
„Życie nie zostało jeszcze powszechnie uznane za jedną ze sztuk” ogłosił A Przewodnik po sztuce życia z 1924 r. To, że jeden z największych naukowców naszych czasów stał się jednym z naszych największych nauczycieli w tej sztuce, jest po prostu błogosławieństwem, za które możemy być jedynie wdzięczni – i właśnie to Olivera Sacksa (9 lipca 1933 – 30 sierpnia 2015), Kopernik umysłu i Dante medycyny, który nadał studium przypadku formę poetycką, stał się w ciągu swojej długiej i w pełni żył życie.
W ostatnich miesiącach życia dr Sacks w serii lirycznych opowieści o swojej niezwykłej przygodzie egzystencjalnej i odważnym tańcu ze śmiercią New York Timesa eseje, opublikowane pośmiertnie w smukłej, lecz niezwykle czarującej książce Wdzięczność (biblioteka publiczna), redagowany przez jego przyjaciółkę i asystentkę od trzydziestu lat, Kate Edgar, oraz jego partnerkę, pisarkę i fotografkę Billa Hayesa.

W pierwszym eseju zatytułowanym „Merkury” podąża śladami Henry’ego Millera, który uważany za miarę dobrze przeżytego życia po osiemdziesiątce trzy dekady wcześniej. Doktor Sacks pisze:
Ostatniej nocy śniła mi się rtęć — ogromne, lśniące kulki rtęci, wznoszące się i opadające. Rtęć to pierwiastek numer 80, a mój sen przypomina mi, że we wtorek sam będę mieć 80 lat.
Żywioły i urodziny są dla mnie splecione od dzieciństwa, kiedy dowiedziałem się o liczbach atomowych. W wieku 11 lat mogłem powiedzieć „jestem sodem” (pierwiastek 11), a teraz, mając 79 lat, jestem złotem.
[…]
Osiemdziesiąt! Nie mogę w to uwierzyć. Często czuję, że życie zaraz się zacznie, ale zdaję sobie sprawę, że już prawie się skończyło.
Prawie umarłem w wieku czterdziestu jeden lat będąc ściganym przez białego byka w norweskim fiordzieDr Sacks uważa za szczególną łaskę dożycia starości:
Mając prawie 80 lat, z różnymi problemami medycznymi i chirurgicznymi, żaden nie powoduje kalectwa, cieszę się, że żyję — „Cieszę się, że nie umarłem!” czasami wybucha we mnie, gdy pogoda jest idealna… Jestem wdzięczny, że przeżyłem wiele rzeczy – niektóre wspaniałe, inne okropne – i że mogłem napisać tuzin książek, otrzymać niezliczoną ilość listów od przyjaciół, kolegów i czytelników oraz cieszyć się tym, co Nathaniel Hawthorne nazwał „kontaktem ze światem”.
Przepraszam, że zmarnowałem (i nadal marnuję) tak dużo czasu; Przepraszam, że w wieku 80 lat byłem tak samo nieśmiały, jak miałem 20 lat; Przykro mi, że nie mówię w żadnym innym języku poza moim językiem ojczystym i że nie podróżowałem ani nie doświadczyłem innych kultur tak szeroko, jak powinienem.

Jednak wynurzanie się spod tęsknej samoświadomości jest podstawową siłą ducha doktora Sacksa. Echo George Eliot o cyklu życia szczęścia I Thoreau o największym darze starzenia siępisze:
Mój ojciec, który dożył 94 lat, często powtarzał, że lata 80. to jedna z najprzyjemniejszych dekad w jego życiu. Poczuł, jak zaczynam odczuwać, nie kurczenie się, ale poszerzenie życia mentalnego i perspektywy. Człowiek ma długie doświadczenie życia, nie tylko własnego, ale także życia innych. Widziano triumfy i tragedie, wzloty i upadki, rewolucje i wojny, wielkie osiągnięcia i głębokie dwuznaczności. Widzieliśmy, jak powstają wielkie teorie, które zostały obalone przez uparte fakty. Człowiek jest bardziej świadomy przemijania i być może piękna. W wieku 80 lat można spojrzeć perspektywicznie i mieć żywe, żywe poczucie historii, co nie jest możliwe we wcześniejszym wieku. Mogę sobie wyobrazić, poczuć w kościach, jak wygląda stulecie, czego nie mogłem przeżyć, mając 40 czy 60 lat. Nie myślę o starości jako o coraz bardziej ponurym okresie, który trzeba jakoś przetrwać i jak najlepiej wykorzystać, ale jako o czasie wypoczynku i wolności, uwolnionym od pozornie pilnych potrzeb wcześniejszych dni, pozwalającym odkrywać, co chcę, oraz łączyć myśli i uczucia całego życia.

