Nie marnuj swojej dzikości – marginalista

- Kultura - 31 stycznia, 2026
Nie marnuj swojej dzikości – marginalista
Nie marnuj swojej dzikości – marginalista

Nie marnuj swojej dzikości

Raz podczas pisania moja pierwsza książkaMieszkałem na bujnej wulkanicznej wyspie łysiejącej z tak zwaną cywilizacją, kosiarkami tłumiąc śpiew ptaków aby zamienić dżungle w pola golfowe.

Patrzyłem, jak fale wyższe od kominów fabrycznych wbijają się w klify czarne jak czasoprzestrzeń, sprawiając, że rezydencje wyglądają jak makiety życia.

Przyglądałem się odwiecznym, obojętnym twarzom żółwi starszych niż żarówka, z których wykluwają się młode pod napisem WSTĘP na prywatnej plaży miliardera.

Spojrzałem w otwarte usta wulkanu, szydząc z nieba w języku czasu.

Ciągle myślałem o tym, jak linie podziału pomiędzy żywiołem a efemerydą życia ludzkiego najłatwiej obnażają naszą najpoważniejszą słabość cywilizacyjną: postrzeganie natury jako czegoś, co należy podbić, wykastrować, oswoić, „zapominając, że my też jesteśmy naturą” zapominając, że oswajamy własną dzikość, kastrując naszą duszę.

Jay Griffiths oferuje potężne antidotum w swoim arcydziele z 2006 roku Dzikość: podróż żywiołów (biblioteka publiczna) — produkt „wieloletniej tęsknoty” ciągnącej ją „w stronę nieskrępowania, w kierunku czystego i żywego świata”, uczenia się myślenia umysłem góry i czucia sercem lasu, poszukiwania „czegoś nieśmiałego, nagiego i żywiołowego – duszy”. Wyłania się zarówno akt buntu (przeciwko wymazaniu dzikiej przyrody, przeciw udomowieniu duszy), jak i akt szacunku (dla tego, co w naturze jest niepohamowane, dla krajobrazu jako formy wiedzy, dla życia na Ziemi, równie nieprawdopodobnego i zdumiewającego jak miłość).

Grafika autorstwa Arthura Rackhama dla rzadkie wydanie z 1917 r z baśni braci Grimm. (Dostępny jako wydruk.)

Półtora wieku po tym, jak Thoreau „poszedł do lasu, aby żyć świadomie” (pomijając w swojej słynnej kronice spartańskiej samotności świeżo upieczone pączki i ciasta, które co niedzielę przynosiły mu matka i siostra), Griffiths spędziła siedem lat, gasząc swą duszę dzikością świata, od Amazonki po Arktykę, próbując „dotknąć życia szybkością ducha”, napędzaną „tym samym starożytnym tellurycznym wigorem, który rzucił Himalaje aż do oklaskiwania nieba.” Ona pisze:

Szukałem będzie dziczy… Jedyną rzeczą, której musiałem się trzymać, była ostra jak nóż konieczność powierzenia żywiołom mojego żywiołu.

Chciałem żyć na granicy imperatywu, w czułej furii lekkomyślnej chwili, bo w tym krótkim i pointylistycznym życiu, jasnym, ciemnym i elektrycznym, nie mogłem zrobić nic innego.

[…]

Duch ludzki jest pierwotnie przywiązany do dzikości, do prawdziwego życia, do wyrywania owoców i wysysania ich, do rozlewania soku. Może nam się wydawać, że jesteśmy udomowieni, ale tak nie jest.

Wszystko zaczęło się od zagubienia się na „pustkowiu umysłu, w długiej i ciemnej depresji”, która uniemożliwiła jej chodzenie i pisanie, „bez ścieżek, ponura i zdezorientowana, nie wiedząca, w którą stronę się zwrócić”. (Dziesięć lat później Griffiths napisze całą książkę o tym niepokojącym, trwającym rok epizodzie depresji maniakalnej.) Poszukując „oktaw możliwości”, licząc z „być może umysłu”, tęskniąc za wyzwoleniem z supermarketowych zaułków psychiki, wyruszyła na poszukiwanie dzikiego antypodu dla „tego chloroformowego świata, w którym natura ludzka jest dobrze wyszkolona, ​​oswojona od dzieciństwa, gdzie kaloryfery są stale włączone na łagodnym ogniu, a okna stale zamknięte”. Ona pisze:

