
Esej ten jest adaptacją dziewiętnastego rozdziału mojej książki Zastanawianie się.
Pierwszej jesieni po trzydziestce Emily Dickinson napisała do swojej powierniczki i późniejszego redaktora Thomasa Wentwortha Higginsona:
Ogarnął mnie strach — od września — nie mogłem nikomu tego powiedzieć, więc śpiewam, jak Chłopiec przy Cmentarzu — bo się boję.
Nie „przerażenie”, nie „szok”, ale: terror. Co kryje się za tą okropnością, którą sugeruje kobieta, która tak skrupulatnie waży słowa? Pokolenia biografów zapełniały strony domysłami o różnej mocy przekonywania – śmierć, jakiś niezarejestrowany zawód miłosny w jej wulkaniczny związek z Susanpierwszy atak epilepsji – ale najbardziej intrygująca teoria pojawiła się prawie sto lat po tym, jak poeta zaszyfrował te słowa.
W 1951 roku, po latach badań i podróży do różnych archiwów, uczona Rebecca Patterson zaproponowała zupełnie nową kandydatkę na „terror” 1861: Kate Scott Anthon – świeżo owdowiała młoda kobieta, z którą Susan zaprzyjaźniła się podczas studiów w Utica Female Academy, a następnie przedstawiła Emily, która wdała się w intensywny romantyczny i prawdopodobnie fizyczny romans z kuszącym przybyszem, zanim Kate zerwała związek bez wyjaśnienia, zadając Emily cios równie śmiertelny i dostarczając surowca do większości jej żałobnej poezji.
Ich historia to mozaika złożona z różnych zachowanych dokumentów, tak bezpośrednia jak listy Emily i tak ulotna jak marginalia w ulubionych książkach Kate.

Późną zimą 1859 roku Kate zjechała saniami w modnym czarnym kapeluszu i wdowim welonie przed domem swojej byłej koleżanki z klasy w Amherst. Niemal natychmiast Susan przedstawiła ją ukochanemu kasztanowowłosemu przyjacielowi, który mieszkał po drugiej stronie żywopłotu w ceglanym domu pomalowanym na głęboką czerwień i który słyszał o niej od prawie dziesięciu lat. Kiedy Emily, owinięta szalem z merynosów, spotkała wysoką, przystojną kobietę o przenikliwych ciemnych oczach, muzycznym głosie i żywej pasji do literatury i astronomii, od razu była oczarowana.
W ciągu trzech tygodni pierwszego pobytu Kate w Amherst obie kobiety, obie po dwadzieścia osiem lat, stały się nierozłączne. Czytali, spacerowali z psem Emily, Carlo Aurora Leigh rozmawiali ze sobą na głos i spędzali wieczory przy pianinie, improwizując Emily – „dziwne i piękne melodie, wszystko z jej własnej inspiracji” – zapamiętała Kate. Gdy Emily grała, Kate górowała za nią – „Goliat” – nazywał ją drobny poeta.
Kiedy Kate wyszła do domu, Emily skinęła na nią, zapraszając ją na kolejną wizytę w Amherst:
Jestem przyjemnie położony na głębokim morzu, ale miłość cię wypłynie, jeśli jej ręce będą mocne, i nie czekaj, aż wyląduję, bo wyjdę na brzeg po drugiej stronie.

