
„Jestem teraz najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie” Abrahama Lincolna (12 lutego 1809 – 15 kwietnia 1865) napisał do swojego wspólnika na trzy tygodnie przed swoimi trzydziestymi trzecimi urodzinami. „Gdyby to, co czuję, rozdzielono równomiernie na całą rodzinę ludzką, nie byłoby na ziemi ani jednej radosnej twarzy”.
Zamyślony, wrażliwy i współczujący z natury Lincoln głęboko odczuwał życie. Jako dziecko opowiadał swojej przyrodniej siostrze, że życie mrówki jest dla mrówki tak samo słodkie, jak nasze dla nas, i gorąco strofował innych chłopców za podpalanie żółwi morskich z tak bezmyślnym okrucieństwem, jakie potrafią wykazywać bawiące się dzieci. Jako nastolatek przeciwstawił się rodzinnej tradycji uznawania podstawowej umiejętności czytania i pisania za wystarczające w ich zawodzie, wymykając się od obowiązków rolniczych, aby czytać i uczyć się, tak aby kuzyn zapamiętał go później jako „bardzo leniwego… zawsze czytającego – bazgrającego – piszącego – szyfrującego – piszącego wiersze itd. itd.”. Jako młody dorosły zaczął postrzegać siebie jako przeklętego „osobliwego nieszczęścia” polegającego na śnieniu marzeń zbyt wielkich, by nie eksplodować rozczarowaniem.

Pięć lat po opuszczeniu gospodarstwa ojca pierwsza eksplozja depresji wstrząsnęła światem młodego człowieka. Studia prawnicze nadwyrężyły go ponad siły. Czytając dzień i noc, wychudził się. Tymczasem epidemia tyfusu przetoczyła się przez kraj falą śmierci, zabierając ze sobą życie Ann Rutledge – młodej kobiety, która w wyjątkowy sposób rozumiała wrażliwość Lincolna i na której bardzo mu zależało – tak głęboko, że nikt wokół nich nie do końca rozumiał naturę ich więzi, choć pokolenia pozwoliły sobie na jej uściślenie, tworząc cały romantyczny mit na kruchym szkielecie nieistotnych faktów.
Niezależnie od prywatnej rzeczywistości tego związku, Lincoln zaczął poważnie myśleć o samobójstwie w okresie konfliktów i strat, otoczonym powszechną śmiercią i wykraczającym poza granice jego własnych istot. Pomysł stał się tak natrętny i tak wykonalny, że nie ufał już sobie, że może nosić scyzoryk. Przyjaciele i sąsiedzi z rosnącym zaniepokojeniem obserwowali jego zaburzenia psychiczne, a tak zaniepokojeni widokiem go błąkającego się bez celu po lesie ze swoją bronią, że rozpoczęli obserwację samobójczą.
Lincoln żył. Ale od tego momentu jak Keats, jak Czajkowskidoświadczał częstych napadów śmiertelnej rozpaczy, której siłę kształtującą charakter bada Joshua Wolf Shenk w Melancholia Lincolna: jak depresja stanowiła wyzwanie dla prezydenta i napędzała jego wielkość (biblioteka publiczna).
Po tym pierwszym, raczej publicznym epizodzie depresji samobójczej, Lincoln nauczył się ukrywać swoje ciężkie serce za słynnym humorem, za fasadą tak radosnej lekkomyślności, że nawet ci, którzy z nim najbliżej pracowali, nigdy nie zobaczyli go przygnębionego lub w złym humorze. Ale rozlewało się to ukośnie, przez szczeliny współczucia: wyciągnięcie ręki, by ulżyć przyjacielowi w brutalnej depresji jego wielki dar pocieszeniapisał z przejmującą znajomością „tej intensywności myśli, która czasami pozbawia nitek najsłodszą ideę i zamienia ją w gorycz śmierci”.