Poczułem pilne zapotrzebowanie we krwi. Słyszałem jego wołanie. Jego gwizdanie niepokoiło mnie w dzień, a jego wycie budziło mnie w nocy. Usłyszałem bęben słońca. Każda ścieżka była wołającą rytmią, lot każdego ptaka przywołaniem, kolor lodu zaproszeniem: przyjdź. Las był skrzypkiem, szalenie dobrym, z oczami intensywnymi i błyszczącymi w szybkim tańcu. Każdy liść w każdym wietrze był palcem u nogi wystukującym ten sam rytm i każdy szczyt góry wyłaniający się z chmury zaintrygował mój umysł, gdyż wiatr na szczytach był flecistą, oblizującym wargi, niebezpiecznie hipnotyzującym mnie niesłyszalnymi melodiami, których wytężałem, aby usłyszeć, a moje oczy tęskniły za horyzontem dźwięku. Takie było wołanie, gwałtowne i nieodparte żądanie dzikiego anioła – polecieć. Wszystko, co dzikie, jest skrzydlate – życie, umysł i język – i zna dotyk powietrza w szybującym „locie, którego sylwetka jest pierwotna”.

Sztuka z Almanach ptaków: wróżby na niepewne dni. (Dostępne jako wydruk i jako karty papierniczez korzyścią dla Towarzystwa Audubon.)

Przez wiele miesięcy mieszkała z plemieniem górskim w lasach na granicy z Birmą, straciła wszystkie paznokcie u nóg, wspinając się na Kilimandżaro, spotkała „kanibalów nieskończenie milszych i bardziej godnych zaufania niż morderczy misjonarze, którzy ich ewangelizowali”, poczuła, „jak to jest skomleć z czystej samotności w Boże Narodzenie w dżungli na drugim końcu świata”, nauczyła się żyć wśród pór roku i żywiołów, „w samej naturze, ponieważ nie ma nic, co nie jest naturą”.

Ona zastanawia się:

Dla mnie ludzkość nie jest obciążeniem dla dzikiej przyrody, jak niektórzy zdają się sądzić. Raczej ludzki duch jest jedną z najbardziej uderzających realizacji dzikości. Jest ekscentrycznie piękny jak kryształ lodu, płynnie życiodajny jak woda i natchniony jak powietrze. Zagnieżdżona w każdym z nas, intymna dzikość, słodka jak orzech. Zbuntowanej duszy w każdym zatem prawo do noszenia piór, picia gwiazd i proszenia o księżyc… Jesteśmy – każdy z nas – siłą natury, choć czasami trzeba świadomie nauczyć się na nowo tego, czego nigdy nie zapomnieliśmy; sztuka wagarująca, serce nomadów.

Światło księżyca, zima przez Rockwella Kenta. (Dostępne jako wydruk i jako karty papiernicze.)

Pod żarliwą poetyką pulsuje oskarżenie i wezwanie. Dziesięć lat po tym, jak Maya Angelou w swoim zdumiewającym wierszu poświęconym przestrzeni kosmicznej przekazała tę samą polaryzację ludzkiej natury „Odważna i zaskakująca prawda” Griffiths pisze:

Są dwie strony: agenci odpadów i miłośnicy dzikiej przyrody. Albo za życiem, albo przeciwko niemu. I każdy z nas musi dokonać wyboru.

Odzyskanie naszej dzikości jawi się jako akt odwagi i oporu pośród widocznej konsumpcji, za pomocą której kapitalizm późnej fazy wprawia nas w błędne przekonanie, że posiadanie to bycie, znieczulając pilną potrzebę naszej śmiertelności – źródła wszystkiego, co piękne i trwałe, co tworzymy. Griffiths oferuje przebudzenie z tego niemal życia, zaklęcie przeciwko apatii, przeciwko klimatyzacji i asfaltowi, przeciwko naszemu wypędzeniu z własnej natury:

Tego, co dzikie, nie można kupić ani sprzedać, pożyczyć ani skopiować. To Jest. Niepowtarzalny, niezapomniany, niewzruszony, elementarny jak ziemia i lód, woda, ogień i powietrze, kwintesencja, czysty duch, nierozkładający się na żadne składniki. Nie marnuj swojej dzikości: jest cenna i konieczna. W dzikości, prawda. Dzikość to uniwersalna pieśń śpiewana zielonym złotem, którą rozpoznajemy w chwili, gdy ją usłyszymy. To, co dzikie, napędza wiciokrzew, co pragnie ważki, co popycha wiatr i zmusza do wiersza. Dzikość jest nienasycona przez całe życie; żadne z nich tak naprawdę nie zna siebie bez drugiego. Dzikość… wysysa teraźniejszość, płonie w oczach i chlubi się każdemu, kto świadomie podąża własną drogą.

Uzupełnienie Dziki — w całości ożywcza lektura — z ponadczasowym wierszem Wendella Berry’ego „Spokój dzikich rzeczy” i artysta Rockwell Kent, piszący sto lat wcześniej, dalej dzikość i kreatywnośća następnie ponownie odwiedź wspaniałą twórczość Roberta Macfarlane’a i Jackie Morrisa ponowne zdziczenie ludzkiego ducha.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x