
Co dokładnie oznacza miłość? Zgłosiliśmy się do tego nasze najlepsze definicje; mamy zbadał jego psychologię i opisał to w ramy filozoficzne; nawet wymyśliliśmy wzór matematyczny za jego osiągnięcie. A jednak każdy, kto kiedykolwiek podjął ten szczery skok wiary, wie, że miłość pozostaje tajemnicą – być może the tajemnica ludzkiego doświadczenia.
Uczenie się spotykania tej tajemnicy z całą rzeczywistością naszego jestestwa – stawienia się przed nią z absolutną jasnością intencji – jest tańcem życia.
To właśnie powiedział legendarny wietnamski mnich buddyjski zen, nauczyciel i działacz pokojowy Thich Nhat Hanh (11 października 1926 – 22 stycznia 2022) bada w Jak kochać (biblioteka publiczna) — niewielki, prosto sformułowany zbiór jego niezwykle mądrych spostrzeżeń na temat najbardziej złożonych i najbardziej satysfakcjonujących ludzkich możliwości.
Rzeczywiście, zgodnie z ogólną praktyką nauk buddyjskich, Nhat Hanh dostarcza destylowane napary przejrzystości, używając podstawowego języka i metafor, aby odnieść się do najbardziej elementarnych problemów duszy. Aby otrzymać jego nauki, należy podjąć aktywne zobowiązanie, aby się im nie poddać zachodnia patologia cynizmunasz wadliwy mechanizm samoobrony, który łatwo odrzuca wszystko, co szczere i prawdziwe, jako uproszczone lub naiwne — nawet jeśli lub właśnie dlatego, że wiemy, że wszelka prawdziwa prawda i szczerość są proste ze względu na to, że są prawdziwe i szczere.

W sercu nauk Nhat Hanha leży idea, że „zrozumienie to drugie imię miłości” – że kochać drugiego oznacza w pełni zrozumieć jego cierpienie. („Cierpienie” brzmi dość dramatycznie, ale w buddyzmie odnosi się do każdego źródła głębokiego niezadowolenia – fizycznego, psychoemocjonalnego czy duchowego). W końcu zrozumienie jest czymś czego każdy potrzebuje — ale nawet jeśli pojmiemy to na poziomie teoretycznym, zwykle za bardzo dajemy się złapać w małość naszych fiksacji, aby móc zaoferować tak ekspansywne zrozumienie. Ilustruje to niedopasowanie skal trafną metaforą:
Jeśli wsypiesz garść soli do szklanki wody, woda stanie się niezdatna do picia. Ale jeśli wlejesz sól do rzeki, ludzie będą mogli nadal czerpać wodę do gotowania, mycia i picia. Rzeka jest ogromna i ma zdolność przyjmowania, obejmowania i przekształcania. Kiedy nasze serca są małe, nasze zrozumienie i współczucie są ograniczone i cierpimy. Nie możemy akceptować ani tolerować innych i ich wad i żądamy, aby się zmienili. Ale kiedy nasze serca się rozszerzają, te same rzeczy nie powodują już cierpienia. Mamy dużo zrozumienia i współczucia i potrafimy przyjąć innych. Akceptujemy innych takimi, jakimi są, a wtedy mają szansę się zmienić.

Powstaje zatem pytanie, jak rozwijać nasze serca, co zaczyna się od zaangażowania w zrozumienie i świadczenie o naszym własnym cierpieniu:
Kiedy karmimy i wspieramy własne szczęście, pielęgnujemy naszą zdolność do kochania. Dlatego kochać oznacza nauczyć się sztuki pielęgnowania naszego szczęścia.
Zrozumienie czyjegoś cierpienia jest najlepszym prezentem, jaki możesz dać drugiej osobie. Zrozumienie to inne imię miłości. Jeśli nie rozumiesz, nie możesz kochać.
A jednak ponieważ miłość jest wyuczoną „dynamiczną interakcją”, nasze wzorce zrozumienia – i nieporozumień – kształtujemy już na wczesnym etapie życia, raczej poprzez osmozę i naśladownictwo, a nie świadome tworzenie. Powtarzając to, o czym wie zachodnia psychologia rozwojowa rola „pozytywnego rezonansu” w uczeniu się miłości, Nhat Hanh pisze:
Jeśli nasi rodzice nie kochali się i nie rozumieli, skąd mamy wiedzieć, jak wygląda miłość? … Najcenniejszym dziedzictwem, jakie rodzice mogą dać swoim dzieciom, jest ich własne szczęście. Nasi rodzice mogą zostawić nam pieniądze, domy i ziemię, ale mogą nie być szczęśliwymi ludźmi. Jeśli mamy szczęśliwych rodziców, otrzymaliśmy najbogatsze dziedzictwo ze wszystkich.

