
Na długo przed pojawieniem się Yo-Yo Ma istniał hiszpański kataloński wiolonczelista i dyrygent Pabla Casalsa (29 grudnia 1876 – 22 października 1973), uważany przez wielu – w tym Yo-Yo Ma – za największego wiolonczelistę wszechczasów. Odznaczony Prezydenckim Medalem Wolności i Medalem Pokoju ONZ za swoje niezachwiane oddanie sprawiedliwości i trwającą całe życie postawę przeciwko uciskowi i dyktaturze, Casals był zarówno niezwykłym artystą, jak i niezwykłym człowiekiem – hojnym i życzliwym człowiekiem o niezwykłym współczuciu i dobroci serca, żarliwym duchu zakochanym w życiu i niezachwianym idealistą.
A jednak, jak wielu wyjątkowych ludzi, kultywował swój charakter poprzez wczesne zetknięcie się z cierpieniem. Będąc już nastolatkiem, będącym już sławnym cudownym dzieckiem, przeżył tego rodzaju bolesny kryzys duchowy Tołstoj zmierzył się w późniejszych latach i był bliski samobójstwa. Ale dzięki pełnemu miłości wsparciu matki odzyskał równowagę i stał się człowiekiem o wielkim talencie, wielkich osiągnięciach i wielkiej witalności.

Aby uczcić swoje dziewięćdziesiąte urodziny, Casals rozpoczął współpracę z fotoreporterem Albertem E. Kahnem, która ostatecznie stała się swego rodzaju autobiografią z 1970 roku Radości i smutki (biblioteka publiczna) — jedna z najwspanialszych perspektyw twórczego życia, jakie kiedykolwiek wiązało się ze słowami.
Casals od samego początku ukazuje istotę swojego niezwykłego charakteru i źródło jego żywiołowej energii życiowej, przedstawiając piękny przykład tego, jak celowa praca jest prawdziwym źródłem młodości:
W moje ostatnie urodziny skończyłem dziewięćdziesiąt trzy lata. To oczywiście nie jest młody wiek. W rzeczywistości ma ponad dziewięćdziesiąt lat. Ale wiek to kwestia względna. Jeśli nadal będziesz pracować i chłonąć piękno otaczającego Cię świata, odkryjesz, że wiek niekoniecznie oznacza starzenie się. Przynajmniej nie w zwykłym tego słowa znaczeniu. Wiele rzeczy odczuwam intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, a życie staje się dla mnie coraz bardziej fascynujące.
Opowiada, że był jednocześnie zachwycony i niezaskoczony artykułem w londyńskim dzienniku Niedzielne czasy o orkiestrze na Kaukazie złożonej z muzyków starszych niż stu lat, uważa za źródło ich witalności:
Mimo swojego wieku muzycy ci nie stracili chęci do życia. Jak to wyjaśnić? Nie sądzę, że odpowiedź leży po prostu w ich budowie fizycznej lub w czymś wyjątkowym w klimacie, w którym żyją. Ma to związek z ich podejściem do życia; i sądzę, że ich zdolność do pracy wynika w dużej mierze z faktu, że oni Do praca. Praca pomaga zapobiegać starzeniu się. Ja na przykład nie mogę marzyć o przejściu na emeryturę. Ani teraz, ani nigdy. Odchodzić? Słowo jest mi obce, a idea niepojęta. Nie wierzę w emeryturę dla nikogo w moim typie pracy, nie wtedy, gdy duch pozostaje. Moja praca to moje życie. Nie potrafię myśleć o jednym bez drugiego. „Odejście” oznacza dla mnie rozpoczęcie umierania. Człowiek, który pracuje i nigdy się nie nudzi, nigdy nie jest stary. Najlepszym lekarstwem na starość jest praca i zainteresowanie rzeczami wartościowymi. Każdego dnia rodzę się na nowo. Każdego dnia muszę zaczynać od nowa.
Przez ostatnie osiemdziesiąt lat każdy dzień zaczynałem w ten sam sposób.