Wczesne listy Emily do Kate pulsują elektrycznością. Pisząc kilka tygodni po ich pierwszym spotkaniu, próbuje zamaskować żartobliwą siłę niepohamowanej, sfrustrowanej tęsknoty w kodowym języku botaniki, który był kiedyś jej pierwszy język poetycki:
Nigdy wcześniej nie tęskniłem za Kate. . . . W ten marcowy wieczór słodko zapukał do moich drzwi kolejny Kandydat — Idź do domu! Nie lubimy tutaj Katies! – Zostawać! Moje serce głosuje na ciebie i cóż właściwie mam kwestionować jej głos? Jakie masz kwalifikacje? Czy odważysz się zamieszkać na Wschodzie, gdzie my mieszkamy? Czy boisz się Słońca? — Kiedy usłyszysz, jak nowy fiołek przedziera się przez darnie, zachowasz stanowczość?… Czy mimo to przyjdziesz?… Kate zebrała się w marcu! To mały bukiet, kochanie, ale czego mu brakuje, zyskuje na nie blaknięciu. — Wielu może pochwalić się malwą, ale niewielu może nosić różę! … Więc wstaję, nosząc ją – więc śpię, trzymając – Śpię wreszcie z nią szybko w dłoni i budzę się niosąc mój kwiat. —

Późną zimą 1860 roku spędzili razem noc w sypialni Emily – niezapisaną, niewypowiedzianą, może z wyjątkiem wiersza:
Jej słodki ciężar na moim sercu w nocy
Ledwo raczył kłamać —
Kiedy mieszając, ku uciesze wiary,
Moja Oblubienica wymknęła się —Gdyby to był sen – utrwalony – po prostu
Niebo do potwierdzenia —
Albo gdyby Mnie się o Niej śniło —
Moc domniemania —
Kilka tygodni po tej doniosłej nocy Emily podzieliła się tą cenną nietrwałością w liście do Kate:
Znajdowanie jest powolne, a możliwości utraty tak częste, w takim świecie, podchodzę z najwyższą ostrożnością. Tak przenikliwa ostrożność może wydawać się niepotrzebna, ale wiele porusza najbardziej tych, kochani, którzy byli w potrzebie… Czy byłeś kiedyś biedny? I Posiadać był żebrakiem.
Cokolwiek zaszło między nimi, nigdy nie poruszyli tego otwarcie – zawsze niemożliwe jest wyartykułowanie możliwości między dwojgiem ludzi, zwłaszcza w czasie i miejscu, które ograniczały to, co możliwe do tak wąskich parametrów dopuszczalnej miłości. Czując, że to wszystko jest niemożliwe, Emily wzdrygnęła się z powodu przewidywanej straty:
Kate, Wyraźnie słodka Twoja twarz stoi w swojej widmowej niszy – Dotykam Twojej dłoni – mojego policzka – Twojego policzka – Gładzę Twoje zniknięte włosy, Po co weszłaś, siostro, skoro musisz odejść? Czy jego serce nie było wystarczająco rozdarte, ale musisz wysłać swoje strzępy?… Jest temat, kochanie, którego nigdy nie poruszamy.
Niewiele wiadomo o tym, co przeżyła Kate. Żaden z jej listów do Emily nie przetrwał. (Poetka poleciła siostrze, aby po jej śmierci wszystkie listy zostały spalone — na tę prośbę Lavinia Dickinson natychmiast spełniła, zanim odkryła zbiór wierszy, co uświadomiło jej, że korespondencja jej siostry może mieć ogromną wartość literacką). Jednak Kate — która podpisywała wiele swoich zachowanych listów do innych korespondentów „Thomas” lub „Tommy” — rzeczywiście wykazywała jednoznaczną i trwającą całe życie skłonność do romantycznego przywiązania do kobiet, co zakończyło się w późniejszym życiu długotrwałym związkiem z młodym Angielka.
Być może w wieku dwudziestu ośmiu lat po prostu nie była gotowa na tak radykalny demontaż nadbudowy swojego życia, jaką znała. W kwietniu 1861 roku zerwała związek z Emilką. Nie ma wzmianki o tym, co zostało powiedziane, ale zniszczenia były całkowite i trwały przez całe życie. Wiele lat później Emily napisała do Higginsona:
Jeśli kiedykolwiek straciłeś przyjaciela… pamiętasz, że nie mogłeś zacząć od nowa, ponieważ nie było świata –
Śmierć pozbawiona tchu nie jest tak zimna jak śmierć, która oddycha.

