
To, jak kochasz, jak dajesz i jak cierpisz, jest sumą tego, kim jesteś. To, co zrobisz ze swoim cierpieniem, jest liczydłem, na którym to wszystko się składa. To tam wasze zdolności do kochania i dawania kurczą się lub rozszerzają, tam czujecie się najbardziej samotni, tam najbardziej bezpośrednio dotykacie nici ludzkiego doświadczenia, która nas łączy. Cierpienie jest powszechnym zapisem naszych niezwróconych przesłaniów ku nadziei i dlatego, że nią jesteśmy gatunek pełen nadzieijest nierozerwalnie związana z tym, co czyni nas ludźmi. To coś więcej niż operacja mózgu, to doświadczenie całego organizmu, splatającego synapsy i ścięgna, angażującego całą orkiestrę hormonów, neuroprzekaźników i enzymów, która odgrywa symfonię żywotności. Właśnie dlatego AI – te bezcielesne cerebratory – nigdy nie zaznają cierpienia i nie znając przemiany cierpienia w znaczenie, które nazywamy sztuką, nigdy nie będę w stanie napisać naprawdę wielkiego wiersza>. (Co do cierpienia, nowi mistrzowie zawsze będą się mylić.)
Nicka Cave’a — który zaznał więcej smutku niż większość po stracie małego syna i własnego ojca w młodym wieku, ale pozostał nieubłaganym strażnik radości — podejmuje kwestię tej przemiany na kartach swojej wspaniałej książki Wiara, nadzieja i rzeź (biblioteka publiczna).

Epoka po badaniu Carla Junga związek pomiędzy cierpieniem a twórczościąuważa za „te straszne, niszczycielskie możliwości, które przynoszą poprawę i transformację”:
Być może smutek można postrzegać jako rodzaj wzniosłego stanu, w którym osoba pogrążona w żałobie jest najbliżej podstawowej istoty rzeczy. Ponieważ w żałobie głęboko zapoznajesz się z ideą ludzkiej śmiertelności. Udajesz się do bardzo ciemnego miejsca i doświadczasz krańców własnego bólu – zostajesz zabrany do granic cierpienia. O ile widzę, to miejsce cierpienia ma aspekt przemieniający. Jesteśmy przez nią zasadniczo zmienieni lub przekształceni. Teraz ten proces jest przerażający, ale z czasem powracasz do świata z pewną wiedzą, która ma coś wspólnego z naszą bezbronnością jako uczestników tego ludzkiego dramatu. Wszystko wydaje się takie kruche, cenne i wzniosłe, a świat i ludzie w nim wydają się tak zagrożeni, a jednocześnie tak piękni.
We fragmencie, który przywodzi na myśl naleganie wielkiego nauczyciela buddyjskiego Pemy Chödröna „Tylko w takim stopniu, w jakim narażamy się na zagładę, można w nas odnaleźć to, co niezniszczalne” dodaje:
Cierpienie jest ze swej natury głównym mechanizmem zmiany… W jakiś sposób daje nam możliwość przekształcenia się w coś innego, coś innego, miejmy nadzieję, coś lepszego… Ta zmiana nie jest czymś, czego koniecznie szukamy; raczej często wywierają na nas wpływ zmiany poprzez zniszczenie lub unicestwienie naszego poprzedniego ja.
Zastanawiając się nad tym, jak śmierć syna pozostawiła go nieznośnie osamotnionego, a jednocześnie „pogrążonego w swego rodzaju powszechności ludzkiego cierpienia”, wspomina linę ratunkową dobroci, jaką nieznajomi okazali jemu i jego żonie – „punkty świetlne” rozświetlone cichym zrozumieniem cierpienia, które wszyscy nosimy w szpiku, oświetlające najgłębszą prawdę o ludzkiej naturze, w którą wmówiono nam niewiarę:
Zaczęliśmy dostrzegać w głęboki sposób, że ludzie są życzliwi. Ludziom zależało. Wiem, że to brzmi banalnie, może nawet naiwnie, ale doszedłem do wniosku, że świat wcale nie jest zły – w rzeczywistości to, co uważamy za zło lub grzech, w rzeczywistości jest cierpieniem. I że świat nie jest ożywiany złem, jak nam się często mówi, ale miłością i że pomimo cierpień świata, a może wbrew niemu, ludziom w większości po prostu zależało. Myślę, że Susie i ja instynktownie zrozumieliśmy, że musimy skierować się w stronę tej kochającej siły, bo inaczej zginiemy.

Pulsuje pod spodem Akta Czerwonej Ręki — Uduchowiony almanach mądrości Nicka, powstały na podstawie pytań fanów — to ciągła tęsknota za wykorzystaniem naszego cierpienia. Odnosi się do tego bezpośrednio w jednym numerze:
Co robimy z cierpieniem? O ile widzę, mamy dwie możliwości – albo przekształcić nasze cierpienie w coś innego, albo się go trzymać i ostatecznie przekazać dalej.
Aby zmienić nasz ból, musimy przyznać, że wszyscy ludzie cierpią. Rozumiejąc, że cierpienie jest uniwersalną siłą jednoczącą, możemy patrzeć na ludzi z większym współczuciem, co w pewnym stopniu pomaga nam przebaczyć światu i sobie. Działając ze współczuciem, zmniejszamy cierpienie świata i wyzywająco go rehabilitujemy. Jest to działanie alchemiczne, które przemienia ból w piękno. To jest dobre. To jest piękne.
Nieprzemienianie naszego cierpienia i zamiast tego przekazywanie naszego bólu innym w formie znęcania się, tortur, nienawiści, mizantropii, cynizmu, obwiniania i bycia ofiarą, pogłębia cierpienie świata. Większość grzechów to po prostu cierpienie jednej osoby przeniesione na drugą. To nie jest dobre. To nie jest piękne.
Użyteczność cierpienia to zatem szansa, jaką daje nam, abyśmy stali się lepszymi istotami ludzkimi. To jest motor naszego odkupienia.
Uzupełnij o Simone Weil jak wykorzystać nasze cierpienie oraz młoda poetka Anne Reeve Aldrich jak znieść swoje cierpienie w niezwykłym liście do Emily Dickinson – z których żadna nie była starym poetą – następnie ponownie odwiedź Nicka Cave’a sztuka starzenia się I dwa filary sensownego życia.
