George Saunders o Przełamywaniu wzorców, które łamią nam serca – marginalista

- Kultura - 17 marca, 2026
George Saunders o Przełamywaniu wzorców, które łamią nam serca – marginalista
George Saunders o Przełamywaniu wzorców, które łamią nam serca – marginalista

Jak sprawić, by miłość była mniej zła: George Saunders o przełamywaniu wzorców, które łamią nam serca

Chociaż prawdą jest, jak odkryły pokolenia psychologów, że „to, kim jesteśmy i kim się stajemy, zależy częściowo od tego, kogo kochamy” – proces znany jako rewizja limbiczna — prawdą jest również, jak przekonały się pokolenia samoświadomych ludzi, że to, kogo kochamy, zależy w dużej mierze od tego, kim już jesteśmy. Nasze pierwotne rany, nasze przywiązania kształtujące, nasze wzorce tęsknot – wszystko to kształtuje sposób, w jaki nawiązujemy kontakt z tymi, których wybraliśmy kochać, w takim stopniu, w jakim w ogóle ich wybieramy. „Ludzie nie mogą, na nieszczęście, wymyślić swoich miejsc do cumowania, swoich kochanków i przyjaciół, tak jak nie są w stanie wymyślić swoich rodziców” – przenikliwie zauważył James Baldwin, kontemplując paradoks wolności. „Życie je daje i odbiera, a największą trudnością jest powiedzieć życiu „tak”.

Wielką trudnością jest także to, jak łatwo te poszerzające życie Tak, które mogą otworzyć szersze perspektywy możliwości, stają się ukryte pod strachem jako Nie, lub jak te chroniące życie Nie, które powstrzymują nas przed wchodzeniem w doświadczenia zbyt szkodliwe lub zbyt małe dla nas, wytrzymują impet wstępnie uwarunkowanych Tak. Dlatego projektujemy to, kim jesteśmy i czego potrzebujemy, na tych, których kochamy, i znajdujemy w nich odbicia tego, kim pragniemy być lub czego się boimy, że możemy być, zalewając ich i rojąc się w całym kwitnącym, brzęczącym zamieszaniu naszych niezaspokojonych potrzeb.

Ilustracja autorstwa Margaret C. Cook dla a rzadkie wydanie z 1913 r autorstwa Walta Whitmana Liście Trawy. (Dostępny jako wydruk.)

Nie chodzi tu o poniżanie i umniejszanie miłości jako zwykłego procesu projekcji – Stendhala siedmiostopniowe złudzenie krystalizacji i dekrystalizacji — lub zwykły proces refleksji — wnikliwa, ale ograniczona i ograniczająca teoria Ortegi co zdradzają o nas nasi kochankowie — ale aby uhonorować elementarny fakt, że każdy związek nie jest między dwojgiem ludzi, ale między trzema: dwojgiem partnerów, każdy z ich wcześniej istniejącymi wzorcami miłości i straty, oraz trzecią obecnością samej relacji — intersubiektywnym współtworzeniem, które staje się trzecim partnerem, wyposażonym w moc pogłębiania tych wzorców lub ich zmiany.

Wielkim niebezpieczeństwem i wielką możliwością każdej miłości jest to, że ten trzeci partner może być uzdrowicielem udającym uzdrowiciela, a także uzdrowicielem w przebraniu, zamaskowanym nie do poznania przez nasz własny, wzorcowy sposób widzenia. Tak wiele naszych cierpień ma swoje źródło w tym zamieszaniu i tak wiele naszego zdrowia psychicznego zostaje odkupione, gdy w końcu zrzucimy nasze własne oślepiające maski i uklękniemy u źródła przejrzystości.

Właśnie to George’a Saundersa odkrywa w swojej niezwykle wnikliwej i wrażliwej lekturze opowiadania Czechowa „Kochanie” – jednego z siedmiu klasycznych rosyjskich opowiadań, które bada jako „siedem pieczołowicie skonstruowanych modeli świata w zmniejszonej skali” w Kąpiel w stawie w deszczu: podczas której czterech Rosjan prowadzi mistrzowskie zajęcia z pisania, czytania i życia (biblioteka publiczna), wykorzystując każdy jako przenośne laboratorium klucz do świetnej opowieści.