W bezpośredniości straty pośredniczyła między nadzieją a rozpaczą, jak to robimy wszyscy, gdy jesteśmy załamani nagłym porzuceniem. Miesiąc po jej „terrorze”, który mógł być po prostu bolesną akceptacją faktu, że Kate nie ma, jej przyjaciel Samuel Bowles – którego gazeta wydrukowała jeden z zaledwie czterech wierszy opublikowanych za jej życia – przyjechał do Amherst. Nie chciała się z nim widzieć. Większość jej listów z tego okresu spłonęła, ale Samuel był jednym z jej najbliższych przyjaciół – prawdopodobnie zwierzała mu się z intensywności swojego złamanego serca, jeśli nie z jego źródła. „Każemy zranionemu, żeby to ostudził” – pisała w wierszu. Wśród jego własnych listów znajduje się jeden z tego lata, adresowany do adresata, którego nazwisko zostało wymazane – niezwykły list pocieszający do kogoś cierpiącego z powodu nieodwzajemnionej miłości, kogoś, kto równie dobrze mógł być Emily:
Moja droga – :
… Musisz dawać, jeśli spodziewasz się otrzymać – dawaj szczęście, przyjaźń, miłość, radość, a zobaczysz, że one do ciebie płyną. Czasem dasz więcej, niż otrzymasz. Wszyscy tak robimy w niektórych naszych relacjach, ale dawanie bez zwrotu na tyle, na ile pozwala nam życie, jest często prawdziwą przyjemnością. Nie wolno nam zawierać targów sercem, tak jak robiliśmy to z rzeźnikiem o mięso. Naszym zadaniem jest dawanie tego, co mamy do dania – tego, co możemy dać. Zwrot, z którym nie mamy nic wspólnego… Jeden nie da nam tego, co mu dajemy – inni dadzą więcej, niż możemy lub jesteśmy w stanie im dać – i tak rachunki się zbilansują. Tak jest z moimi miłościami i przyjaźniami – tak jest z każdym.
Emily nie była gotowa porzucić miłości, którą dała, nadziei, że pewnego dnia zostanie ona odwzajemniona, choć zaalchemizowana i przemieniona w inną formę. Napisała do Kate żałośnie:
Zastanawiam się, ile lat posieje na nich mech, zanim ponownie zwiążemy, może trochę zmienione, trochę starsze będzie bądźcie, a jednak tacy sami, jak słońca świecące pomiędzy naszym życiem i stratą, i fiołki.
W tym sezonie skomponowała swój najsłynniejszy wiersz – czytany tutaj przez dzieci XXI wieku, które nie przeżyły jeszcze swoich miłości i strat, a animowany przez artystkę Olgę Ptashnik:
„Nadzieja” to rzecz z piórami –
Co siedzi w duszy –
I śpiewa melodię bez słów –
I nigdy się nie zatrzymuje – wcale –I najsłodszy — w wichurze — słychać —
I bolesna musi być burza –
To mogłoby sparaliżować małego ptaka
To ogrzało tak wielu —Słyszałem to w najzimniejszym kraju —
I na najdziwniejszym morzu —
Jednak — nigdy — w skrajnościach,
Zapytało mnie o okruszek.
„Życie jest długie” – powiedział mi niedawno przyjaciel poeta, gdy liczyłem się z podobnym zerwaniem. Ale życie nie trwało długo Emily Dickinson, która zmarła nagle po pięćdziesiątce, nie mając ani jednego siwizny na kasztanowych włosach w małej białej trumnie, w której znajdowało się jej ciało i bukiet fiołków. Życie jest piórkiem pożyczonym od szybkiego skrzydła czasu. Gdyby żyła dłużej, być może Kate wróciłaby, aby spędzić pozostałe dni z Emily, a nie ze swoim angielskim kochankiem, a może spotkaliby się ponownie w całkowitym rozczarowaniu, w doskonałej przyjaźni. „Jeśli” to najszersze słowo ze wszystkich, ogromny alternatywny wszechświat, w którym żyje całe nasze możliwe życie. Nadzieja jest tym, co nazywamy pomostem pomiędzy tym wszechświatem a tamtym.