W innym eseju zatytułowanym „Moje własne życie” i napisanym wkrótce po tym, jak w wieku osiemdziesięciu jeden lat dowiedział się o śmiertelnej diagnozie raka, dr Sacks liczy się z potencjałem życia, który wypełnia przestrzeń między nim a śmiercią:
Teraz do mnie należy decyzja, jak przeżyć miesiące, które mi pozostały. Muszę żyć w najbogatszy, najgłębszy i najbardziej produktywny sposób, w jaki potrafię. Pokrzepiają mnie w tym słowa jednego z moich ulubionych filozofów, Davida Hume’a, który dowiedziawszy się, że w wieku 65 lat jest śmiertelnie chory, w kwietniu 1776 roku w ciągu jednego dnia napisał krótką autobiografię. Zatytułował ją „Moje własne życie”.
„Liczę teraz na szybkie rozwiązanie” – napisał. “Odczuwałem bardzo niewiele bólu z powodu mojej choroby, a co dziwniejsze, pomimo wielkiego upadku mojej osoby, nigdy nie doznałem ani chwili spadku nastroju. Mam ten sam zapał, co zawsze w nauce i tę samą radość w towarzystwie. “
Przesuwając wzrokiem po jednym z najbardziej przejmujących wersów Hume’a: „Trudno być bardziej oderwanym od życia niż obecnie”. — Doktor Sacks zastanawia się nad paradoksalnym sposobem, w jaki oderwanie staje się narzędziem obecności:
W ciągu ostatnich kilku dni mogłem spojrzeć na swoje życie z dużej wysokości, jako na rodzaj krajobrazu i z pogłębiającym się poczuciem połączenia wszystkich jego części. Nie oznacza to, że skończyłem z życiem.
Wręcz przeciwnie, czuję, że bardzo żyję i chcę i mam nadzieję, że w pozostałym czasie pogłębię moje przyjaźnie, pożegnam się z tymi, których kocham, napiszę więcej, podróżuję, jeśli będę miał siłę, aby osiągnąć nowy poziom zrozumienia i wglądu.

Taka intensywność żywotności, zauważa dr Sacks, wymaga świadomego zdystansowania się od egzystencjalnie nieistotnych rzeczy, którymi wypełniamy nasze codzienne życie – drobnych kłótni, polityki, wiadomości. Dzięki swojemu charakterystycznemu opanowaniu niuansów wskazuje na zasadniczą różnicę:
To nie jest obojętność, ale dystans – nadal bardzo troszczę się o Bliski Wschód, globalne ocieplenie, rosnące nierówności, ale to już nie moja sprawa; należą do przyszłości. Cieszę się, gdy spotykam zdolnych młodych ludzi – nawet tych, którzy wykonali biopsję i zdiagnozowali moje przerzuty. Czuję, że przyszłość jest w dobrych rękach.
Dziesiątki lat po swojej ukochanej cioci Lennie nauczył go umierać z godnością i odwagąDoktor Sacks pozwala, aby ta lekcja zaowocowała w jego własnym życiu. Zgodnie z definiującym urokiem swoich książek, kieruje swoją świetlistą prozę do wewnątrz, a potem na zewnątrz, w fragmencie, który przywodzi na myśl powieść Williama Faulknera. wzniosły, żywy nekrologopuszcza ten świat – świat pisma i świat życia, bo dla doktora Sacksa oba były zawsze jednym – z zapierającym dech w piersiach epitafium dla siebie:
Nie mogę udawać, że jestem bez strachu. Jednak moim dominującym uczuciem jest wdzięczność. Kochałem i byłem kochany; Otrzymałem wiele i dałem coś w zamian; Czytałem, podróżowałem, myślałem i pisałem. Miałem kontakt ze światem, szczególny kontakt z pisarzami i czytelnikami.
Przede wszystkim byłem czującą istotą, myślącym zwierzęciem na tej pięknej planecie, co samo w sobie było ogromnym przywilejem i przygodą.
Wdzięczność to słodko-gorzka i absolutnie piękna lektura w całości. Uzupełnij go o Dr. Sacks ratująca życie moc muzyki, dziwna psychologia pisaniaI jego historia o miłości, szaleństwie i życiu pełnią życiaa następnie wróć do mojego wspomnienie wyjątkowego ducha doktora Sacksa.

