
Nikt nie zrobił więcej dla pozaziemskiego PR niż Steven Spielberg.
Jeszcze zanim trafił na kasę dzięki hitom kinowym „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, „ET” i „Wojna światów”, debiutant, nastoletni twórca filmu, oglądał niebo w „Światle ognia” (1964), pierwszym filmie, który wyreżyserował. Od tego czasu określił ten ostatni jako „jeden z pięciu najgorszych filmów, jakie kiedykolwiek powstały” – twierdzenia, którego nie możemy zweryfikować, ponieważ zachowało się zaledwie kilka minut materiału – ale pokazuje to, jak długo reżyser interesował się małymi zielonymi ludzikami. (Inne pozaziemskie archetypy są oczywiście dostępne.)
Dlatego zawsze warto ekscytować się nowym filmem o kosmitach Spielberga, choć nie jest to jedyny powód ”Dzień ujawnienia„wydaje mi się, że najważniejsza premiera filmu science-fiction w 2026 roku.
Wraz z Christopherem Nolanem, JJ Abramsem i — po sukcesie zeszłorocznego genialnego, zmieniającego gatunki filmu „Sinners” — prawdopodobnie także Ryanem Cooglerem, Spielberg jest obecnie jednym z niewielu filmowców w Hollywood, którzy mają komercyjną siłę, aby stworzyć film oryginalny, samodzielny film gatunkowy o skali hitu. („Projekt Zdrowaś Maryjo„ to kolejny wyjątek potwierdzający regułę, choć ma tę zaletę, że jest oparty na już ukochanej bestsellerowej powieści Andy’ego Weira.)
Nie zawsze tak było. Chociaż listy przebojów sprzedaży biletów w XXI wieku zostały zdominowane przez megafranczyzy, takie jak Marvel, DC, Star Wars i Harry Potter – nie wspominając o tym, że Rozszerzona misja Jamesa Camerona na Pandorze — nie trzeba cofać się zbyt daleko, aby znaleźć czasy, gdy oryginalne filmy science-fiction były znaczącą siłą w Hollywood.
„Dzień Niepodległości”, „Faceci w czerni”, „Armagedon” i „Matrix” znalazły się na liście 20 najbardziej dochodowych filmów lat 90., podobnie jak „Ghost”, „Forrest Gump” i „Kevin sam w domu”. Wszystkie odniosły sukces, nie polegając na wcześniejszej świadomości widzów, a mimo to byłyby odstającymi pozycjami we współczesnej kasie i z równym prawdopodobieństwem zadebiutują na platformie streamingowej, jak i w multipleksach.
Z pewnością mieliby trudności z konkurowaniem z istniejącymi gigantami własności intelektualnej (IP), takimi jak MCU, w hollywoodzkiej maszynie, która coraz bardziej unika ryzyka. Ale jak Marvel i prawie każda inna marka odkryła w ostatnich latach, żadna franczyza – z wyjątkiem być może „Avatara” – nie jest gwarantowanym bankierem. A jeśli postawisz wszystko na ograniczoną liczbę istniejących franczyz, pozostaniesz z próżnią, jeśli zaczną one zawodzić.
Jest to stan rzeczy, który nie umknął uwadze Spielberga, który poza kontynuacjami własnych filmów „Park Jurajski” i „Indiana Jones” zwykle stronił od kręcenia filmów franczyzowych.
„Jeśli wszystko, co stworzymy, będzie znane i markowe, skończy nam się benzyna” – Spielberg powiedział w kwietniu CinemaCon (za pośrednictwem Różnorodność). „Nie ma nic ważniejszego niż dostarczanie widzom wizualnych historii, a mogą one mieć dowolną formę, ale musimy opowiadać bardziej oryginalne historie”.
Pragnienie oryginalnych historii dotyczy w równym stopniu wrażeń kinowych, jak i walki z egzystencjalnymi zagrożeniami dla Hollywood. Jest coś ekscytującego w siedzeniu w kinie i nie będąc do końca pewnym, co się za chwilę zobaczy – atmosfera tajemniczości, którą Spielberg zrobił, co mógł, aby wywołać przed „Dniem ujawnienia”.
