
Oto matematyczna logika ducha: Jeśli miłość jest jakość uwagi, jaką poświęcamy czemuś innemu niż sobie i nienawiść jest zasłonę niezrozumienia siebiewówczas większe kochanie świata — innym słowem jest życzliwość — jest w dużej mierze kwestią pogłębienia naszej świadomości i wyostrzenia uwagi po obu stronach skóry pokrywającej jaźń.
George Saunders – którego wspaniałe powieści i eseje są rodzajem gimnastyki w dżungli, w której można rygorystycznie i delikatnie bawić się założeniami, aby rozwinąć zwinność perspektywy zwaną empatią – bada tę równoważność ze swoją charakterystyczną precyzją umysłu i wielkością serca w sposób wspaniały wywiad NA Dziennik.

Praktykujący buddysta i pisarz, którego głównym tematem jest jak bardziej kochać światSaunders uważa podobieństwa między buddyzmem a pismem za narzędzia dobroci wyostrzone w oparciu o świadomość i uwagę:
Mamy myśli, które same się generują i dominują nad nami. Mylimy te myśli z nami. Zarówno w praktyce buddyjskiej, jak i w pisaniu, masz szansę pójść, Och, to tylko bąki mózgowe. Dzieją się po prostu spontanicznie, tak naprawdę to nie ja je stworzyłem i nie jestem pewien, czy naprawdę chcę przejąć je na własność. Jednocześnie wpływają na mój organizm. Musisz więc po prostu oczyścić się na tyle długo, aby rozpoznać ich jako odrębnych od tego, kim w rzeczywistości jesteś.
Życzliwość, zauważa, ponownie rozważając swoją obecnie klasyczna medytacja na ten temat z 2013 rokujest czymś większym i prostszym od uprzejmości — wyciszeniem „małpiego umysłu” na tyle długo, aby rozważyć, co jest najbardziej pomocne dla drugiej osoby w danej sytuacji. (W tej kulturze opinii wytatuowanych na skórze niewiele rzeczy jest bardziej poruszających niż widok, jak ktoś zmienia zdanie lub zmienia swój punkt widzenia w miejscach publicznych.)

Literatura, zauważa Saunders, może wyciszyć nasze nawykowe myśli na tyle, aby zaprosić „trochę więcej empatii, trochę więcej zaangażowania, trochę więcej cierpliwości”, powodując „stopniowe zmiany świadomości po stronie pisarza i czytelnika” – zmiany, które mają związek z rozluźnieniem pięści historii i pewności, jaką jest ja, oraz wyciągnięciem wobec świata otwartej dłoni ciekawości. Identyfikuje trzy stany świadomości, które w końcu musimy osiągnąć, aby obudzić się z podstawowych złudzeń, które trzymają nasze życie w napięciu i stoją między nami a dobrocią:
Nie jesteś stały.
Nie jesteś najważniejszy.
Nie jesteście oddzieleni.
Istnieją wskazania buddyjskie, ale są one także nagrodą za wspaniałą literaturę – coś, co Saunders pięknie ujmuje we wstępie do zebranych opowiadań, esejów i wierszy jednego ze swoich ulubionych pisarzy, Grace Paley:
Wielki pisarz naśladujący na stronie dynamiczną energię ludzkiej myśli jest tak blisko, jak to tylko możliwe, modelowania czystej empatii.
[…]
Świat nie potrzebuje być reprezentowany: jest tam, wszędzie wokół nas, przez cały czas. To, czego potrzeba, to być kochał lepiej. A może potrzebujemy przypomnienia, abyśmy go kochali i pokazania, jak to zrobić, ponieważ czasami, gdy jesteśmy zajęci próbami utrzymania się przy życiu, kochanie świata wymyka się nam z głowy.
Pokazuje nam jak było dziełem jego życia, niezależnie od tego, czy Saunders zdał sobie z tego sprawę po drodze, czy nie – zawsze jesteśmy niewrażliwi na własne stawanie się, ślepi na rozkwit. Dwie dekady przed tym, jak bezpośrednio zajął się kwestią życzliwości, w swoim przewidującym zbiorze esejów z 2007 roku rzucił okiem z boku na jej podłoże – związek między opowiadaniem historii a bezinteresownością Mózgowy megafon.