Z wielką elegancją kontrastuje nudę bezmyślnej rutyny z radością uważnego rytuału – coś, co wielu wielkich artystów inżynier w swoje dni. W tym uczuciu Henry Miller powrócił dopiero dwa lata później w swoich pamiętnych medytacjach sekret pozostania wiecznie młodymCasals pisze o swojej codziennej praktyce:
Nie jest to mechaniczna rutyna, ale coś niezbędnego w moim codziennym życiu. Podchodzę do fortepianu i gram dwa preludia i fugi Bacha. Nie przychodzi mi do głowy, żeby zrobić inaczej. Jest to swego rodzaju błogosławieństwo dla domu. Ale nie tylko to ma dla mnie znaczenie. To ponowne odkrycie świata, którego mam radość być częścią. Napełnia mnie świadomością cudu życia, poczuciem niesamowitego cudu bycia człowiekiem. Muzyka nigdy nie jest dla mnie taka sama, nigdy. Każdy dzień jest czymś nowym, fantastycznym, niewiarygodnym. To jest Bach, podobnie jak natura, cud!
Casals rzeczywiście znajduje wielką witalność w świadczeniu o panowaniu natury nad światem samoodnowa, tak istotna dla ludzkiego ducha na dłuższą metę:
Nie ma dnia w moim życiu, w którym nie spojrzałbym z nowym zdumieniem na cud natury. Jest tam z każdej strony. Może to być po prostu cień na zboczu góry, pajęcza sieć błyszcząca od rosy lub światło słoneczne padające na liście drzewa. Zawsze szczególnie kochałam morze. Kiedy tylko było to możliwe, mieszkałem nad morzem… Od dawna mam zwyczaj chodzić po plaży każdego ranka przed rozpoczęciem pracy. To prawda, że moje spacery są krótsze niż dawniej, ale to nie umniejsza cudu morza. Jak tajemnicze i piękne jest morze! jak nieskończenie zmienny! Nigdy nie jest takie samo, nigdy, nie z chwili na chwilę, zawsze w procesie zmian, zawsze stając się czymś innym i nowym.
W ten sam sposób, twierdzi Casals, odnawiamy się poprzez celową pracę. Dodaje jednak przestrogę dotyczącą samozadowolenia z talentu, powtarzając fantastyczność Jacka Kerouaca rozróżnienie między talentem a geniuszem. Casals radzi początkującym artystom wszelkich talentów, jak pokora i ciężka praca są najpewniejszą drogą do samorealizacji:
Nie widzę żadnej szczególnej zasługi w tym, że byłem artystą w wieku jedenastu lat. Urodziłem się ze zdolnościami, z muzyką w sobie, to wszystko. Nie należała mi się żadna specjalna zasługa. Jedynym uznaniem, jakie możemy sobie przypisać, jest to, jak wykorzystujemy talent, który otrzymaliśmy. Dlatego apeluję do młodych muzyków: “Nie bądźcie próżni, bo tak się składa, że macie talent. Nie jesteście za to odpowiedzialni, to nie była wasza zasługa. Liczy się to, co zrobicie ze swoim talentem. Trzeba pielęgnować ten dar. Nie poniżajcie i nie marnujcie tego, co otrzymaliście. Pracujcie – pracujcie nieustannie i pielęgnujcie to.”
Oczywiście darem, który należy cenić najbardziej, jest samo życie. Praca powinna być powitaniem życia.
Stąd słynne stwierdzenie Raya Bradbury’ego, że nie przepracował ani jednego dnia w swoim życiu — kolejny dowód na magię, która jest możliwa dzięki rozeznać swoje powołanie.
Casals żył i pracował przez kolejne cztery lata, umierając osiem tygodni przed swoimi dziewięćdziesiątymi siódmymi urodzinami. Radości i smutki pozostaje orzeźwiającą lekturą – rzadkim wglądem w źródło tej twórczej i duchowej witalności o niezrównanych proporcjach.