Do grudnia ubiegłego roku był po prostu znany jako niezatytułowany film o UFO Stevena Spielberga. Wszyscy oczywiście wiedzieliśmy, że legendarny reżyser planował powrót do swojego szczęśliwego miejsca, w którym odwiedzali go kosmici, ale – pomijając tożsamość gwiazd i zaangażowanie scenarzysty Davida Koeppa – nikt nie był do końca pewien, jaką formę przyjmie „Dzień ujawnienia”.
Co ciekawe, sześć miesięcy później udało mu się ukryć większość sekretów swojego filmu przed opinią publiczną. Wiemy, że ta historia obejmuje próbę ujawnienia informacji o wizytach kosmitów, rządowy spisek mający na celu stłumienie tych odwiedzin oraz przerażający, klikalny obcy język, ale niewiele poza tym.
Oczywiście umowy o zachowaniu poufności i scenariusze odporne na kopiowanie stały się tak powszechne w paranoicznym Hollywood, że można by pomyśleć, że główne studia planują znaczącą operację wojskową. Nawet przeróbki i adaptacje wielowiekowych powieści trzyma się z dala od wścibskich oczu, zapominając, że każdy może sprawdzić zakończenie każdej historii kiedykolwiek opowiedzianej w Wikipedii. Z pewnością nie oczekiwanie, że odrobimy „pracę domową” przed obejrzeniem tego samodzielnego, niefranczyzowego filmu.
Rzeczywiście, kluczową różnicą w porównaniu z „Dniem Ujawnienia” jest to, że nie możemy szukać wskazówek w istniejących komiksach, rozszerzonych uniwersach lub poprzednich historiach. Zakładając, że wstępne recenzje utrzymają kluczowe punkty fabuły QT, informacje wywiadowcze ograniczają się obecnie do tego, co mocno przeszkolona przez media obsada i ekipa ujawniła (lub nie) w wywiadach i materiałach zwiastunowych. I podczas gdy Zwiastun „końcowego” „Dnia ujawnienia”. pokazuje trochę więcej kosmitów, niż moglibyśmy chcieć. Nie są to spoilery mogące równać się z Hulkiem łapającym dotkniętego Iron Mana w reklamach pierwszych „Avengers”.
Nieuchronnie ta próżnia informacyjna wywołała pewne spekulacje na zewnątrz. Niektórzy sugerują, że „Dzień ujawnienia” może być kontynuacją „Bliskich spotkań” powstałą 49 lat później, inni natomiast snują teorię, że rząd USA wybrał Spielberga jako kanał przekazujący społeczeństwu, że kosmici naprawdę istnieją.
Chociaż ci zwolennicy teorii spiskowych mogli obejrzeć o kilka za dużo odcinków „Z Archiwum X”, nie ma wątpliwości, że Spielberg był sam, jeśli chodzi o wywoływanie szumu przedpremierowego dla samodzielnego hitu kinowego – mimo że ostatnie dwie dekady jego kariery były zdominowane przez mniej mainstreamowe dzieła, takie jak „Most szpiegów”, „Koń bojowy”, „Lincoln” i na wpół autobiograficzny „The Fabelmanowie”.
Jeśli chodzi o kręcenie hitów akcji, tylko Cameron jest w tej samej lidze, podczas gdy każdy film Spielberga – nawet ten bardziej zapadający w pamięć – ma zwykle momenty prawdziwej filmowej magii. Nie sposób też pominąć faktu, że „Dzień ujawnienia” to najnowszy wpis z serii badającej dobre i złe strony wizyt kosmitów za pośrednictwem dwóch ponadczasowych klasyków („Bliskie spotkania” i „ET”) oraz trzech czwartych jednego („Bliskie spotkania” i „ET”)Wojna światów“). Spielberg wyprodukował także wspaniały hołd dla Abramsa „Super 8”.
Innymi słowy, jeden z najwybitniejszych reżyserów wszech czasów powraca na rodzimy rynek, zatem – nawet jeśli nowy film nie do końca dorównuje swoim poprzednikom – z pewnością warto o nim porozmawiać. Ironia, jak na film o dotrzymywaniu tajemnic…
„Disclosure Day” w kinach od 10 czerwca w Wielkiej Brytanii i 12 czerwca w USA.