
„Charakter — chęć wzięcia odpowiedzialności za własne życie — jest źródłem, z którego wypływa szacunek do samego siebie” Napisała w niej Joan Didion ponadczasowy esej o szacunku do samego siebie. A jednak ta gotowość nie przychodzi naturalnie zwierzęciu ludzkiemu. Rozglądamy się w lewo i w prawo, spoglądamy w górę i w dół, umieszczając odpowiedzialność za nasze cierpienie wszędzie, ale nie w centrum naszej własnej istoty. Nieprzystojne konsekwencje naszych działań traktujemy jako coś, co przydarza się nam, nam, wskutek jakiejś nędznej przyczynowości zewnętrznej. W tym procesie kleszcz naszej zarozumiałości staje się coraz grubszy z powodu krwiożerczej winy.
Wielki niemiecki poeta, prozaik i malarz Hermanna Hessego (2 lipca 1877 – 9 sierpnia 1962) zaproponował antidotum na tę aż nazbyt ludzką tendencję w jednym ze swoich najmniej znanych pism, pisanym w czasie, gdy świat wracał do świadomości po I wojnie światowej.
Wojna brutalnie wyrzuciła Hesję z kraju radości swej młodości. Nigdy jednak nie stracił idealizmu — stał się zagorzałym orędownikiem pacyfizmu i jego źródła w świadomości jednostek. W ciągu następnych trzydziestu lat, w następstwie jednej wyniszczającej wojny i wstrząsających faktów drugiej, Hesse napisał serię niezwykłych, przenikliwych, wielkodusznych esejów, listów i broszur, w których potępiał swoich rodaków za bezmyślną mentalność stadną, która umożliwiła Hitlerowi dojście do władzy i zachęcał do czegoś, co uważał za jedyne dla nich zbawienie: nowego etosu odpowiedzialności, zaczynającego się na poziomie osobistym, na którym opiera się polityka. Był szczególnie zaangażowany w ożywianie młodych – następnych pokoleń, które odziedziczyły ciężar nie swój własny i na których barkach spadło zadanie odkupienia z miażdżącym duchem ciężarem.

Prace te ostatecznie zebrano w 1946 r. — w którym Hesja otrzymała Nagrodę Nobla — i później opublikowano jako Jeśli wojna będzie trwać… (biblioteka publiczna). Wśród nich znajduje się poruszający „List do młodego Niemca”, napisany do przygnębionego młodzieńca w 1919 r. — dziesięć lat przed publikacją niemal duchowego klasyka Rilkego Listy do młodego poetyi przepełnione pokrewną pociechą z powodu transcendentnych traum życia. To był doniosły rok dla Hesji. Niedawno utracił małżeństwo w wyniku ostrej choroby psychicznej żony i właśnie opuścił Berlin, aby samotnie osiedlić się na małym gospodarstwie w Szwajcarii. I wojna światowa właśnie się zakończyła i rozpoczęła jako „wojna, która zakończy wszystkie wojny”, zamiast tego przyniosła miliony ofiar śmiertelnych i położyła makabryczne podwaliny pod przyszłe ludobójstwa. W tym samym roku Hesja podpisała kontrakt z Romainem Rollandem Deklaracja Niezależności Umysłu — niezwykły manifest krytycznego myślenia i pacyfizmu, podpisany wspólnie przez takie luminarze jak Albert Einstein, Bertrand Russell, Rabindranath Tagore, Jane Addams i Upton Sinclair.
Hesse zwraca się do swojego zrozpaczonego młodego korespondenta, podczas gdy on sam znajduje się na przepaści między optymizmem a rozpaczą. Trzy lata wcześniej Bertrand Russell przedstawił swoje ponadczasowe uzasadnienie tego, co nazwał „wola zwątpienia”, Hesse pisze:
Piszesz do mnie, że jesteś w rozpaczy i nie wiesz, w co wierzyć, na co mieć nadzieję. Nie wiesz, czy Bóg istnieje, czy nie. Nie wiadomo, czy życie ma sens, czy nie, czy miłość ojczyzny ma sens, czy w nędznym stanie świata lepiej jest zabiegać o dobra duchowe, czy tylko o napełnienie brzucha.
Wierzę, że Twój stan umysłu i duszy jest właściwy. Nie wiedzieć, czy Bóg istnieje, nie wiedzieć, czy istnieje dobro i zło, jest o wiele lepsze niż wiedzieć na pewno.
Ponad pół wieku wcześniej Jakub Bronowski napominał ciemna strona pewnościHesse oferuje otrzeźwiające antidotum na destrukcyjną pewność siebie, w którą zwodzi nas nasza pewność:
Pięć lat temu, jeśli pamiętasz, powinienem powiedzieć, że byłeś całkiem przekonany o istnieniu Boga, a przede wszystkim nie miałeś wątpliwości co do tego, co jest dobre, a co złe. Naturalnie zrobiłeś to, co uważałeś za dobre i pomaszerowałeś na wojnę. Już od pięciu lat, najlepszych lat twojej młodości, ciągle czynisz „dobro”: strzelałeś, wspinałeś się na szczyt, przesiadywałeś w koszarach i błotnistych norach, chowałeś towarzyszy lub opatrywałeś ich rany. I stopniowo zacząłeś wątpić w dobro, podejrzewać, że dobre i chwalebne zajęcie, w które się zaangażowałeś, było zasadniczo złe lub co najmniej głupie i absurdalne.
