Co się dzieje, kiedy umieramy – marginalizm

Co się dzieje, kiedy umieramy – marginalizm
Co się dzieje, kiedy umieramy – marginalizm

Co się stanie, kiedy umrzemy

Kiedy zmarł mój dziadek-inżynier-ateista, moja babcia-ateista-inżynier pochyliła się nad ciałem w hospicyjnym łóżku, w którym było pół wieku wspólnego życia i miłości, przytuliła czaszkę, w której mieszkał jego uparty i wrażliwy umysł, i szepnęła do oświetlonego halogenami eteru:

„Gdzie poszłaś, kochanie?”

Bez względu na nasze przekonania, te zmysłowe zabawki umysłu, kiedy nadchodzi moment materialnej zagłady, my – istoty chwili i materii – po prostu nie możemy pojąć, jak coś tak wspaniałego jak wszechświat myśli i uczuć w nas może zniknąć w nicości.

Nawet jeśli rozumiemy, że umieranie jest znak naszego egzystencjalnego szczęścianawet jeśli zrozumiemy, że jesteśmy pożyczonym pyłem gwiezdnym, który z pewnością zostanie zwrócony wszechświatowi, który go stworzył – wszechświatowi samemu zmierzającemu w stronę nicości, podczas gdy jego gwiazdy powoli wypalają swoją energię, pozostawiając zimną, surową ciemność czystej czasoprzestrzeni – to zrozumienie rozmywa się w niespokojną, bezcielesną abstrakcję, gdy ciało zmierza ku rozkładowi. Ożywiane impulsami elektrycznymi i tymczasowymi interakcjami materii, nasze skończone umysły po prostu nie są w stanie uchwycić ponadczasowej i nieskończonej nieożywioności – pustki poza bytem.

Filary Stworzenia, Mgławica Orzeł, Messier 16. Zdjęcie w podczerwieni. NASA/Kosmiczny Teleskop Hubble’a. (Dostępne jako wydruk i jako karty papiernicze.)

Nawet Walt Whitman, który potrafił znieść tyle sprzeczności, nie był w stanie uchwycić pustki. „Będę tworzył wiersze o moim ciele i o śmiertelności” – ślubował jako młody człowiek, szanując naszą wspólną materialność w swojej ponadczasowej deklaracji, że „Każdy atom, który należy do mnie, tak samo jak dobro, należy do ciebie”. Z lśniącej platformy w czasach młodości łatwo było oczekiwać, że pewnego dnia stanie się „nieobciętymi włosami grobów”, gdy jego własne atomy powrócą na trawiastą ziemię.

Ale potem, gdy zbliżał się ten dzień, gdy był już stary i niedołężny, „poeta ciała i poeta duszy” nagle nie mógł pojąć całkowitego rozpadu swojej atomowej jaźni, nagle zaczął „śmiać się z tego, co nazywacie rozpadem”.

A potem rzeczywiście się rozpuścił, pozostawiając nam swoje nieśmiertelne wersety, wersety napisane, gdy jego cząstki śpiewały z elektryczną spójnością młodości i zdrowia, wersety, które swym mięsistym palcem kreśliły słaby kontur elementarnej prawdy: „Co ożywia życie, ożywia śmierć”.

„Myśli, ciche myśli o czasie, przestrzeni i śmierci”. Grafika autorstwa Margaret C. Cook z rzadkie wydanie angielskie autorstwa Walta Whitmana Liście Trawy. (Dostępny jako wydruk)

Żałuję, że nie mogłem dać mojej babci i umierającemu Whitmanowi nieskończenie orzeźwiającego Pan G: Powieść o stworzeniu (biblioteka publiczna) przez poetyckiego fizyka Alana Lightmana — magiczno-realistyczna serenada na cześć nauki, przepełniona symfoniczną prawdą o naszym poszukiwaniu sensu, naszym głodzie piękna i tym, co czyni nasze delikatne, przemijające życie wartym przeżycia.

Pod koniec powieści pan G z bólem serca nieznanym w Pustce, poprzedzającym istnienie wszechświatów i życia, patrzy na starą kobietę na łożu śmierci, na film jej długiego, bolesnego i pięknego życia wyłaniającego się z szpuli pamięci, pozostawiając ją pogrążoną w smutku z powodu jej kresu, drżącą z wyzywającym niedowierzaniem, że to wszystko.

„Jak istota z substancji i masy może pojąć rzecz bez substancji i masy?” – zastanawia się pan G, smucąc się, obserwując, jak ulega ona prawom, które stworzył. „Jak istota, która z pewnością umrze, może rozumieć rzeczy, które będą istnieć wiecznie?”