Nhat Hanh wskazuje na zasadniczą różnicę pomiędzy zauroczeniem, które zastępuje prawdziwe zrozumienie drugiej osoby fantazją o tym, kim ona może dla nas być, a prawdziwą miłością:
Często zakochujemy się w innych nie dlatego, że naprawdę ich kochamy i rozumiemy, ale żeby odwrócić uwagę od naszego cierpienia. Kiedy nauczymy się kochać i rozumieć siebie oraz mieć dla siebie prawdziwe współczucie, wtedy będziemy mogli naprawdę kochać i rozumieć drugą osobę.
Z tego niepełnego zrozumienia samych siebie wypływają nasze iluzoryczne zauroczenia, które Nhat Hanh ujmuje w równym stopniu mądrość, jak i dowcip:
Czasami czujemy się puści; czujemy próżnię, ogromny brak czegoś. Nie znamy przyczyny; jest to bardzo niejasne, ale to uczucie pustki w środku jest bardzo silne. Oczekujemy i mamy nadzieję na coś znacznie lepszego, dzięki czemu będziemy czuć się mniej samotni i mniej puści. Pragnienie zrozumienia siebie i zrozumienia życia jest głębokim pragnieniem. Istnieje także głębokie pragnienie bycia kochanym i kochania. Jesteśmy gotowi kochać i być kochani. To bardzo naturalne. Ale ponieważ czujemy pustkę, staramy się znaleźć obiekt naszej miłości. Czasami nie mieliśmy czasu zrozumieć siebie, a już znaleźliśmy obiekt naszej miłości. Kiedy zdajemy sobie sprawę, że ta osoba oczywiście nie może spełnić wszystkich naszych nadziei i oczekiwań, nadal odczuwamy pustkę. Chcesz coś znaleźć, ale nie wiesz, czego szukać. W każdym jest ciągłe pragnienie i oczekiwanie; głęboko w środku wciąż oczekujesz, że wydarzy się coś lepszego. Dlatego sprawdzasz swoją pocztę wiele razy dziennie!

Prawdziwa, prawdziwa miłość, jego zdaniem, opiera się na czterech elementach: miłość, współczucie, radość, I spokój umysłu — wychowanie, które nadaje miłości „pierwiastek świętości”. Pierwsza z nich dotyczy tej dialogicznej relacji pomiędzy naszym własnym cierpieniem a naszą zdolnością do pełnego zrozumienia naszych bliskich:
Istotą miłującej dobroci jest możliwość oferowania szczęścia. Możesz być słońcem dla drugiej osoby. Nie możesz zaoferować szczęścia, dopóki nie będziesz go miał dla siebie. Zbuduj więc dom w środku, akceptując siebie i ucząc się kochać i uzdrawiać siebie. Dowiedz się, jak ćwiczyć uważność w taki sposób, aby móc tworzyć chwile szczęścia i radości dla własnego pożywienia. Wtedy masz coś do zaoferowania drugiej osobie.
[…]
Jeśli masz wystarczająco dużo zrozumienia i miłości, każda chwila – niezależnie od tego, czy jest to robienie śniadania, prowadzenie samochodu, podlewanie ogrodu czy robienie czegokolwiek innego w ciągu dnia – może być chwilą radości.
To wzajemne powiązanie siebie i innych objawia się również w czwartym elemencie, równowadze, sanskryckim słowie oznaczającym: upeksza — jest również tłumaczone jako „włączenie” i „niedyskryminacja”:
W głębokim związku nie ma już granicy między tobą a drugą osobą. Ty jesteś nią, a ona jest tobą. Twoje cierpienie jest jej cierpieniem. Twoje zrozumienie własnego cierpienia pomoże ukochanej osobie cierpieć mniej. Cierpienie i szczęście nie są już sprawą indywidualną. To, co przydarza się Twojej ukochanej osobie, przydarza się Tobie. To, co przydarza się Tobie, przydarza się Twojej ukochanej osobie.
[…]
W prawdziwej miłości nie ma już separacji ani dyskryminacji. Jego szczęście jest twoim szczęściem. Twoje cierpienie jest jego cierpieniem. Nie możesz już mówić: „To twój problem”.
Uzupełnieniem czterech podstawowych elementów są także elementy pomocnicze zaufanie I szacunekwaluta głębokiej wzajemności miłości:
Kiedy kogoś kochasz, musisz mieć zaufanie i pewność siebie. Miłość bez zaufania nie jest jeszcze miłością. Oczywiście najpierw musisz mieć zaufanie, szacunek i pewność siebie. Zaufaj, że masz dobrą i współczującą naturę. Jesteś częścią wszechświata; jesteś stworzony z gwiazd. Kiedy patrzysz na ukochaną osobę, widzisz, że on również jest zbudowany z gwiazd i niesie w sobie wieczność. Patrząc w ten sposób, naturalnie odczuwamy szacunek. Prawdziwa miłość nie może obejść się bez zaufania i szacunku do siebie i drugiej osoby.

