (6 stycznia 1883 – 10 kwietnia 1931) w swoim długim wierszu podejmuje z niezwykłą uduchowością „Młodzież i wiek”, napisany po czterdziestce, wkrótce po jego ukończeniu Prorok.

W młodości, wspomina Gibran, czuł się skazany na znikomość, przyćmiony przez wszechświat, który wydawał się ogromny i odległy. Ale w miarę dojrzewania nauczył się żyć z „wielką samotnością, która nie wie, co jest daleko i blisko, ani co małe, ani wielkie” – żyć w tej elementarnej samotności z poczuciem bezgranicznej przynależności do wszechświata i każdej innej samotności w nim.
W nastrojach zgodnych ze starzejącym się Waltem Whitmanem co sprawia, że warto żyćśledzi swoją ścieżkę:
W mojej młodości serce świtu było w moim sercu, a pieśni kwietnia brzmiały w moich uszach.
Ale dusza moja była smutna aż do śmierci i nie wiedziałam dlaczego. Do dziś nie wiem, dlaczego byłem smutny.
Ale teraz, chociaż jestem z wieczorem, moje serce wciąż zasłania świt,
I choć już mam jesień, w moich uszach wciąż słychać pieśni wiosny.
Ale mój smutek zamienił się w zachwyt i stoję w obliczu życia i codziennych cudów życia.
W pięknej metaforze zakorzenionej w ewolucyjna historia życiaprzeciwstawia ducha młodości duchowi naszych późniejszych lat:
Różnica między moją młodością, która była moją wiosną, a tymi czterdziestoma latami, które są moją jesienią, jest tą samą różnicą, która istnieje między kwiatem a owocem.
Kwiat jest zawsze kołysany przez wiatr i nie wie dlaczego i dlaczego.
Ale owoc przepełniony nimi, miodem lata, wie, że jest to jeden z powrotów życia do domu, tak jak poeta, gdy śpiewa się jego pieśń, zna słodką treść,
Chociaż życie było gorzkie na jego ustach.

Mając na uwadze niepokój młodości, Gibran powtarza swoje wcześniejsze refleksje nt czas przyjaźni gdy zastanawia się nad tym, co może być najwyższą nagrodą w starzeniu się – naszą rosnącą zdolnością do cierpliwości, do przestronności, która spotyka życie na własnych warunkach i staje się jednością z rozwijającą się tajemnicą:
W młodości tęskniłem za nieznanym i tęsknię nadal.
Ale w czasach mojej młodości tęsknota obejmowała konieczność, która nie zna cierpliwości.
Dziś tęsknię nie mniej, ale tęsknota moja jest przyjazna cierpliwości, a nawet oczekiwaniu.
I wiem, że całe to pragnienie, które się we mnie porusza, jest jednym z tych praw, które obracają wszechświaty wokół siebie w cichej ekstazie, w szybkiej namiętności, którą twoje oczy uznają za ciszę, a twój umysł za tajemnicę.
W przejmującym przypomnieniu, że nasze awersyjne reakcje nie ujawniają natury rzeczy, którymi się brzydzimy, ale naturę naszych zasłon i granic naszego zrozumienia, dodaje:
W młodości kochałem piękno i brzydziłem się brzydotą, gdyż piękno było dla mnie światem oddzielonym od wszystkich innych światów.
Ale teraz, gdy łaskawe lata zdjęły zasłonę wybierania z moich oczu, wiem, że wszystko, co uważałem za brzydkie w tym, co widzę i słyszę, to tylko zasłona na oczy i wełna w uszach;
I że nasze zmysły, podobnie jak nasi sąsiedzi, nienawidzą tego, czego nie rozumieją.
Sto lat przed pojawieniem się nauki poetyka zimujących drzew jako soczewka odnowyGibran pisze:
W młodości, ze wszystkich pór roku, nienawidziłem zimy, bo w samotności mówiłem: „Zima to złodziejka, która okrada ziemię ze swojej tkanej przez słońce szaty i pozwala jej stać nago na wietrze”.
Ale teraz wiem, że zimą następuje odrodzenie i odnowa, i że wiatr rozdziera stare szaty, aby okryć ją nową szatą utkaną przez wiosnę.

Dotykając koncepcji znanej we wschodnich tradycjach duchowych jako nieidentyfikacja – zdolność do zamieszkiwania naszej szerszej natury poza przejściowymi okolicznościami i warunkami – pisze:
W młodości byłem jedynie niewolnikiem przypływów i odpływów morza oraz więźniem półksiężyców i pełni księżyca.
Dziś stoję na tym brzegu i nie wstaję, ani nie schodzę.
Kończy wiersz spojrzeniem wstecz na smutne wyobcowanie swojej młodości jako na zaczątek jego urzeczywistnienia, niezbędny i święty:
Tak, w młodości byłem rzeczą smutną i podatną, a wszystkie pory roku igrały ze mną i śmiały się w sercach.
I życie upodobało mi się, całowało moje młode usta i klepało po policzkach.
Dziś bawię się porami roku. I kradnę pocałunek z ust życia, zanim ona pocałuje moje usta.
I nawet dla żartu trzymam ją za ręce, żeby nie uderzyła mnie w policzek.
W młodości rzeczywiście byłem smutny i wszystko wydawało mi się ciemne i odległe.
Dziś wszystko jest promienne i bliskie, i dla tego chciałbym żyć moją młodością i bólem mojej młodości, raz za razem.
Uzupełnij o Simone de Beauvoir sztuka starzenia się I jak przypadek i wybór zbiegają się, aby uczynić nas tym, kim jesteśmya następnie ponownie zapoznaj się ze świetlistą mądrością Gibrana odwagę poznania siebie, elementy składowe przyjaźni, jak wychowywać dzieci, jak przetrwać niepewność miłościI sekret trwałego związku.