A potem, gdy na jej twarzy pojawia się delikatny uśmiech, rzeczywiście umiera. Lightman pisze:

W tym momencie w jej ciele było 3 147 740 103 497 276 498 750 208 327 atomów. Z jej całkowitej masy 63,7 procent stanowił tlen, 21,0 procent węgla, 10,1 procent wodoru, 2,6 procent azotu, 1,4 procent wapnia, 1,1 procent fosforu i odrobina dziewięćdziesięciu innych pierwiastków chemicznych powstających w gwiazdach.

Podczas kremacji jej woda wyparowała. Jej węgiel i azot łączyły się z tlenem, tworząc gazowy dwutlenek węgla i dwutlenek azotu, które unosiły się w niebo i mieszały się z powietrzem. Większość wapnia i fosforu spiekła się w czerwonobrązową pozostałość i rozproszyła się w glebie i na wietrze.

Ale potem widzimy, że każdy atom należący do niej – a raczej tymczasowo przez nią pożyczony – naprawdę należy do wszystkiego i wszystkich, tak jak ty i ja wdychamy teraz te same atomy tlenu, które niegdyś napełniły płuca Walta Whitmana żądzą życia:

Uwolnione z tymczasowego zamknięcia, jej atomy powoli rozprzestrzeniły się i rozproszyły po atmosferze. Za sześćdziesiąt dni można je było znaleźć w każdej garści powietrza na planecie. W ciągu stu dni część jej atomów, czyli pary wody, skondensowała się w ciecz i powróciła na powierzchnię w postaci deszczu, aby zostać wypita i połknięta przez zwierzęta i rośliny. Niektóre z jej atomów zostały wchłonięte przez organizmy wykorzystujące światło i przekształcone w tkanki, kanaliki i liście. Niektóre zostały wdychane przez istoty tlenowe, wbudowane w narządy i kości.

Asteroidy Pectanthis — jeden z nieziemskie rysunki meduz przez XIX-wiecznego niemieckiego biologa morskiego Ernsta Haeckela, który ukuł to słowo ekologia. (Dostępny jako wydruk.)

We fragmencie przywołującym na myśl główne przesłanie oszczędnego, oszałamiającego wiersza Ursuli K. Le Guin “Pokrewieństwo,” dodaje:

Kobiety w ciąży zjadały zwierzęta i rośliny zbudowane z jej atomów. Rok później dzieci zawierały część jej atomów… Kilka lat po jej śmierci miliony dzieci zawierały część jej atomów. A ich dzieci również będą zawierać część jej atomów. Ich umysły zawierały część jej umysłu.

Czy te miliony dzieci, przez pokolenia na przyszłe pokolenia, będą wiedziały, że część ich atomów przeszła przez tę kobietę? Nie jest to prawdopodobne. Czy poczują to samo, co ona czuła w swoim życiu, czy ich wspomnienia będą miały migoczące uderzenia jej wspomnień, czy przypomną sobie tę chwilę dawno temu, kiedy stała przy oknie z poczuciem winy i zdezorientowania, i patrzyła, jak ptak tadr okrążał cysternę? Nie, to niemożliwe. Czy będą mieli słabe przeczucie jej przebłysku Pustki? Nie, to niemożliwe. Nie jest to możliwe. Ale pozwolę im na krótki przebłysk Pustki, właśnie w chwili, gdy przechodzą od życia do martwego, od ożywienia do nieożywionego, od świadomości do tego, co nie ma świadomości. Przez chwilę zrozumieją nieskończoność.

A poszczególne atomy, przechodzące przez jej ciało, a następnie przez wiatr, wodę i glebę, przez pokolenia, pokolenia żywych stworzeń i umysłów, będą się powtarzać, łączyć i tworzyć całość z części. Chociaż nie mają pamięci, tworzą pamięć. Chociaż są nietrwałe, tworzą trwałość. Choć rozproszone, tworzą całość.

Oto my, ty i ja, Walt i Alan, moja babcia, która jest i mój dziadek, którego już nie ma – każdy z nas drżącą całością, zbudowaną z cząstek absolutnie bezbronnych i absolutnie niezniszczalnych, głodnych absolutów we wszechświecie krewnychgłodny trwałości we wszechświecie nieustannych zmianspragniony sensu, piękna, symboli istnienia.

Z tych głodów, z tych sprzeczności tworzymy wszystko, co ożywia życie: naszą sztukę i naszą muzykę, nasze wiersze i naszą matematykę, nasze powieści i nasze miłości.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x