
Chodzi oczywiście o to, żeby zobaczyć całość – jak to określiła Virginia Woolf „sama rzecz”. Nie tylko po to, by odkryć fragmenty i odkryć, jak każdy z nich działa, ale także by zrozumieć ich harmoniczną jedność – sumę, którą, jak wiedział zapomniany geniusz Willard Gibbs, „jest prostszy niż jego części”, prostsze i piękniejsze, tak jak niezliczone złożone akordy grane przez ogromną orkiestrę różnorodnych instrumentów stają się symfonią – pojedynczą jednostką transcendencji.
Filozof, przyrodnik i pionier konserwator przyrody Aldo Leopolda (11 stycznia 1887 – 21 kwietnia 1948) podejmuje tę kwestię we wspaniałym eseju o Rio Gavilan – rozległym przełomie w meksykańskim Sierra Madre Occidental, gdzie Leopold spędzał czas z synem w latach trzydziestych XX wieku i gdzie zaczęła dojrzewać jego filozofia ochrony przyrody – włączonej później do niezastąpionej kolekcji Almanach hrabstwa Sand: i szkice tu i tam (biblioteka publiczna), opublikowane kilka miesięcy po jego śmierci.

Leopold pisze:
Pieśń rzeki zwykle oznacza melodię, którą wody grają na skale, korzeniu i bystrości.
Rio Gavilan ma taką piosenkę. To przyjemna muzyka, przypominająca tańczące karabiny i grube tęcze ukryte pod omszałymi korzeniami jaworu, dębu i sosny. Jest to również przydatne, ponieważ szum wody tak wypełnia wąski kanion, że jelenie i indyki schodzące ze wzgórz, aby się napić, nie słyszą kroków człowieka ani konia… Ta pieśń wód jest słyszalna dla każdego ucha, ale w tych wzgórzach jest inna muzyka, bynajmniej nie dla wszystkich. Żeby usłyszeć chociaż kilka nut, trzeba tu najpierw długo mieszkać i znać mowę wzgórz i rzek. Potem, w cichą noc, kiedy ognisko jest już przygaszone, a Plejady wspięły się na skały obręczy, usiądź cicho i nasłuchuj wycia wilka, i mocno pomyśl o wszystkim, co widziałeś i próbowałeś zrozumieć. Wtedy możesz to usłyszeć — ogromną, pulsującą harmonię — jej partyturę wypisaną na tysiącu wzgórz, nuty życia i śmierci roślin i zwierząt, jej rytmy obejmujące sekundy i stulecia.

Dwa pokolenia po niemieckim biologu morskim Ernście Haeckelu ukuł to słowo ekologiadwie dekady wcześniej, zanim amerykańska biolog morski Rachel Carson uczyniła to słowo powszechnie znanym katalizował nowoczesny ruch ekologicznyi epokę, zanim Robert Macfarlane, który niesie pochodnię dziedzictwa Carsona, przedstawił swoje przejmujące argumenty za dlaczego rzeka żyjeLeopold uważa, że wspólny metabolizm leżący u podstaw ekosystemu rzeki sprawia, że jest to pojedynczy żywy organizm:
Jedzenie stanowi kontinuum Pieśni Gavilana. Mam oczywiście na myśli nie tylko twoje pożywienie, ale także pożywienie dla dębu, który karmi byka, który karmi kuguara, który umiera pod dębem i wraca do żołędzi dla swojej dawnej ofiary. Jest to jeden z wielu cykli pokarmowych rozpoczynających się od dębów i do nich powracających, gdyż dąb żywi także sójkę, która karmi jastrzębia, który nazwał twoją rzekę, niedźwiedzia, z którego tłuszczu zrobiono twój sos, przepiórkę, która nauczyła cię lekcji botaniki, i indyka, który codziennie daje ci pomyłkę. Wspólnym celem wszystkiego jest pomoc strużkom górnego biegu rzeki Gavilan w rozłupaniu jeszcze jednego ziarenka ziemi z szerokiego kadłuba Sierra Madre, aby powstał kolejny dąb.
U progu stulecia specjalizacji, w którym dzieliliśmy kontinuum rzeczywistości na coraz bardziej odrębne części, które miały być badane przez coraz węższe dyscypliny, bez dialogu między mechaniką kwantową a epigenetyką, astrobiologią i neuronauką, Leopold przestrzega przed myleniem instrumentów z piosenką:
Tam są mężczyźni obarczony obowiązkiem zbadania budowy roślin, zwierząt i gleby, które są instrumentami wielkiej orkiestry. Ci ludzie nazywani są profesorami. Każdy wybiera jeden instrument i spędza życie na jego rozbieraniu i opisywaniu strun oraz pudła rezonansowego. Ten proces rozczłonkowania nazywa się badaniami. Miejsce rozczłonkowania nazywa się uniwersytetem. Profesor może szarpać struny swojego własnego instrumentu, ale nigdy instrumentu innego, a jeśli słucha muzyki, nie może nigdy przyznać się do tego swoim kolegom ani studentom. Wszystkich bowiem ogranicza żelazne tabu, które stanowi, że budowa instrumentów jest domeną nauki, a wykrywanie harmonii jest domeną poetów. Profesorowie służą nauce, a nauka służy postępowi. Służy postępowi tak dobrze, że wiele bardziej skomplikowanych instrumentów zostaje nadepniętych i zniszczonych w pośpiechu, aby szerzyć postęp we wszystkich zacofanych krajach. W ten sposób partie jedna po drugiej są wyrywane z pieśni nad pieśniami. Jeśli profesorowi uda się sklasyfikować każdy instrument, zanim ulegnie uszkodzeniu, jest zadowolony.
Podczas gdy jego współczesny Carl Rogers tworzył mapę trzy elementy dobrego życia z perspektywy psychologii Leopold rozważa sedno dobrego życia przez pryzmat, który najlepiej można opisać jako ekomuzykologię:
Nauka zapewnia światu moralne i materialne błogosławieństwa. Jej wielkim wkładem moralnym jest obiektywność, czyli naukowy punkt widzenia. Oznacza to wątpienie we wszystko z wyjątkiem faktów; oznacza to trzymanie się faktów, niech los spadnie tam, gdzie może. Jednym z faktów potwierdzanych przez naukę jest to, że każda rzeka potrzebuje więcej ludzi i wszyscy ludzie potrzebują więcej wynalazków, a co za tym idzie, więcej nauki; dobre życie zależy od nieokreślonego przedłużania tego łańcucha logiki. To, że dobre życie na jakiejkolwiek rzece może również zależeć od percepcji jej muzyki i zachowania jakiejś muzyki do odbioru, jest formą wątpliwości, której nauka jeszcze nie rozwinęła.
Nauka jeszcze nie dotarła na Gavilan, więc wydra bawi się w berka w swoich basenach i rafach, goniąc grubą tęczę spod omszałych brzegów, nie myśląc ani o powodzi, która pewnego dnia przeleje brzegi do Pacyfiku, ani o sportowcu, który pewnego dnia będzie kwestionował swój tytuł do pstrąga. Podobnie jak naukowiec nie ma wątpliwości co do własnego projektu życia. Zakłada, że dla niego Gavilan będzie śpiewał wiecznie.

Para z Annie Dillard co łasica wie o tajemnicy życiaa następnie ponownie odwiedź Walta Whitmana słuchając pieśni istnienia i Alexander von Humboldt dalej istota nauki i jak czytać poezję natury.
