
Spędzamy życie szukając portali do tego, co możliwe. Rzadko są to bramy otwarte dla nas przez jakąś wielką rękę. Często znajdują się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy – podczas przypadkowego spotkania, podczas małego, nieświadomego wyboru, w niewygodnym momencie, w cichym zakątku codzienności. Jeszcze częściej są to pęknięcia, w których złamaliśmy – złamaliśmy historię, złamaliśmy ego, złamaliśmy wzór. Jeśli będziemy wystarczająco uważni i obecni, wystarczy nieśmiałe światło ciekawości, aby zacząć poszerzać te otwory na tyle, aby dojrzeć drugą stronę, uwierzyć w nią Jest druga strona. Odwaga jest rodzajem ciekawości, odwaga jest rodzajem wiary. Ręka przez szczelinę. Stopa przez próg. I nagle, gdzie nie było niczego, pojawia się coś – to pierwsze otwarcie na możliwość wszystkiego.
Przynajmniej tak myślę, czytając ten wspaniały wiersz autorstwa Hanna Frytki:
GDZIEŚ MYŚLISZ, ŻE NIE MA NIC
przez Hannę FriesW wydrążonej twardzieli starego drzewa.
W półprzezroczystym błękicie postrzępionej skorupki jajka.
Między kratami,
pomiędzy bombami,
pomiędzy ciosami.W kwietnej komorze, gdzie śpi pszczoła dyniowata.
W spirali otoczonej wapienną otoczką.
Pomiędzy syrenami,
pomiędzy rzeziami,
pomiędzy ostatnimi ziarnami głodu.W wielkim chóralnym oddechu przed Händlem amen.
W wirującym kamieniu wehikułu czasu.
Poza naszą ślepotą, tkanina
która trzyma słońce i
słońce i słońce.Czarna dziura źrenicy.
Ogród zapach świeżo wykopanego grobu.
Otwarta dłoń.Nie w ciele, ale w ranie.