Bez wiedzy nikogo, latem trzydziestego roku życia Lincoln napisał niezwykle smutny wiersz zatytułowany „Soliloquy samobójcy”, wydrukowany anonimowo w małej gazecie wigów w Illinois obok reklam oleju wielorybiego i francuskiej wody kolońskiej. Ustalenie jego autorstwa zajęłoby naukowcom 139 lat. Dzięki zapadającemu w pamięć, tworzącemu fabułę motto i dramatycznej narracji prowadzonej przez fikcyjną postać, był to sposób Lincolna na bezpieczne przećwiczenie w najciemniejszych zakamarkach swojej wyobraźni, jak by to było odegrać główną motywację samobójstwa – kuszącą iluzję, że całkowite wymazanie siebie jest jedynym sposobem na zakończenie psychicznej udręki, której nic innego nie ukoiło.
SOLILOKWIA SAMOBÓJSTWA
Mówi się, że następujące wersety odnaleziono w pobliżu kości mężczyzny, który jakiś czas temu w głębokim lesie, na płaskiej odnodze rzeki Sangamon, miał popełnić samobójstwo.
Tutaj, gdzie samotna pohukująca sowa
Wysyła swoje północne jęki,
Dzikie wilki będą warczeć nad moją padliną,
Albo myszołowy obgryzają moje kości.Żaden bliźni nie pozna mojego losu,
Albo gdzie leżą moje prochy;
Chyba że przez zwierzęta owinięte wokół przynęty,
Albo przez krzyk kruków.Tak! Podjąłem decyzję, co mam zrobić,
A to miejsce, w którym można to zrobić:
W to serce wbiję sztylet,
Chociaż do cholery powinienem tego żałować!Piekło! Czym jest piekło dla kogoś takiego jak ja
Kto nigdy nie wiedział o przyjemnościach;
Przez przyjaciele skazany na nędzę,
Przez mieć nadzieję też opuszczony?Aby mnie uspokoić Ten moc myśleć,
Że przez moje łono szaleje,
Skoczę na oślep z krawędzi piekła,
I tarzać się w jego falach.Chociaż diabły wrzeszczą i płoną łańcuchy
Może obudzić długi żal;
Ich straszny krzyk i przeszywający ból,
Pomoże mi zapominać.Tak! Jestem przygotowany, przez niekończącą się noc,
Aby zająć to ogniste miejsce!
Nie myśl o opowieściach o piekle, które budzą strach
Ja, który jestem przeklęty na ziemi!Słodka stal! wyjdź ze swojej pochwy,
I lśnij, wypowiedz swoje moce;
Rozerwij narządy mojego oddechu,
I pobieraj moją krew pod prysznicem!Uderzam! Aż drży w tym sercu
Co mnie do tego prowadzi;
Rysuję i całuję krwawą strzałkę,
Mój ostatni — mój jedyny przyjaciel!
Ta najczarniejsza rozpacz była dla Lincolna czymś więcej niż poetyckim obrazem. Trzy lata później, kiedy pochłonął go kolejny ostry epizod depresji i zaczął postrzegać siebie jako najbardziej nieszczęśliwego człowieka na Ziemi, doszedł do ostatecznego równania:
Pozostać takim, jakim jestem, jest niemożliwe; Wydaje mi się, że muszę umrzeć, bo inaczej będzie lepiej.
Poprawił się. Pamiętał to, o czym tak często i niebezpiecznie zapominamy, gdy jesteśmy wciskani pod ołowianą pokrywę depresji – to powraca światło bytu. Jak każdy wielki artysta życia, Lincoln nauczył się przekształcać swoje cierpienie w paliwo do budowania piękniejszego i wypełnionego światłem świata, zamieniając prywatną udrękę związaną z samobójczą depresją w potężną metaforę polityczną mającą zmobilizować ducha swojego narodu. „Jeśli zniszczenie stanie się naszym udziałem” – zadeklarował w jednym ze swoich najpotężniejszych przemówień – „musimy sami być jego autorem i dokończycielem. Jako naród ludzi wolnych musimy żyć wiecznie lub umrzeć przez samobójstwo”. (Whitman – który szanował Lincolna jako „największą, najlepszą, najbardziej charakterystyczną, artystyczną i moralną osobowość” – ze zdwojonym przekonaniem powtórzył to zdanie w całym epokowym postępie wojny secesyjnej w swoim proroczym eseju Perspektywy Demokratów: „Ameryka, jeśli w ogóle kwalifikuje się do upadku i ruiny, kwalifikuje się do tego w sobie, nie na zewnątrz.”)
Żyjąc z własną depresją, Lincoln doskonale rozumiał, że to, co jest prawdą dla ducha człowieka, jest prawdą także dla ducha narodu – nasza zguba zawsze stanowi zaproszenie do uczenia się nowych sposobów tworzenia: tworzenia piękna, nadawania znaczenia, tworzenia życia, którym chcemy żyć i świata, w którym chcemy żyć.

We współpracy z dwoma wiekami wielkich pisarzy — w tym Keatsem, Whitmanem, Thoreau, Carsonem i Hansberrym — na najpewniejszy ratunek na depresjęa następnie ponownie odwiedź Tima Ferrissa jak przeżył depresję samobójcząMary Oliver oszczędna i wspaniała antidotum na melancholięklasyczna wycieczka po wnętrzach Williama Styrona jak naprawdę wygląda depresjai to delikatna ilustrowana medytacja o tym, czego potrzeba, aby rozjaśnić nasze smutki.