Zasadniczym mechanizmem budowania takiego zaufania i szacunku jest słuchanie — coś tak często wychwalanego przez zachodnich psychologów, terapeutów i mądrych dziadków, że rozwinęliśmy w sobie szczególną odporność na słuchanie tego. A jednak kiedy Nhat Hanh przeformułowuje ten oczywisty pogląd za pomocą delikatnej elegancji swojej poetyki, w jakiś sposób omija to racjonalny cynizm zblazowanego współczesnego umysłu i rejestruje się bezpośrednio w duszy:
Kochać, nie wiedząc, jak kochać, rani osobę, którą kochamy. Aby wiedzieć, jak kogoś pokochać, musimy go zrozumieć. Aby zrozumieć, musimy słuchać.
[…]
Kiedy kogoś kochasz, powinieneś być w stanie przynieść mu ulgę i pomóc mu mniej cierpieć. To jest sztuka. Jeśli nie rozumiesz źródeł jego cierpienia, nie możesz pomóc, tak jak lekarz nie pomoże wyleczyć Twojej choroby, jeśli nie zna przyczyny. Aby pomóc przynieść ulgę, musisz zrozumieć przyczynę cierpienia bliskiej osoby.
[…]
Im więcej rozumiesz, tym bardziej kochasz; im bardziej kochasz, tym więcej rozumiesz. To dwie strony jednej rzeczywistości. Umysł miłości i umysł zrozumienia są tym samym.
Powtarzając pamiętny aforyzm legendarnego nauczyciela zen DT Suzuki „skorupa ego, w której żyjemy, najtrudniej wyrosnąć” Nhat Hanh zastanawia się, jak pojęcie odrębnego, egoistycznego „ja” przerywa dialogiczny przepływ zrozumienia – „współistnienie”, używając jego cudownie poetyckiego i cudownie precyzyjnego terminu, czyli miłości:
Często, gdy mówimy: „Kocham cię”, skupiamy się głównie na idei „ja”, które kocha, a mniej na jakości oferowanej miłości. Dzieje się tak dlatego, że jesteśmy złapani przez ideę siebie. Myślimy, że mamy siebie. Ale nie ma czegoś takiego jak indywidualna, odrębna jaźń. Kwiat składa się wyłącznie z elementów nie kwiatowych, takich jak chlorofil, światło słoneczne i woda. Gdybyśmy usunęli z kwiatu wszystkie elementy niebędące kwiatami, nie pozostałby żaden kwiat. Kwiat nie może być sam. Kwiat może przebywać tylko z nami wszystkimi… Ludzie też tacy są. Nie możemy istnieć sami. Możemy jedynie współistnieć. Składam się wyłącznie z elementów niebędących mną, takich jak Ziemia, Słońce, rodzice i przodkowie. Jeśli w związku potrafisz dostrzec naturę współistnienia między tobą a drugą osobą, możesz zobaczyć, że jego cierpienie jest twoim własnym cierpieniem, a twoje szczęście jest jego własnym szczęściem. Dzięki temu sposobowi widzenia mówisz i zachowujesz się inaczej. To samo w sobie może złagodzić wiele cierpień.
Pozostała część Jak kochać bada proste, głęboko przemieniające codzienne praktyki miłości i zrozumienia, które mają zastosowanie nie tylko do związków romantycznych, ale do wszelkich form „współistnienia”. Uzupełnij go wykwintnymi produktami Johna Steinbecka list z radami miłosnymi do nastoletniego syna i Susan Sontag całe życie refleksji na ten temata następnie wróć do wspaniałego DT Suzuki jak Zen może pomóc nam kultywować nasz charakter.