I tak było. Najwyraźniej dobro, którego byłeś wtedy tak pewien, nie było dobrem właściwym, dobrem niezniszczalnym i ponadczasowym; i widocznie Bóg, którego znaliście w tamtych czasach, nie był Bogiem właściwym… Składano mu setki tysięcy krwawych ofiar bitewnych i na jego cześć rozcięto setki tysięcy brzuchów i setki tysięcy płuc rozerwano na kawałki; był bardziej krwiożerczy i brutalny niż jakikolwiek bożek…

Mając na uwadze tragiczną ludzką skłonność do popełniania zła w transie zadufania – tendencję równie niszczycielską w sferze osobistej, jak i politycznej – podnosi niepokojąco zwierciadło obłudników:
Czy ktoś zastanawiał się i zastanawiał, że w ciągu tych czterech lat wojny nasi teolodzy pogrzebali swoją własną religię, swoje własne chrześcijaństwo? Zaangażowani w służbę miłości, głosili nienawiść; oddani służbie ludzkości, wzięli za ludzkość władze, które im płaciły.
Dziesiątki lat przed zaobserwowaniem tego przez Jamesa Baldwina „Zawsze było o wiele łatwiej (ponieważ zawsze wydawało się to o wiele bezpieczniejsze) nazwać zło na zewnątrz, niż zlokalizować terror w sobie” i sto lat wcześniej, przed czym ostrzegała Anne Lamott jak zarozumiałość wysysa szacunek do samego siebieHesse kontempluje „katastrofalną sztukę zrzucania winy na innych, gdy mamy kłopoty” i nawołuje do osobistej odpowiedzialności za obłudne obwinianie się:
Wszyscy jesteśmy jednakowo winni i niewinni tego, że nasza wiara była tak słaba, a nasz oficjalnie opatentowany Bóg tak bezwzględny, że nie potrafiliśmy odróżnić wojny od pokoju, dobra od zła. Ty i ja, cesarz i ksiądz, wszyscy odegraliśmy jakąś rolę; nie mamy powołania do wzajemnego oskarżania się.
[…]
Dziecinne i głupie jest pytać, czy ten, czy tamten jest winny. Proponuję, abyśmy zamiast tego przez jedną krótką godzinę zadali sobie pytanie: “Co ze sobą? Jaka jest moja część winy? Kiedy byłem zbyt krzykliwy, zbyt arogancki, zbyt łatwowierny, zbyt chełpliwy? Co jest we mnie, co mogło pomóc… wszystkie złudzenia, które tak nagle upadły?”
Powtarzając słowa Emersona podstawowe idee dotyczące nonkonformizmu i samodzielności — „Zaufaj sobie: każde serce wibruje na tej żelaznej strunie” Mędrzec Zgody, którego Hesse czytał i bardzo podziwiał, napisał w poprzednim stuleciu — Hesse oferuje swojemu młodemu korespondentowi jedyne prawdziwe i niezawodne źródło pocieszenia:
Jeśli zastanawiacie się teraz, gdzie szukać pocieszenia, gdzie szukać nowego i lepszego Boga, nowej i lepszej wiary, z pewnością w swojej obecnej samotności i rozpaczy zdacie sobie sprawę, że tym razem nie wolno wam szukać oświecenia w zewnętrznych, oficjalnych źródłach, w Biblii, ambonach czy tronach. Ani dla mnie. Możesz go znaleźć tylko w sobie. I tam właśnie mieszka Bóg wyższy i bardziej bezinteresowny… Głosili go mędrcy wszechczasów, ale nie przychodzi on do nas z książek, żyje w nas i cała nasza wiedza o Nim jest bezwartościowa, jeśli nie otworzy naszego wewnętrznego oka. Ten Bóg jest także w tobie. On jest szczególnie w tobie, przygnębionym i zrozpaczonym… Szukajcie, gdzie możecie, żaden prorok ani nauczyciel nie może uwolnić was od potrzeby patrzenia do wewnątrz… Nie ograniczajcie się… do żadnego innego proroka czy przewodnika. Naszą misją nie jest pouczanie Cię, ułatwianie Ci życia, wskazywanie drogi. Naszą misją jest jedynie przypomnienie, że istnieje Bóg i tylko jeden Bóg; mieszka w waszych sercach i tam musicie go szukać i rozmawiać z nim.
Słuchanie i zwracanie uwagi na ten wewnętrzny głos – rozsądne, krytyczne myślenie o czystym sercu, niestłumione wrzaskiem zadufania, nieskrępowane mentalnością stadną, nieskażone zewnętrzną manipulacją lub wewnętrznym złudzeniem – jest prawdopodobnie najbardziej konsekwentnym wyzwaniem, przed jakim stoimy przez całe życie, objawiającym się w niezliczonych formach w każdej sferze istnienia.
Uzupełnij EB White’s piękny list człowiekowi, który stracił wiarę w ludzkość i Seamusa Heaneya wspaniała rada dla młodycha następnie ponownie odwiedź Hesję dlaczego czytamy i zawsze będziemy to robić, trzy typy czytelników, delektując się małymi radościami życiaI czego drzewa uczą nas o przynależności i życiu.