Grafika autorstwa Margaret C. Cook dla Liście Trawy. (Dostępny jako wydruk.)

Po pięknym tłumaczeniu „Kochania” – opowieści o kobiecie, która kocha cztery bardzo różne osoby w ten sam wzorcowy sposób, jedyny znany jej sposób, co ma całkowicie związek z jej wyuczonym rozumieniem miłości, a nie ma nic wspólnego z jej przedmiotami, dlatego bardzo cierpi, gdy każda z tych miłości zostawia ją w tym samym samotnym miejscu; opowieść, której istotę Saunders doskonale uchwycił jako „o występującej w każdym z nas tendencji do błędnego rozumienia miłości jako „całkowitego pochłonięcia”, a nie „pełnej komunikacji z” – zatrzymuje się, by podziwiać subtelność Czechowa w rzucaniu wyzwania naszemu odruchowi leniwych binarności, jego mistrzostwo w trenowaniu mięśni dwuznaczności, niepewności i niuansów – co jest oczywiście jedynym, które pojmujemy i delektujemy się pełnym „tak” życia. Saunders pisze:

Z jednej strony sposób kochania Oleńki postrzegamy jako coś pięknego: w tym trybie „ja” znika, a pozostaje jedynie czuły, altruistyczny szacunek do ukochanej osoby. Z innego punktu widzenia postrzegamy to jako rzecz straszną – bezkrytyczne stosowanie jej jednodźwiękowej formy miłości pozbawiającej miłość jej specyfiki: Olenka, miłość nudna, wampirycznie żywiąca się każdym, kogo uzna za swojego ukochanego.

Postrzegamy ten sposób kochania jako potężny, skupiony na jednym punkcie, czysty i odpowiadający na wszystkie pytania swoją niezachwianą hojnością. Uważamy to za słabe: nigdzie nie można znaleźć jej prawdziwego, autonomicznego „ja”, gdy dostosowuje się do obrazu mężczyzny, który akurat znajdzie się w jej pobliżu (chyba że jest to kot).

To stawia nas w ciekawym stanie umysłu. Nie do końca wiemy, co sądzić o Oleńce. Albo czujemy się tak rozmnożeni w jej związku, że nie wiemy, jak ją osądzić.

Historia zdaje się pytać: „Czy ta jej cecha jest dobra czy zła?”

Czechow odpowiada: „Tak”.

Pierwiastkowy autorstwa Marii Popowej. (Dostępne jako wydruk i jako maska.)

Opowieść, jak każde wielkie dzieło literackie, staje się zwierciadłem refleksji nad najbardziej intymnymi realiami życia. Saunders pisze:

Chcemy wierzyć, że miłość jest wyjątkowa i ekskluzywna, ale wytrąca nas z równowagi myśl, że w rzeczywistości może być odnawialna i w pewnym stopniu powtarzalna w swoich nawykach. Czy Twój obecny partner kiedykolwiek nazwałby swojego nowego partnera tym samym pseudonimem, którego używa w stosunku do Ciebie, gdy już umrzesz i zostaniesz pochowany? Cóż, dlaczego nie? Jest tylko tyle imion dla zwierząt. Dlaczego miałoby ci to przeszkadzać? Cóż, ponieważ wierzysz, że tak jest Tyzwłaszcza tego, kogo się kocha (dlatego kochany Ed nazywa cię „miodowym króliczkiem”), ale nie: kochaj po prostu Jesti tak się złożyło, że stałeś na jego drodze. Kiedy martwy i unoszący się nad Edem usłyszysz, jak nazywa tę szczurzycę Beth, twoją byłą przyjaciółkę, „miodowym króliczkiem”, a ona w roztargnieniu wtyka zdradziecki palec w jego szlufkę, ty, w duchowej formie, będziesz mniej myśleć o Edu i Beth, a może i o samej miłości. A może to zrobisz?

Może nie.

Bo czy nie robimy tego wszyscy w jakiejś wersji, kiedy jesteśmy zakochani? Kiedy twój kochanek umiera lub cię opuszcza, nadal jesteś tam, ze swoim szczególnym sposobem kochania. I jest świat, wciąż pełen ludzi do kochania.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x