
Marii Popowej
Fragmenty te pojawiają się na stronach 126-127 Przejście w kontekście życia Mary Shelley.
Gdzie odchodzi miłość, kiedy odchodzi?
To częste pytanie, wymyślone w swej pospolitości, a jednocześnie brutalnie szczere, ryczące w łonie każdego kochanka o złamanym sercu, rozbrzmiewające w pieśniach i sonetach miłosnych każdej cywilizacji, promieniujące od rysunków jaskiniowych i graffiti przy barach nurkowych. Jest to także pytanie szczególne, leksykalnie i syntaktycznie, ponieważ zakłada dwie rzeczy dotyczące życia serca: ruch i cel, jak gdyby miłość pewnego dnia stanęła na nogi i skierowała się gdzie indziej, pozostawiona bez mapy, zagubiona, zagubiona przez pory roku i cykle, zagubiona jak mamut i ludzka płetwa grzbietowa oraz nazwiska tysiącleci córek. Wydaje się, że jest to po prostu pogwałcenie wszechświata – jak sama miłość może przeciwstawić się pierwszej zasadzie termodynamiki, jak ta najpotężniejsza energia bytu może po prostu rozproszyć się w oceaniczną surowość czasu.
Budujemy zamki z piasku naszych miłości i wyobrażamy sobie, że są to fortece z granitu, a potem z oszołomieniem patrzymy, jak fale naszej niestałości zmywają je wraz ze śladami budowniczego. Każda miłość, którą kochamy i której nie kochamy, zmienia sposób, w jaki idziemy przez życie, zmienia trajektorię naszej wędrówki wzdłuż linii brzegowej naszego „ja”. Jedyną stałą jest to, że idziemy dalej, że pozostajemy pielgrzymami możliwości. Nie szlibyśmy, gdybyśmy już przybyli. Nie pisalibyśmy, gdybyśmy już przyjechali. Z naszej niekompletności i naszej dezorientacji, z naszej tęsknoty i żądzy wędrowania powstaje siła napędowa każdej miłości i każdej rewolucji, naszej nauki i naszej sztuki, naszego tworzenia i naszego samokreacji. Każdy akt twórczy jest aktem przemierzania.