Jeśli się uwzględni narracja jest neurokognitywnym filarem tożsamościhistoria, którą sobie opowiadamy na temat tego, kim jesteśmy, zaczyna kształtować to, kim się zachowujemy i kim stajemy się w relacji do świata. Saunders zauważa, że ta fundamentalna wrażliwość świadomości może być wykorzystywana i jest wykorzystywana, ale to właśnie ona nadaje opowiadaniu historii jego transformacyjną moc:
Na początku jest pusty umysł. Wtedy umysł wpada w ideę i zaczynają się kłopoty, ponieważ umysł myli tę ideę ze światem. Myląc ideę ze światem, umysł formułuje teorię, a po sformułowaniu teorii czuje skłonność do działania… Ponieważ idea jest zawsze jedynie przybliżeniem świata, to od tego, czy działanie to będzie katastrofalne, czy korzystne, zależy od dystansu między ideą a światem. Zadaniem środków masowego przekazu jest dostarczanie symulakr świata, na których budujemy nasze idee. Istnieje inna nazwa tego budowania symulakr: opowiadanie historii.
Chodzi oczywiście o to, że pod skonstruowaną ideą znajduje się sam świat, podobnie jak pod jaźnią – rusztowaniem idei, na którym budujemy nasze doświadczenie rzeczywistości – jest duszato luźne i pełne bagażu słowo, którego używamy do określenia czegoś ogromnego i czystego: elementarnej esencji bytu. W naszej kulturze nie ma większej odwagi, niż zrzucić zbroję gotowych odpowiedzi i stawić czoła światu z nagą duszą, pustą jak pytanie; raczej odkryć, niż dyktować, kim jesteśmy i co to jest – ten krótki wybuch zdziwienia i udręki, który dzielimy, zanim zwrócimy wszechświatowi pożyczony pył gwiezdny, zmarnowany, jeśli uwiedzie nas pewność, zmarnowany, jeśli pozbawiony będzie życzliwości. Saunders oferuje proste, ale niezwykle trudne antidotum:
Nie bój się być zdezorientowanym. Staraj się pozostać stale zdezorientowany. Wszystko jest możliwe. Pozostań otwarty na zawsze, tak otwarty, że aż boli, a potem otwórz się jeszcze bardziej, aż do dnia, w którym umrzesz.
Darem wielkiego pisarza dla czytelnika nie są lepsze odpowiedzi, ale lepsze pytania, większa tolerancja dla niepewności, mechanizm przemiany zamętu w życzliwość, a jednocześnie sposób jaśniejszego widzenia świata, aby go głębiej pokochać. Uważam, że hojne słowa Saundersa na temat Grace Paley doskonale odnoszą się do jego twórczości:
Przewiduję, że lektura Paleya pomoże ci lepiej zrozumieć ideę, że miłość to uwaga i odwrotnie.
[…]
Co pisarz pozostawia po sobie? Modele w skali sposobu widzenia i myślenia.
[…]
Model Paley radzi nam, abyśmy mniej cierpieli, kochając bardziej – bardziej kochając świat i siebie nawzajem – a następnie podaje nam konkretny sposób, aby kochać bardziej: widzieć lepiej. Jeśli tylko naprawdę zobaczysz ten świat, pomyślisz o nim lepiej, zdaje się mówić. A potem daje nam sposób, abyśmy mogli lepiej widzieć: pozwólmy językowi śpiewać, śpiewać precyzyjnie, uwolnić się z pęt przyziemności i obserwować cudowną prawdę, którą potrafi stworzyć.